Obecny czas: 21 Maj 2018 05:06


Regulamin forum


Forum powinno służyć Polakom do zrozumienia sytuacji w jakiej się znalazła ich Ojczyzna.
Pisanie jest możliwe wyłącznie na prywatną pocztę po uprzednim zarejestrowaniu.
Listy uzupelniające wiedze na temat suwerenności Polski, zostaną umieszczone na forum pod haslem " z prywatnej poczty "



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 34 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna
 Zbrodniczosc OUN-UPA 
Autor Wiadomość

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Zbrodniczosc OUN-UPA
„Z kim i przeciw komu walczyli nacjonaliści ukraińscy w latach II wojny światowej?”

Witalij Masłowśkyj

Autor szczegółowo opisuje rolę jednostek militarnych i paramilitarnych OUN Bandery i OUN Melnyka biorących udział w wojnie po stronie Niemiec hitlerowskich, biorących też udział w prowadzeniu działań okupanta hitlerowskiego przeciwko ludności cywilnej żydowskiej. polskiej i ukraińskiej. W. Masłowśkyj kilka rozdziałów swej pracy poświęcił zbrodniczej działalności tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii, udowadniając, że nie była to formacja narodu ukraińskiego, że OUN Bandery przez swoją „Służbę Bezpeky” terroryzowała ludność ukraińską południowo-wschodnich terenów II RP. Omawiana praca dokonuje oceny masowych rzezi ludności polskiej, dokonanej przez tzw. UPA, analizuje jej przyczyny, dokonuje ilościowego szacunku polskich i ukraińskich ofiar OUN-UPA-SB. Dużą zaletą pracy W. Masłowśkiego jest wyraźne twierdzenie, zgodnie z którym OUN nie reprezentowała interesów narodu ukraińskiego, że działania jej struktur, w szczególności UPA, ukraińskiej policji pomocniczej i „Służby Bezpeky”, skierowane były zarówno przeciw ludności polskiej, jak i ludności ukraińskiej, były to działania, które należy kwalifikować jako ludobójstwo.

Czytaj wiecej:
http://www.naszawitryna.pl/ksiazki_38.html


FRAGMENTY UCHWAŁY KRAJOWEGO PROWIDU ORGANIZACJI UKRAIŃSKICH NACJONALISTÓW (OUN) podjętej 22.VI.1990.

Przede wszystkim należy narzucić Polakom nasz punkt widzenia na historię i na stosunki ukraińsko-polskie. Nie dopuścić do głoszenia, że Lwów, Tarnopol, Stanislawów, Krzemieniec i in. kiedykolwiek odgrywały rolę polskich ośrodków kultury.
(…)
Nie można pod żadnym pozorem dopuścić do reaktywowana polskiej hierarchii, czyli powrotu na nasze ziemie polskich biskupów. To mogłoby oznaczać na przyszłość niebezpieczeństwo odrodzenia na Ukrainie (zachodniej) niepożądanej polskości i polskiego szowinizmu o ambicjach politycznych. Obrządek łaciński na Ukrainie podporządkować hierarchi Ukraińskiej Cerkwi Katolickiej i jej patriarsze z siedziba na Górze św. Jura wt Lwowie. Sporządzać i systematycznie uzupełniać spisy Polaków mieszkających na Ukrainie a przede wszystkim na Ukrainie Zachodniej. Spisy te oraz adres) służyć będą sprawie Ścisłej kontroli ich poczynań. Znając historię i zdolności konspiracyjne Polaków nie można wykluczyć, że w przyszłości zecha konspirować przeciwko samostijnej Ukrainie. Nie można też wykluczyć, że znajdą się w Polsce siły rewizjonistyczne, które zechcą odebrać Ukraińcom Lwów. Pomocnymi w tym mogą być właśnie konspirujący Polacy. Dlatego w najbliższej przyszłości, gdy Ukraina pozbędzie się swoich własnych komunistów, ujawniani Polacy powinni złożyć przysięgę lojalności i wierność samostijnej Ukrainie. To samo uczynić winni polscy księża, zakonnicy i zakonnice.Nie utrudniać Polakom wyjazdów do Polski na pobyt stały, lecz je ułatwiać. Pamiętajmy, że odwiecznym celem Ukraińców i naczelnym OUN była depolonizacja ziem zasiedlonych od kilku pokoleń przez Polaków.
(…)
Młodym, którzy odwiedzają krewnych w Polsce lub znajomych, utrudniać wstęp na wyższe uczelnie. W ogóle ograniczyć studia Polakom i nie dopuszczać do powstania silnej warstwy inteligencji. Przeciwstawiać się wszelkiemu zbliżeniu Polaków i Rosjan zarówno na Ukrainie jak i w Polsce, podsycać wrogość Polaków do Rosjan i odwrotnie, pamiętając, że ścisły sojusz rosyjsko-polski jest poważnym zagrożeniem dla Ukrainy i jej całości terytorialnej… Wszelkimi siłami dążyć do tego, żeby w różnych naszych kontaktach z Polakami strona polska przyznawała iż były to przykłady palenia wsi ukraińskich i mordowania Ukraińców przez AK, wykazywać podobieństwo między UPA i AK, podkreślając wyższość pod każdym względem UPA nad AK. Wymuszać na Polakach przyznawanie się do antyukraińskich akcji, potępienia przez nich samych pacyfikacji i rewindykacji przed wojną i haniebnej operacji Wisła po wojnie.

