Obecny czas: 26 Lut 2018 03:40


Regulamin forum


Forum powinno służyć Polakom do zrozumienia sytuacji w jakiej się znalazła ich Ojczyzna.
Pisanie jest możliwe wyłącznie na prywatną pocztę po uprzednim zarejestrowaniu.
Listy uzupelniające wiedze na temat suwerenności Polski, zostaną umieszczone na forum pod haslem " z prywatnej poczty "



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 57 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna
 "ZOLNIERZE WYKLECI" 
Autor Wiadomość

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post "ZOLNIERZE WYKLECI"
ZOLNIERZE WYKLECI

Archiwum wywiadu NSZ znajduje się, z tego co wiem, w zbiorze o którym pisano swego czasu w prasie, pod hasłem "szafa prof. Staffa", z SGGW w Warszawie.
Jest to zbiór dokumentów z dawnego archiwum Mirosława Ostromęckiego (szefa PIP-i), króre zostało przez niego w lipcu 1944 r. przekzane profesorowi.
Ten schował je w szafie, a odkryto tę skrytke bodaj w zeszłym roku.
Dziś, jest porządkowane przez pracowników Archiwum Akt Nowych (Mariusz Olczak).
Proszę także zajrzeć do ostatniej książki Sebastiana Bojemskiego o NSZ w powstaniu warszawskim (Fronda, 2009), a także do Archiwum Brygady i OP (SPK nr 52 w Chicago), dziś znajdujące się w Bibliotece Jagiellońskiej.
Ponadto akta dot. wywiadu NSZ (kierował nim prof. Bolesław Sobociński, a takze Otmar Wawrzkowicz;
na terenie okręgu warszawskiego zaś Antoni Szperlich), poniekąd, znajdują się w aktach IPN.
Szperlich podjął bowiem współpracę z UB, przekazując mu swą olbrzymia wiedzę na temat wywiadu NSZ-OP.

Praca o Organizacji Polskiej na wychodźstwie jest już w redakcji, a równolegle Wojciech Muszyński kończy pracę o OP w latach 1934 - 1944. A zatem obydwie książki będa w księgariach w 2010 r. Lista strat obozu narodowego (wersja minimalna) została wydana rok temu, a teraz wychodzi druga wersja tej pracy - duży słownik strat osobowych rychu narodowego w latach 1939 - 1956 z przedmową tegoż W. Muszyńskiego.

Jan Żaryn

Irena Renata Morzycka-Iłłakowicz – szkic do portretu bohatera II wojny światowej.

W ciągu ostatnich kilku lat, szczególnie w okresie gdy byłem dyrektorem Biura Edukacji Publicznej IPN, co najmniej kilkaset osób odwiedziło mnie w gabinecie na trzecim piętrze przy ul. Hrubieszowskiej 6a w Warszawie (nieopodal Muzeum Powstania Warszawskiego).
Wśród gości pojawiali się także reżyserzy, historycy i dziennikarze zachodni oraz amerykańscy, zafascynowani dziejami najnowszymi Polski, czy też konkretnymi biografiami.
Ostatnio także miałem takie wizyty; m.in. pewien historyk z USA – nieźle mówiący po polsku – zainteresował się losami absolwentów KUL w okresie PRL, jedynego, cieszącego się autonomią uniwersytetu katolickiego, od Łaby po Władywostok. Inny, z kolei dziennikarz, wpadł na trop znanej mi działaczki wywiadu antykomunistycznego i antyniemieckiego w czasie II wojny światowej, żołnierza Związku Jaszczurczego – Narodowych Sił Zbrojnych Ireny Renaty Morzyckiej - Iłłakowicz.
W Polsce jest ona zupełnie nieznaną osobą. A szkoda. Była żoną Jerzego Olgierda Iłłakowicza „Zawiszy”, działacza najwyższych szczebli Organizacji Polskiej, oficera ZJ-NSZ, po wojnie współtwórcy Polskich Kompanii Wartowniczych w amerykańskiej strefie okupacyjnej Niemiec, współtwórcy wielu organizacji na wychodźstwie (m.in. „Ogniwa”), grupujących byłych żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej.
Jego żona, niestety tych powojennych czasów, nie dożyła.