Czytaj wiecej:
http://zbrodnieoun-upa.blogspot.com/201 ... owidu.html


W dziedzinie polityki Uchwała OUN nakazuje m.in.:

Szerzenie kultu Stepana Bandery i Romana Szuchewycza – „Czuprynki” oraz metropolity Andrzeja Szeptyckiego przez upamiętnianie w miastach i wsiach pomnikami, jak i nadawaniem ich imienia szkołom, ulicom i placom .

Nie ulega wątpliwości, że z tego zadania Zachodnia Ukraina wywiązuje się znakomicie. Prezydent Wiktor Juszczenko nadał Banderze tytuł „Bohatera Ukrainy”. Za rządów Juszczenki i Juli Tymoszenko wzniesiono znaczną liczbę pomników lidera ukraińskich nacjonalistów, nazwano jego imieniem liczne place i ulice. Ukraińskie dzieci otrzymują Podręcznik małego banderowca. Organizowane są festiwale pieśni banderowskiej, w czasie których ukraińskie „Nachtigalle” śpiewają teksty o wymowie antypolskiej.

Niedawno w Stanisławowie, zwanym obecnie Iwano-Frankiwskiem, jedna ze szkół otrzymała imię człowieka kierującego ludobójstwem dokonanym na dziesiątkach tysięcy Polakow i Żydów – Romana Szuchewycza. Szkołę ozdobiono wielką tablicą pamiątkową, pod którą uczniowie mogli wyrazić wdzięczność „bohaterowi”, mającemu na rękach krew starców, kobiet i dzieci.

Ukraińskie środowiska nacjonalistyczne prowadzą szczególnie ostrą akcję propagandową, mająca na celu doprowadzenie do beatyfikacji metropolity Andrzeja Szeptyckiego. W celu udeptywania świadomości Polaków 25 i 26 listopada 2009 r. zorganizowano w Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie konferencję ku czci kolaborującego z Hitlerem metropolity. W ramach tej konferencji, odbywającej się notabene pod patronatem kard. Stanisława Dziwisza, wyświetlono film Grzegorza Lenkiewicza Niewygodny, w którym reżyser wygłasza tezę, że kard. Wyszyński, który dwukrotnie (w 1958 i 1962) zablokował proces beatyfikacyjny Szeptyckiego, czynił to jako agent KGB. W niespełna rok później, 17 stycznia 2010 r., z okazji Tygodnia Ekumenicznego film Lenkiewicza – o czym z ulgą i tryumfem obwieszczała „Ga-zeta Wyborcza” – wyemitował program I Telewizji Polskiej. Dzięki wyjątkowej uprzejmości zarządu TVP na oczach tysięcy Polaków, na oczach księży i biskupów kardynał Wyszyński, Prymas Tysiąclecia, nazwany został agentem KGB. Oczywiście, żadnej reakcji nie było. No bo jakże można psuć radosny nastrój ekumenizmu!

W kolejce za Szeptyckim do beatyfikacji oczekuje ojciec Bandery, proboszcz w Uhrynowie w woj. stanisławowskim, Andriej, więziony i katowany przez NKWD, zamordowany przez nią w 1941 roku. Traktowany jest on jako „męczennik za wiarę”.