Irena Morzycka (1906 – 1943) była córką ziemianina Bolesława Morzyckiego i Władysławy (z domu) Zakrzewskiej. Studiowała na Uniwersytecie w Grenoble (Francja); biegle znała 7 języków (polski, francuski, niemiecki, angielski, rosyjski, fiński, gdzie do 1917 r. mieszkali rodzice oraz perski).
Jej pierwszym mężem był poznany w Grenoble najstarszy syn księcia Kurdystanu Azis Zangenah (Zangheng). Ślub mahometański wzięli w Paryżu. Wytrzymała dwa lata; za zgodą męża, i przy jego wsparciu, uciekła motocyklem do polskiego poselstwa w Teheranie.
( Posłem w tym czasie był już Jan Karszo-Siedlewski (1891 – 1955), dyplomata, w l. 1932 – 1934 poseł w Charkowie. Brat Tadeusza, senatora, który zginął w 1939 r., syn Władysława, którego brat, Aleksander był z kolei moim pradziadkiem).
Jak piszą biografowie: piękna, odważna, wytrzymała na ból, uprawiała liczne sporty – alpinistka, brawurowo ratująca ludzi podczas wspinaczki wysokogórskiej. Ślub Jerzego i „Reni” – jak ją nazywał mąż - odbył się w październiku 1934 roku, w kościele katedralnym św. Jana Chrzciciela w Warszawie.
Dwa lata później – 25 czerwca 1936 r. – urodziła im się jedyna córka Ligia Renata Krystyna. Irena – podobnie jak jej mąż, Jerzy - od początku okupacji włączyła się do konspiracji narodowej.
Z racji znajomości języków obcych, w tym niemieckiego, została zaangażowana do wywiadu Związku Jaszczurczego, kryptonim „Z” – zachód, pracując w sieci rozpoznania wojskowego, gospodarczego i komunikacyjnego. Kilkakrotnie jeździła do Berlina, gdzie znajdował się punkt kontaktowy Ekspozytury „Z” ZJ. Być może już wtedy rozpracowywała komórki wywiadu sowieckiego, działające w III Rzeszy.
Irenę aresztowano w październiku 1942 r. i początkowo więziono na Pawiaku.
Dzięki łapówce, uwalniającej od brutalnego śledztwa, została skierowana do transportu do obozu na Majdanku.
W połowie marca 1943 r. oddział NSZ przeprowadził brawurową akcję uwolnienia Ireny: „Grupa młodych chłopców, pochodzących z Pomorza i władających językiem niemieckim, przebrana w mundury gestapo,
w skradzionym samochodzie, po przecięciu drutów telefonicznych, podjechała pod bramę obozu. Przedstawiła dokument nakazujący wydanie Ireny celem przewiezienia na śledztwo do gestapo w Warszawie. Kamuflaż był tak udany, że Irena umieszczona w samochodzie żegnała się już z życiem, nie mając nadziei na wywinięcie się tym razem z rąk gestapo” – pisała Krystyna Kabzińska.
Ukrywała się w pobliskim majątku rodziny Jerzego, w Dratowie, u Marii Kleniewskiej – znanej sprzed wojny działaczki ziemiańskiej. Wróciła jednak szybko do Warszawy i – zanim podjęto decyzje o jej wyjeździe z kraju – prawdopodobnie zaangażowana została do istniejącej wówczas (od 1941 r.) komórki wywiadu NSZ – OP „na kierunku organizacji lewicowych”. Zadaniem tej komórki (szczególnie w Warszawie) było zdobywanie informacji o działaczach komunistycznych i lewicujących, których należało rozpracować, a najlepiej zwerbować by zdobyć informacje na temat kierownictwa komunistów w kraju.
„Irena”, jak się wydaje szybko i energicznie podjęła nowe zadania. Był początek października 1943 r. „Spotkałem się z Renią [Ireną] dwa dni przed jej śmiercią i odbyliśmy długą rozmowę. – wspominał Jerzy, mąż – Powiedziała mi, że pracuje nad zniszczeniem komunistycznej radiostacji, która znajduje się w pobliżu Warszawy [pod Otwockiem], i że liczy na pomoc pewnego Niemca, oficera Abwerhy (wywiadu wojskowego) o mocno antyhitlerowskich poglądach. Wyglądało mi to na pułapkę”.
Wieczorem 4 października „Irena” zadzwoniła do Jerzego dając mu do zrozumienia, że jest na tropie NKWD-owskiej (czy PPR-owskiej - ?) radiostacji i wychodzi z domu. Tamże z kolei, zostawiła wiadomość, by poinformować organizację o jej zniknięciu jeśli nie wróci do godz. 22.00. Nie wróciła.
Według późniejszych świadectw, Irena została zamordowana na ulicy Polnej w Warszawie, tego samego dnia wieczorem. Zabili ją zapewne komuniści, choć nie ma na to ostatecznych dowodów (taka opinia dotarła po wojnie do funkcjonariuszy SB).
Wiadomo za to na pewno, że mała córeczka Ireny i Jerzego, Ligia widziała po raz ostatni ojca gdy miała 8 lat. Półsierota wychowywana była po wojnie przez swoich dziadków, a inwigilowana przez UB; Jerzego zobaczyła ponownie dopiero pod koniec lat 50-tych.
Gdy miała 22 lata, po długich staraniach otrzymała łaskawie paszport od władz PRL. Ale to już inna historia….


Ostatnio edytowany przez 401autobahn 31 Gru 2009 01:14, edytowano w sumie 2 razy



30 Gru 2009 06:42
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: "ZOLNIERZE WYKLECI"
Mjr "Łupaszka" - głos zza grobu...

Fragment archiwalnego nagrania z procesu mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki".
http://www.youtube.com/watch?v=da4E6ls4qRY&feature=player_embedded

Mjr Zygmunt Szendzielarz ps. "Łupaszka", zamordowany przez komunistów 8 lutego 1951 r. w więzieniu mokotowskim, przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

Major Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" został aresztowany przez UB 30 czerwca 1948 r.,
podczas akcji X, zorganizowanej przez MBP przeciwko Polakom z Wileńszczyzny.
Po licznych przesłuchaniach w więzieniu mokotowskim został skazany na 18-krotną karę śmierci. Proces "Łupaszki" i kilku innych wybitnych oficerów wileńskiej AK miał charakter pokazowy, transmitowany był przez radio.
Major zachował się godnie w czasie śledztwa i procesu.
Komunistyczny sąd skazał wszystkich "sądzonych" na śmierć.
Miejsce pochówku pozostało do dziś nieznane.


Wiecej na stronie:
http://podziemiezbrojne.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?165911


30 Gru 2009 22:05
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: "ZOLNIERZE WYKLECI"
Wykonanie wyroku na Zygmuncie Szendzielarzu ps. "Łupaszka" wyznaczono na 8 lutego 1951 roku.
55 lat temu około 19.30 wyprowadzono go z celi. Pod celą straceń zorientował się, że dziś nie będzie sam. Obok stali jego wierni towarzysze broni: jego podkomendny z IV i V Brygady Wileńskiej 32-letni podporucznik Lucjan Minkiewicz ps. Wiktor i jego dowódca, ostatni komendant Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej, który doprowadził do udanej akcji ewakuacyjnej okręgu na tereny Polski Centralnej 50-letni podpułkownik Antoni Olechnowicz ps. Podhorecki. Pierwszego wzięli "Wiktora".
Była godzina 19.55. Skrzypnięcie drzwi, przytłumione odgłosy odczytywania sentencji wyroku i głuchy strzał.

Potem wzięli "Podhoreckiego". Ostatnie spojrzenia. Była 20.05. Głuchy strzał.
Teraz wzięli jego, była 20.15. Prokurator podpułkownik Jakub Lubowski (rzeczywiste: Chaszesman) odczytał sentencję wyroku Sądu Najwyższego z dnia 29 grudnia 1950 roku i zarządził egzekucję.
Kazali mu się pochylić do przodu. Gdy spojrzał w dół, zobaczył schodki, a u ich stopni ciała swoich współtowarzyszy.
Drej celował jak zawsze w potylicę. Inni nawet nie strzelali, bo i po co "marnować naboje".
"O godzinie 20 minut 15 w obecności Naczelnika Więzienia Grabickiego Alojzego i lekarza dr Kazimierza Jeziorskiego.
Za pośrednictwem Dowódcy Plutonu Egzekucyjnego Aleksandra Dreja, po odczytaniu sentencji wyroku (?) powyższy wyrok względem Szendzielorza Zygmunta s. Karola i Eufrozyny z d. Osieckiej urodzonego 12 marca 1910 r. w m. Stryj woj. Stanisławów został wykonany przez rozstrzelanie" - czytamy w protokole wykonania wyroku.
Po stwierdzeniu zgonu przez lekarza więziennego prokurator ogłosił, że wyrok został wykonany. Zakończono i podpisano protokół.

Tego samego wieczora 8 lutego 1951 roku zamordowano jeszcze Henryka Borowskiego pełniącego funkcje dowódcze w Ośrodku Mobilizacyjnym Wileńskiego Okręgu Armii Krajowej.

Zwłoki wywieziono nocą na cmentarz na Służewcu, gdzie zakopano wszystkich w jednym dole. Wrzucono majora Łupaszkę bez trumny i bez "Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie?". Dół zasypano. Jeszcze tylko udeptano miejsce, posypano liśćmi, a może nawet tego nie zrobiono, bo może akurat padał śnieg.

W latach 60. i 70. czasami ktoś zapalał znicz na miejscu jego pochówku, dlatego żeby ludzie wiedzieli, iż tam UB zakopywał pomordowanych, najlepszych synów naszej Ojczyzny. Zazwyczaj wyglądało to tak: podchodził ktoś, zapalał znicz i szybkim krokiem oddalał się z tego miejsca. Miejsca, w którym nie było nic, znaku krzyża, nawet kopczyka. Miejsce spoczynku majora Szendzielarza nie jest znane do tej pory.

Wykonawca wyroku na Szendzielarzu i pozostałych Aleksander Drej zmarł kilka lat temu w Warszawie. Pobierając do końca emeryturę dla szczególnie zasłużonych, której nie odebrała mu III Rzeczpospolita. Jego rodzina zna jego miejsce pochówku.


http://www.aspektpolski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=660&Itemid=41


30 Gru 2009 22:46
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: "ZOLNIERZE WYKLECI"
Major Zygmunt Szendzielarz - pseudonim "Lupaszka" - to jeden z tych ludzi, o
których mówimy zazwyczaj "ostatni lesni" lub "zolnierze wykleci". Jednak tak
naprawde nalezaloby nazwac go zolnierzem niezlomnym. Wojenne i powojenne
dzieje czlowieka, w którego symbolicznej ostatniej drodze dzis
uczestniczymy, to dziewiec lat nieprzerwanej walki z obydwoma wrogami
wolnosci Polski: z hitlerowskimi Niemcami i z komunistami, zarówno z
Sowietami, jak i z rodzimymi zdrajcami Ojczyzny. Zygmunt Szendzielarz to
jeden z tych ludzi, których wielkosc wyznacza nie tylko odwaga osobista i
poswiecenie, ale przede wszystkim postawa sluzby i ofiarnosci wobec wlasnego
panstwa i Narodu.

Major "Lupaszka" to postac o wymiarze symbolicznym dla calego pokolenia
Polski Walczacej, pokolenia akowskiego. Przede wszystkim to wychowanek szkól
Polski niepodleglej - mature zdawal w 1929 roku. Nie bylo i chyba nie bedzie
równie ofiarnego pokolenia jak to, które wychowaly polskie szkoly w
dwudziestoleciu miedzywojennym. On zas byl jednym z najwybitniejszych jego
przedstawicieli.

Postac majora i jego dzialalnosc bojowa charakteryzuje ciaglosc walki
prowadzonej z wrogami Rzeczypospolitej. Pierwsze strzaly oddal w wojnie
obronnej 1939 roku, w walkach toczonych z Niemcami - jako dowódca szwadronu
4. pulku Ulanów Zaniemenskich, zas ostatnie w bojach z nowym, komunistycznym
okupantem - jako dowódca partyzanckiej brygady. Po raz ostatni dowodzil w
polu w walkach prowadzonych na Podlasiu zima 1947 roku, a w konspiracji
walczyl do czerwca 1948 roku. Byl bowiem jednym z tych bohaterów Polski
Podziemnej, którzy uznali, iz dopóki Polska nie odzyska wolnosci, nie
wypuszcza broni z reki i nie zakoncza raz podjetej walki.

W prowadzonej walce Major kierowal sie zelazna konsekwencja. Nie poszedl do
niewoli po zakonczeniu bojów wrzesniowych w 1939 roku, lecz podjal
dzialalnosc konspiracyjna. Gdy tylko bylo to mozliwe, wyruszyl znów w pole i
w Wilenskim Okregu AK sformowal jedna z najlepszych jednostek
partyzanckich - 5. Brygade, zwana "Brygada Smierci". Po rozbrojeniu
oddzialów AK przez Sowietów w lipcu 1944 roku nie porzucil pola walki, lecz
wraz z najwierniejszymi zolnierzami zameldowal sie w Bialostockim Okregu AK.
Tam odtworzyl swa 5. Brygade Wilenska i znów poprowadzil ja przeciw nowemu
okupantowi. W wyniku decyzji dowództwa musial we wrzesniu 1945 r.
zdemobilizowac Brygade, ale tylko po to, by wiosna 1946 roku powrócic na
plac boju - na nowym terenie, na Pomorzu. Gdy zakonczyl sie "pomorski" etap
walki, zobaczymy go wsród oddzialów "Mlota" na Podlasiu, noszacych z jego
rozkazu nazwe 6. Brygady Wilenskiej. Nie uciekl z kraju - pozostal w nim do
konca - placac za to najwyzsza cene.

Kolejny wyznacznik postaci Majora to dokonana przez niego trafna ocena
systemu komunistycznego. Byl jednym z tych wybitnych dowódców Armii
Krajowej, którzy bolszewizm zdiagnozowali prawidlowo - jako zlo - i nigdy
nie weszli z nim w pakty i kompromisy, zdajac sie na laske komunistów. Nic w
tym dziwnego, gdyz ze zbrodniczoscia systemu komunistycznego zetknal sie juz
na Kresach, jeszcze pod okupacja niemiecka, gdy musial bronic ludnosci przed
ludobójczym terrorem sowieckiej partyzantki. Wiedzial, ze komunizm to nie
jest kwestia jakichs abstrakcyjnych pogladów, ale cos straszliwie realnego.
To przeciwnik, z którym sie nie paktuje, lecz walczy na smierc.

Nie sposób mówic o Majorze, nie wspomniawszy o nim jako o wybitnym oficerze
i jednym z najlepszych dowódców partyzanckich swej epoki. Za swietne
dowodzenie szwadronem we wrzesniu 1939 roku zostal odznaczony Krzyzem
Virtuti Militari. W partyzantce okresu okupacji niemieckiej dowodzil w
kilkudziesieciu udanych operacjach bojowych, czesto o spektakularnym
charakterze. W zwycieskiej bitwie pod Worzianami zostal ranny. Takze w
dzialaniach prowadzonych przeciw nowemu wrogowi - rezimowi komunistycznemu -
wykazal sie najwyzszymi zdolnosciami organizatorskimi i dowódczymi. Dodajmy,
jako zolnierza i dowódce cechowalo go nie tylko ogromne mestwo, ale tez
odwaga cywilna. Zawsze bral odpowiedzialnosc za swe decyzje i rozkazy,
jakkolwiek by nie byly trudne.

I tak dochodzimy do cech, które charakteryzowaly Majora jako czlowieka. Byl
postacia doprawdy niezwykla. Dowódca o charyzmatycznej osobowosci,
wywierajacym wplyw na zolnierzy i wspólpracowników. Dowódca zdolnym do
poderwania podkomendnych nawet w chwilach upadku sprawy - tak jak bylo to po
zagladzie oddzialu "Kmicia" latem 1943 roku czy po katastrofie operacji
wilenskiej i rozbrojeniu oddzialów AK przez bolszewików, czy po
demobilizacji 5. Brygady we wrzesniu 1945 roku. Major na nowo organizowal
rozbite i rozproszone oddzialy i prowadzil je do nowych walk i nowych
zwyciestw. Wszyscy podkomendni Majora, z którymi mialem okazje sie zetknac,
do konca zachowali o nim jak najlepsza pamiec jako o wspanialym dowódcy i
czlowieku bez reszty poswieconym sprawie niepodleglosci.

Jak wspominaja ci, którzy siedzieli z Majorem w celi smierci - pozegnal sie
z towarzyszami po zolniersku i na smierc poszedl z podniesiona glowa. Tak
zapamietali go juz na zawsze.

Komunisci - wrogowie wolnosci naszego kraju - chcieli zadac Majorowi i jego
zolnierzom nie tylko smierc fizyczna, ale tez smierc cywilna. Nie tylko
zabili ich i pozbawili grobów, zakopujac w nieznanych miejscach, ale poprzez
swa propagande starali sie zohydzic ich w oczach opinii publicznej. Chcieli
wymazac ich ze spolecznej pamieci. Czy ten zamiar sie powiódl?

Z pewnoscia nie. Major zostal zamordowany przez komunistów 8 lutego 1951
roku w mokotowskim wiezieniu. Ale jeszcze za zycia stal sie legenda, która
go przezyla. Jeszcze kilka lat po jego smierci na Podlasiu walczyly ostatnie
oddzialy noszace dumna nazwe Brygady Wilenskiej i odwolujace sie do tradycji
partyzantki Majora "Lupaszki". Dla nas, zyjacych dzis w wolnej Polsce, Major
"Lupaszka" jest jednym z najwiekszych bohaterów walki o niepodleglosc.
Wznosimy mu pomniki, takie jak te, które stoja w Siedlcach, w Kiersnowie i
innych miejscach. Na temat dzialalnosci prowadzonej przez Majora i jego
zolnierzy powstaja publikacje, ksiazki, rozprawy naukowe. Akordem
podsumowujacym stosunek wspólczesnych do postaci majora Zygmunta
Szendzielarza "Lupaszki" stalo sie nadanie mu przez prezydenta
Rzeczypospolitej najwyzszego odznaczenia panstwowego 11 listopada 2007 roku.

Chwala Bohaterom!

Przemówienie wygloszone 30 czerwca 2008 r. podczas symbolicznego pogrzebu
majora Zygmunta Szendzielarza "Lupaszki" na Powazkach Wojskowych w
Warszawie.


30 Gru 2009 22:58
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: "ZOLNIERZE WYKLECI"
Sladami mjr "Lupaszki".
W listopadzie 1946r., na rozkaz płk. A. Olechnowicza, ps. Pohorecki, V Brygada została rozwiązana. Leszek i Zeus zdemobilizowali swoje szwadrony w Borach Tucholskich. Lufa i część jego ludzi przeszła do VI Brygady pod dowództwem Młota, który działał na Białostocczyźnie do 1949 roku.
Major Zygmunt Szendzielarz udał się na południe Polski, by tam próbować ułożyć sobie dalsze życie. Został aresztowany wraz z żoną 30 czerwca 1948 r. w okolicach Zakopanego.
http://www.oberlandia.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=211&Itemid=328

Na początku 1946 r. działalność brygady przeniosła się na Pomorze oraz Warmię i Mazury. Wiele akcji oddziału miało miejsce w okolicach Ostródy.
W tym artykule przedstawiamy kalendarium pobytu Brygady na tym terenie.

24 maja „Łupaszka” z dwoma ludźmi wjeżdża na teren Prus Wschodnich, gdzie 1 czerwca w miej­scowości Jodłówka koło Sztumu dochodzi do koncentracji brygady, która w tym czasie składała się z trzech pododdziałów - 2 szwadron pod dowództwem „Żelaznego” (ppor. Zdzisław Badocha) liczył około 25 osób, 3 szwadron „Zeusa” (ppor. Leon Smoleński) około 20 ludzi, a 4 szwadron pod dowództwem „Lufy” (ppor. Henryk Wieliczko) około 15 osób. Oddziały zostają zaopatrzone w mapy Prus.

2 czerwca partyzanci „Lufy” i „Zeusa” rozbrajają milicję w Starym Targu i Mikołajkach w powiecie sztumskim.

Zdobyto wówczas broń dla szwadronu „Zeusa”. Zajmiemy się teraz głównie losami szwadronu „Lufy”, ponieważ zachował się dość szczegółowy dziennik prowadzony przez niego.

7 czerwca szwadron po nocy spędzonej w Skitławkach nad Jeziorakiem spożywał śniadanie na kolonii wsi Śliwa nieopodal Boreczna. Potem zbierał żywność w Wielowsi nad Kanałem Elbląskim, by wieczorem stanąć w Jaśkowie. Cały czas szwadronowi towarzyszył major „Łupaszka”.

8 czerwca po południu szwadron rozbroił posterunek milicji w Miłomłynie. Następny dzień partyzanci spędzili nad Kanałem Elbląskim w okolicach Wińca: „Zatrzymujemy tam piękny statek, który jedzie z Ostródy pod Elbląg.

Dowiadujemy się, że ma nim podobno wracać Bierut. „Wściekamy się”, że zatrzymaliśmy go teraz, a nie w powrotnej drodze.” pisze „Lufa”. Czy rzeczywiście miał nim wracać Bierut? Tego prawdopodobnie już się nie dowiemy.

10 czerwca szwadron nocował w Liksajnach, a następnej nocy w Niedźwiadach koło Taborza.

12 czerwca w Dągu partyzanci „Lufy” rozbroili komen­danta MO z Łukty. Noc spę­dzili w leśniczówce Śmieszny Kąt, gdzie za miesiąc miały rozegrać się istotne dla historii Brygady wydarzenia.

13 czerwca oddział zawędrował do leśniczówki Perkunicha nad Szelągiem. Następny postój w Jadaminach koło Biesala.

15 czerwca marsz na południe do wsi Makruty nad Jeziorem Sarąg. 16 czerwca spotkanie ze szwadronem „Zeusa” w leśniczówce Kieraj koło Stawigudy.

21 czerwca postój w leśniczówce Groszki w La­sach Ramuckich. Wach­mistrz „Szpagat” pojechał do Olsztyna na operację rannej ręki. Dwa dni później został aresztowany. 23 czerwca połączone szwadrony „Lufy” i „Zeusa” koło osa­dy Czarny Piec rozbroiły samochód z wojskiem, które było eskortą dla agitatora przedwyborczego - 30 czerwca miało odbyć się referendum, w którym naród miał zdecydować o przyszłości Polski. Agitator, sekre­tarz KP PPR w Nidzicy, Wacław Bralski został zlikwidowany.

25 czerwca nad Jeziorem Omulew ponownie doszło do spotkania szwadronów „Lufy” i „Zeusa”. Partyzanci zatrzymali dwóch milicjantów i funkcjonariusza UB, którzy byli zwiadowcami poszukujący­mi partyzantów. Ubek został zlikwidowany.

26 czerwca był dniem tragicznym dla Brygady.
W obławie zginął dowódca 2 szwadronu Brygady ppor. Zdzisław Badocha, ps. „Żelazny”. W tym czasie przebywał on sam na leczeniu rany w majątku Zielenice koło Sztumu. „Żelazny” zanim poległ, zdołał zabić jeszcze dwóch ubeków. Dowódcą oddziału został ppor. Olgierd Christa, ps. „Leszek”.W tym czasie „Łupaszka” wraz ze szwadronami „Lufy” i „Zeusa” operował w okolicach Jeziora Omulew i w Lasach Łańskich.

27 czerwca „Lufa” zanotował: „Śniadanie we wsi Malgaofen (obecnie Małga). Zamieszkałe są tylko trzy chaty. Dla sołtysa przydzielono pól worka (dosłownie) pro­pagandowych ulotek przedwyborczych”.

29 czerwca, w przeddzień referendum, szwadron „Zeusa” rozbił posterunek ochraniający lokal wyborczy w Stawigudzie. Milicjantów rozbrojono, a funkcjonariusza UB rozstrzelano.

30 czerwca odbyło się referendum, po którym my­śląca część narodu wyzbyła się złudzeń, co do kierunku dalszych losów Polski.

l lipca szwadron „Lufy” na szosie Nidzica-Pasym zatrzymał samochód i rozbroił jadących nim funkcjonariuszy MO. W tym samym miej­scu rozbroili później samochód z wojskiem. Za szwadronem szła obława. Następnego dnia oddział nocował w leśniczówce Stary Ramuk nad Jeziorem Łańskim. „Dużo śladów samochodów - to obława co szła za nami” - notuje „Lufa”.

3 lipca szwadron zatrzymał się na śniadanie w dawnej rezydencji Goeringa w nadleśnictwie Łańsk. Następnie szwadron ruszył na północ w kierunku Ostródy.

6 lipca pojawili się w Tomaszynie i Dłużkach.

7 lipca poprzez leśniczówkę Perkunicha nad Szelągiem dotarli do Tardy, gdzie nocowali. Następnego dnia w majątku Wenecja zarekwirowali pięć koni.

9 lipca ominęli od północy Jeziorak, by rankiem dnia na­stępnego zatrzymać się w leśniczówce Koncendorf (obecnie Witoszewo) po zachodniej stronie Jezioraka.
Od dwóch dni za szwadronem podążała obława złożona z wojska, milicji i UB.

Wieczorem, 11 lipca „Lufa” ze szwadronem dotarł do opuszczonego majątku Królikowo pod Dzierzgoniem. W tym samym dniu szwadron „Zeusa” przebywając na kwaterze w leśniczówce Śmieszny Kąt nieopodal Łukty zatrzymał i zlikwidował trzech funkcjonariuszy PUBP w Ostródzie, biorących udział w obławie. Zginęli wówczas Albin Kraczkowski, Tadeusz Stachowicz i Stanisław Wruszczak. Jak wiadomo, dwóm pierwszym niegdyś poświęcone były ulice w Ostródzie.

19 lipca szwadrony „Lufy” i „Zeusa” spotkały się w leśniczówce Koncendorf nad Jeziorakiem. „patrol „Zeusa” wysłany do nadleśnictwa Haack spotkał P. Majora.
P. Major jest bardzo wzruszony, że nas wszystkich widzi „całych”. Ponieważ wojsko okrążyło lasy i lada chwila należy się spodziewać obławy, szwadrony rozchodzą się. Kierunek zachód, za Wisłę w Bory Tucholskie. „Zeus” idzie krótszą drogą, więc ma odszukać szwadron śp. „Żelaznego” - zanotował w swoim dzienniku „Lufa”.

10 sierpnia nastąpiła kolejna koncentracja oddziałów Brygady w okolicy Błędna w Borach Tucholskich. Szwadrony „Leszka” i „Zeusa” zostały na Pomorzu. Szwadron „Lufy” poprzez Mazury miał udać się w Białostockie, aby tam nawiązać kontakt z VI Wileńską Brygadą AK pod dowództwem ppor. Lucjana Minkiewicza, ps. „Wiktor” i ppor. Władysława Łukasika, ps. „Młot”. VI Brygada działająca na Podlasiu i Białostocczyźnie była również podporządkowana Komendzie Wileńskiego Okręgu AK z siedzibą w Gdańsku.W połowie sierpnia oddział „Lufy” z „Łupaszką”, który zazwyczaj przebywał przy tym szwadronie, znowu pojawił się w Prusach Wschodnich.

20 sierpnia nocowali w okolicach Kamieńca koło Susza.

22 sierpnia „Lufa” zanotował: ,Bierzemy z Kuncendorfu samochód i jedziemy na likwidację szpicli do wsi Ebenau (mamy spis wzięty od zabitego UB-owca). Po sprawdzeniu okazują się nieszkodliwi. UB wciągnęło ich terrorem na listę. Musieli się podpisać”.

29 sierpnia w Jerzwałdzie nad Jeziorakiem wykonali karę chłosty na członkach PPR-u.

„4. IX. Rankiem odmarsz. Nad jeziorem Iłgi w lesie odpoczywamy. Próbny alarm. Wieczorem marsz na wschód. Ostródę zostawia­my na południu.

5. IX. Świtem postój w lesie koło leśniczówki Grünart (obecnie Zielona koło Liwy). Po południu przecinamy szosę Ostróda-Miłomłyn i po przejściu wsi Faltjanki postój w lesie.

6. IX. Rankiem marsz nad jezioro Szeląg. P. Major wyprawia mnie na patrol - cel - zdobycie żywności i zrobić zasadzkę na UB. Staję na szosie Ostróda-Miłomłyn i czekam na samochód. Wieczorem łapię jeden, lecz jest już za późno, puszczam.

7. IX. Z rana „łapiemy” samochód z kapitanem i żołnierzami. Rozbrajamy ich. Jedziemy samochodem do miejscowości Samborowo, rozbrajamy milicję i bierzemy prowiant ze spółdzielni. Następnie jedziemy do miasteczka Miłomłyn i rozbrajamy Milicję. Komendantowi posterunku zabieramy pistolet kiedyś zostawiony przez nas. Wycofanie samochodem w rejon nadleśnictwa Tabórz”.

16 września szwadron znalazł się w byłej kwaterze Hitlera w Gierłoży. „Nieoczekiwanie na teren bunkrów zajeżdża samochód z wycieczką z Warszawy. P. Major zaprasza wszystkich na śniadanie. Zwiedzamy razem bunkry, gramy w piłkę.
W „prima” humorach zostawiamy warszawiaków i jedziemy nad jezioro Śniardwy, największe z jezior mazurskich”.Na Białostocczyźnie szwadron przebywał od 25 września do 25 października, by ponownie powrócić na Mazury.

Od 28 października szwadron organizował kolejne akcje. Na szosie Olsztyn-Szczytno zatrzymali autobus PKS, z którego zarekwirowali 160 litrów benzyny. W miasteczku Rozogi rozbroili posterunek milicji i zarekwirowali prowiant w spółdzielni. Na szosie Nidzica-Szczytno urządzili zasadzkę na milicyjny samochód z obławy. W czasie akcji ciężko ranny został kpr. Henryk Wojczyński „Mercedes”. Szwadron zdobytym samochodem wycofał się do leśniczówki Omulew. „Lufa” poszukiwał lekarza dla rannego, którego nie udało im się znaleźć. „Mercedes” umarł w leśniczówce Jełguń niedaleko Olsztyna. Jego ciało zawieźli do leśniczówki Kieraj koło Stawigudy, gdzie miejscowym polecili pogrzebać poległego, a sami ruszyli w dalszą drogę. Kapral „Mercedes” został pochowany najprawdopodobniej na cmentarzu w Stawigudzie. Według niektórych relacji UB wykopało zwłoki i zawiozło je do Olsztyna. Gdzie spoczywa „Mercedes” nie wiemy.

2 listopada szwadron stacjonował w leśniczówce Ruś. Następnego dnia w Białce, nieopodal Taborza zjedli obiad i udali się na nocleg do leśniczówki Niedźwiady. Tam złapali Niemca wysłanego z poprzedniej miejscowości. „Wieczorem jedziemy do Bialki i za karę rekwirujemy wieprze oraz karzemy chłostą”.

9 listopada na szosie Szczytno-Rozogi urządzili zasadzkę, aby zdobyć paliwo. Zatrzymujemy samochód z Anglikami. Nie chcą nam ani sprzedać, ani dać paliwa. Jeden z nich mówi, że „Anders gut i partizan gut, a benziny malo”. W sentymenty bawić się nie mogliśmy, benzyny część wzięto. Po południu żegnamy oszronione Prusy i zawracamy w „swoje” białostockie”.
W listopadzie, na rozkaz płk. Antoniego Olechnowicza, ps. „Pohorecki”, V Brygada została rozwiąza­na. „Leszek” i „Zeus” zdemobilizowali swoje szwadrony w Borach Tucholskich.

„Lufa” i część jego ludzi przeszła do VI Brygady pod dowództwem „Młota”, który działał na Białostocczyźnie do 1949 roku. Major Zygmunt Szendzielarz udał się na południe Polski, by tam próbować ułożyć sobie dalsze życie.
Został aresztowany wraz z żoną 30 czerwca 1948 r. w okolicach Zakopanego.
Po śledztwie i procesie został zamordowany w więzieniu mokotowskim w Warszawie 8 lutego 1951 r. Tego samego dnia stracono również dowódcę Okręgu „Pohoreckiego”. Henryk Wieliczko, ps. „Lufa” został aresztowany w Siedlcach 23 czerwca1948 r. Stracony w więzieniu w Lublinie 14 marca 1949 r. „Zeus” i „Leszek” również zostali aresztowani i skazani na długoletnie więzienie, mimo amnestii obowiązującej ujawniających się partyzantów.

Tak zakończyła się historia V Wileńskiej Brygady AK. Historia ludzi odważnych i bezkompromisowych, prawdziwych patriotów, którzy nie szczędząc krwi walczyli o wolną Polskę.


31 Gru 2009 00:46
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: "ZOLNIERZE WYKLECI"
KONTROFENSYWA UB

W czerwcu 1946 roku powołany został sztab wojewódzki w Olsztynie do zwalczania szwadronów „Łupaszki”. W dokumentach UBP znajdujących się w IPN, w Białymstoku czytamy:
"Powstało 8 stałych grup operacyjnych. Każda grupa liczyła 60 ludzi (żołnierze WP, WBW, funkc. UB i MO). Miały one do dyspozycji 3 samochody, motocykl, 3-4 CKM, broń automatyczną i karabiny. Utworzono także oddział specjalny rezerwowy w ilości 150 ludzi, zakwaterowany w Olsztynku, dysponujący 7 samochodami i 3 motocyklami. W akcjach zbrojnych przeciwko bandzie wykorzystano następujące siły i środki: funkcjonariuszy WUBP [Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego], KW MO i jednostek terenowych w powiatach zagrożonych działalnością bandy, batalion WBW, batalion 15. DP WP w Olsztynie, żołnierzy 41. pułku, członków ORMO [Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej] i SOK [Służby Ochrony Kolei]."

Z innego planu rozpracowania i likwidacji oddziału „Łupaszki”, przygotowanego przez szefa Oddziału Rozpoznawczo-Śledczego KBW płk. Litwina, możemy dowiedzieć się, w jaki sposób miano tego dokonać:
"W tych powiatach (Olsztyn, Nidzica i Szczytno) mieć po trzech informatorów. Z przyjeżdżających repatriantów z Wileńszczyzny zwerbować agenta i posłać do bandy. Oficerów zwiadu WBW wysłać na powiaty [sic] celem werbowania i pracy z agenturą oraz informatorami [...] O wszystkich posunięciach i działalności band zawiadamiać WBW i trzymać ścisłą łączność z sąsiednimi WBW. Dla ułatwienia działania przeciwko bandom trzymać operacyjne grupy w powiatach Niborg [Nidzica], Olsztyn, Morąg. Wykorzystać partyjne organizacje i członków poszczególnych organizacji jako informatorów. Wykorzystać wydzielone środki na opłatę agentury."

OBŁAWY

Obławy kombinowanych grup resortowo – milicyjno - wojskowych wychodziły od połowy czerwca praktycznie codziennie w teren z zadaniem wytropienia szwadronów „Łupaszki”.
13 czerwca obława ruszyła ze Szczytna na obszar gminy Lipowiec, 14 czerwca z Nidzicy w okolice Jedwabna, 17 czerwca z Olsztyna w kierunku wsi Butryny, a 18 i 26 czerwca oraz 1 lipca ponownie z Olsztyna na teren powiatu olsztyńskiego.
W żadną z tych obław nie dostali się partyzanci „Łupaszki”, ponieważ oprócz doświadczenia partyzanckiego, wyśmienitego dowódcy i dobrej taktyki posiadali jeszcze jeden element przewagi nad przeciwnikiem – „wtyczki” w ścisłym kierownictwie Wojewódzkiego Korpusu Bezpieczeństwa.
Mowa tu o wspominanych już wcześniej majorze Michale Wawryku „Cichym” i ppor. Janie Romanowskim.
„Łupaszko” spotykał się z nimi kilkakrotnie. Do jednego ze spotkań z „Cichym” doszło 13 czerwca w leśniczówce Pupki, potem 16 czerwca w leśniczówce Kervey [Kerrey; Kieruj] i pod koniec tego miesiąca w koloniach miejscowości Czarny Piec.
Podczas tych rozmów „Cichy” informował „Łupaszkę” o zamierzonych obławach, kierunkach i ich zasięgu. Ponadto dostarczał partyzantom mapy i lekarstwa.
Od 16 czerwca 3. i 4. szwadron działały praktycznie razem. Major „Łupaszko” wyznaczył im ten sam rejon działania. Wiedział od „Cichego” o planowanych obławach i ich trasach, dlatego też chciał mieć oba pododdziały blisko siebie, pod bezpośrednimi rozkazami.
17 czerwca oba szwadrony znalazły się niedaleko Olsztyna. W okolicach majątku Gągławki 4. szwadron dokonał rekwizycji. Po otrzymaniu map Lasów Ramuckich oba szwadrony zapuściły się daleko na wschód, by zatrzymać się nad jeziorem Serwent w leśniczówce Graszk.
Postój trwał dwa dni (21-22 czerwca).
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2008/11/8222Lupaszko8221-mazurskie-tropy-czesc-3.html


31 Gru 2009 01:33
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: "ZOLNIERZE WYKLECI"
Początki 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej związane są z walki na Wileńszczyźnie w latach 1943-44 r. Oddział ten zwany wtedy "Brygadą Śmierci" był jednym z najliczniejszych zgrupowań partyzanckich na tamtym terenie. Dowódcą został rotmistrz Zygmunt Szendzielorz "Łupaszko" (w kampanii wrześniowej 1939 r. oficer 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich).
Walkę prowadzono nie tylko z okupantem niemieckim, ale także z sowiecką partyzantką, która, wykonując wytyczne z Moskwy, miała doprowadzić do likwidacji polskich oddziałów AK. Po fiasku operacji "Ostra Brama" i zajęciu Wileńszczyzny przez Armię Czerwoną w lipcu 1944 roku rozpoczęło likwidowanie wileńskich oddziałów AK przez NKWD - część żołnierzy rozbrojono, część wywieziona na Syberię, a część rozstrzelano. Rozwiązano również 5 Brygadę.
Resztki rozbitych oddziałów akowskich przedarły się przez nową granicę polsko-sowiecką na terytorium Białostocczyzny i tam na bazie ocalałych partyzantów w kwietniu 1945 roku awansowany do stopnia majora "Łupaszko" odtworzył 5 Wileńską Brygadę Armii Krajowej.
Tym razem oddział miał walczyć z nową władzą komunistyczną. Latem 1945 r. brygada liczyła 250 żołnierzy w 3 szwadronach oraz kompanii szturmowej. Wykonała kilkadziesiąt akcji przeciw sowieckiemu NKWD oraz siłom Urzędu Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej. Była uznawana za jeden z najgroźniejszych i najskuteczniejszych oddziałów podziemia antykomunistycznego na terenie Białostocczyzny. Na jesieni 1945 r. oddział został znowu rozformowany.
Na wiosnę 1946 r. Zygmunt Szendzielorz "Łupaszko" zdecydował się ponownie podjąć działalność partyzancką. W zasadzie powstały dwa zgrupowania partyzanckie: na Białostocczyźnie sformowano nową 6 Wileńską Brygadę AK, zaś 5 Wileńska Brygada AK rozpoczęła działalność pod bezpośrednim dowództwem "Łupaszki" na Pomorzu Gdańskim oraz Warmii i Mazurach.
W kwietniu 1946 r. z dawnych partyzantów z Wileńszczyzny, którzy uniknęli rozbrojenia pod Wilnem przez Armię Czerwoną, utworzone zostały trzy oddziały, nazwane tradycyjnie szwadronami ze względu na tradycje kawaleryjskie, które starał się pielęgnować major "Łupaszko".
Skład oddziału uzupełniali mieszkańcy Pomorza i Mazur.

Jeden ze szwadronów pod dowództwem podporucznika Zdzisława Badochy "Żelaznego" składał się głownie z wileńskich harcerzy. Wkrótce ta grupa miała stać się dla nowej władzy komunistycznej jednym z najskuteczniejszych i najbardziej niebezpiecznym oddziałem. Największym sukcesem ppor. "Żelaznego" była akcja przeprowadzona 19 maja 1946 roku na terenie dwóch ówczesnych powiatów: Starogard Gdański i Kościerzyna. Poruszając się samochodem rozbrojono tego dnia 7 posterunków milicji i dodatkowo zlikwidowano dwie placówki Urzędu Bezpieczeństwa w Skórczu i Starej Kiszewie, gdzie z rozkazu ppor. "Żelaznego" rozstrzelano pięciu funkcjonariuszy UB w tym sowieckiego oficera NKWD.
Zniszczony w ten sposób został aparat represji na tym terenie. Było to na tyle spektakularne wydarzenie, iż komunikat o nim nadało radio BBC.

W pierwszych dniach czerwca 1946 roku szwadron ppor. "Żelaznego" działał w rejonie Dzierzgonia i Sztumu, rozbrajając posterunki milicji i wywołując kontrakcję sił przeciwnika. W efekcie 10 czerwca 1946 roku podczas postoju we wsi Tulice szwadron został zaatakowany przez grupę operacyjną UB i MO.
Co prawda grupa ta została całkowicie rozbita, ranny jednak został ppor. "Żelazny".
Dowództwo nad szwadronem przejął ppor. Olgierd Christa "Leszek". Korzystając z kontaktów konspiracyjnych na tym terenie ranny "Żelazny" został przetransportowany do nieodległego Czernina, gdzie przez dwa tygodnie przebywał na rekonwalescencji w majątku, podległym wtedy Ottomarowi Zielke, działaczowi kaszubskiemu, współpracującemu z siatką konspiracyjną Okręgu Wileńskiego i działającymi w terenie szwadronami.

Do całości tych wydarzeń, doszedł czynnik ludzkiej zdrady. W wyniku podjęcia współpracy z UB łączniczki „Łupaszki” Reginy Żelińskiej ps. „Regina” resort bezpieczeństwa uzyskał informacje o właścicielach majątków udzielających pomocy wileńskim oddziałom.
28 czerwca 1946 grupa funkcjonariuszy PUBP z Malborka wyruszyła w celu aresztowania administratora majątku Zielenice Józefa Piątka. Nie zastawszy go jednak w Zielenicach kontynuowano dalsze poszukiwania. Tym sposobem funkcjonariusze UB i milicji trafili do Czernina, gdzie w zasadzie przypadkowo natknęli się na ppor. Zdzisława Badochę „Żelaznego”. Miał on tego dnia opuścić Czernin wraz z przybyłym już tam łącznikiem mjr „Łupaszki” Stanisławem Szczykno „Stachem”. Podjęta próba ucieczki zakończyła się śmiercią „Żelaznego.
Zauważony podczas opuszczania pałacyku przez milicjanta Bolesława Łagockiego zaczął się ostrzeliwać. Wydawało się, że zdoła ujść lecz wtedy został ponownie ranny i zginął od wybuchu rzuconego przez milicjanta granatu.

Paradoksalnie milicjanci nie spodziewali się zastać tam legendarnego już dowódcy szwadronu. Zapewne gdyby posiadali taka informację nie zdecydowali by się na atak. Badocha został rozpoznany przez nich dopiero po sygnecie 5 Brygady na którym znajdowała się dedykacja. Adiutant „Łupaszki” Wacław Beynar „Orszak”, który odwiedził go w Czerninie krótko przed śmiercią napisał później: „Tak zakończył niezapomniany kolega i postrach dla Bezpieczeństwa”.

Podporucznik Zdzisław Badocha „Żelazny” zginał w wieku 23 lat, był pełnym życia, niezwykle pogodnym człowiekiem, szanowanym i serdecznym kolegą, znakomitym dowódcą i oficerem. Przez niemal 50 lat propaganda komunistyczna przedstawiała Jego wizerunek jako zdegenerowanego bandyty, bezwzględnego mordercy niewinnych osób, milicjantów, kolejarzy itp. Dopiero od niedawna dzięki pracy wielu historyków możemy poznać prawdziwy niezafałszowany wizerunek Zdzisława Badochy i jego żołnierzy, którzy niemal wszyscy zapłacili najwyższą cenę za walkę pod rozkazami mjr „Łupaszki” i ppor. „Żelaznego”. Zarówno On jak i wielu innych nie ma dzisiaj własnego grobu, ich ciała zostały potajemnie pogrzebane w nieznanych miejscach.


31 Gru 2009 02:34
Profil
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2009 23:23
Posty: 4773
Post Re: "ZOLNIERZE WYKLECI"
Panie Autobahn, zmusil mnie Pan do czytania w Nowy Rok, co sie jeszcze nikomu nie udalo.
Dziekuje i uwazam ze zdrajcy powinni byc pozostawiani przy zyciu, nalezy likwidowac rodziny zdrajcow za to ze wychodowaly qrwe.
Tematem filmu nad ktorym obecnie pracuje jest Jozef Kuras "Ogien" ktory szukal drogi do Suwerennej Ojczyzny , ale ciagle napotykal na skundlone scierwo , az w koncu zostal zdradzony przez kundla.
Moim zdaniem Kuras zle rozpoznal wroga , ale to nie przeszkadza w tym ze jest jednym z moich Bohaterow bo w czasach w ktorych walczyl, nie bylo innej aletrnatywy poza syjonistycznymi qrwqmi ze Wschodu i qrwami z Zachodu wspieranymi przez skundlowe "owieczki" Watykanskie.
Dzis moim skromnym zdaniem jest troche wiecej dostepu do prawdy dzieki internetowi, ale tez przybylo skundlonych zdrajcow ktorzy wspolpracuja z okupantem.
Przykladem jest lawina informacji na temat skradzionego "neonu" reklamowego z Aushwitz, do takich wlasnie kapusiow Kuras strzelal.

\
Na koncu tego filmu mozna zobaczyc parchate qrwy ktore sie doczepiaja do Bohaterow jak gowno do buta i stajac na trumne dodaja sobie wzrostu (np. Kaczynski i parchaty sejm III RP)

_________________
adm


02 Sty 2010 02:29
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: "ZOLNIERZE WYKLECI"
Jestem Polakiem i mam obowiazki polskie... i nie mozna pozwolic na to, aby POLSCY BOHATERZY NARODOWI zostali zapomniani, pomimo, ze brukselska i zydowska propaganda robia wszystko, aby pozbawic Polakow polskosci , polskiej historii i polskiej narodowosci.

MADRY POLAK TO SWIADOMY POLAK !
p.s.
Akcje przeprowadzane przez mjr "Lupaszke" i jego podkomendnych sa pelne poswiecenia dla Ojczyzny Polski, bohaterstwa i brawury zolnierzy oraz sily polskiego charakteru i POLSKIEGO DUCHA.
CZESC ICH PAMIECI ! NIECH ZYJE POLSKA !


03 Sty 2010 05:47
Profil
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2009 23:23
Posty: 4773
Post Re: "ZOLNIERZE WYKLECI"
Chce zwrocic uwage na parchate scierwo ktore sie doczepia jak gowno do buta i mowi ze idzie.
Ten material w poczatkowej fazie niczym nie przypomina okupanta parchatego i powoduje pozytywny odbior u widza.
Druga czesc w oparciu o materialy parchatego TVN w moim pojeciu obrazuje sranie na Polskich Bohaterow Narodowych koszernymi gownami, prosto z odbytu TVN, w podswiadomosci widza qrwa parchata TVN pozostanie jako "polska" telewizja popierajaca Narodowe Sily Zbrojne .
Material zostal zmontowany przez amatora , ale jak widac z filmu zydofila na smyczy TVN.

Nie jest wazne co sie pokazuje,- wazne jest kto to czyni, jesli Diabel pokazuje krzyz to znaczy ze nas usypia.
W Chicago watacha kundli zydowskich pod przywodztwem Polsat , tez robi "narodowe" inscenizacje ku uciesze zamulonej gawiedzi.

_________________
adm


12 Sty 2010 18:42
Profil
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 57 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.