Postulatorzy obu procesów beatyfikacyjnych, liczący na wsparcie przez papieża Benedykta XVI, zdają sobie sprawę, że wyniesienie na ołtarze metropolity stojącego na czele duchownych, którzy święcili piły i siekiery, a także ojca lidera ruchu nacjonalistycznego otworzy drogę do całkowicie jawnej gloryfikacji UPA.

Szkoda, że polska hierarchia kościelna angażuje się w proces beatyfikacyjny metropolity Andrieja, nie czyni natomiast żadnych istotnych kroków, aby uczynić „męczennikami za wiarę” około 200 księży, zakonnic i zakonników, którzy ponieśli okrutną śmierć w czasie rzezi wołyńskiej i w czasie pustoszenia Podola przez bandy UPA.

Kolejne zalecenie Uchwały… brzmi:

Podkreślać z całą mocą, ze pełne wyzwolenie Polski nie jest możliwe bez samostijnej Ukrainy (vide Michnik). Oznacza to pełne zaufanie Polaków do antymoskiewskiej polityki Ukraińców, pozwoli na ich zupełny bezkrytycyzm i na pełne ich zaangażowanie po naszej stronie .

Dobrze byłoby, gdyby głoszona przez Adama Michnika, Jacka Kuronia, Henryka Wuj-ca oraz innych przedstawicieli środowiska „Gazety Wyborczej” teza „Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy” była tylko efektem historycznego nieuctwa. Jednakże, przynajmniej w wypadku Michnika i Kuronia, tak nie jest. Trudno ich obu podejrzewać, iż nie zdają sobie sprawy, że Polska co najmniej kilka wieków istniała, mimo że nie funkcjonował żaden byt państwowy o nazwie Ukraina.

Zwraca uwagę to, że już w roku 1990 (!), tuż po upadku PRL, twórcom Uchwały wiadomo było, kto w Polsce będzie sprzyjał interesom nacjonalistów ukraińskich. Dziś już istnieją liczne dowody na to, że Michnik i środowisko z nim związane, a więc w praktyce środowisko KOR-u i „Gazety Wyborczej”, żywi większą sympatię do neobanderowców niż do polskich Kresowian. Ta sympatia ma dwa źródła. Pierwsze tkwi w tym, że KOR utrzymywał bliskie związki z paryską „Kulturą” kierowaną przez Jerzego Giedroycia, wychowanka zatrudnionych na Uniwersytecie Warszawskim ukraińskich profesorów, dążącego do zatarcia animozji między uchodźstwem polskim i ukraińskim w imię walki ze wspólnym wrogiem – Związkiem Sowieckim . Drugie źródło tkwi o wiele głębiej. Otóż młodsze pokolenie zapewne nie wie, że KOR tworzą w znacznej mierze członkowie bierutowsko-bermanowskiego estabilishmentu i ich dzieci. Stalinowcy i potomkowie stalinowców, którzy odsunięci zostali od władzy i przywilejów w roku 1956, wkraczają do polityki w roku 1976 jako przedstawiciele tzw. demokratycznej opozycji. Spójrzmy choćby na dwie charakterystyczne biografie.

Czytaj wiecej:
http://wolyn.org/index.php/publikacje/2 ... istow.html


15 Lis 2011 16:23
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Zbrodniczosc OUN-UPA
Wołyńskie Westerplatte

Wydarzenia na Kresach mogłyby być scenariuszami wielu filmów i seriali, ale starsi twórcy boją się tej tematyki. Na szczęście nadchodzą młodzi.
W ubiegłym tygodniu spotkałem się z trójką młodych filmowców. Podjęli realizację dokumentu o bohaterskiej samoobronie w Przebrażu na Wołyniu. W czasie II wojny światowej uratowano w ten sposób od zagłady tysiące Polaków z okolicznych wiosek oraz ukrywających się w nich Żydów. Planowane przedsięwzięcie jest cenne, ponieważ twórcy filmowi, będący pupilami obozu władzy, panicznie boją się wszystkiego, co jest związane z Kresami Wschodnimi. Ta tematyka praktycznie jest nieobecna również w nauczaniu szkolnym. Młode pokolenie choć uczy się o bohaterach Westerplatte czy Powstania Warszawskiego, to ze szkolnych podręczników nie dowie się niczego o polskich chłopcach i dziewczętach, którzy heroicznie bronili swoich miejscowości przed zbrodniarzami UPA i Bandery. Gdy wspomniany film będzie już gotowy, to napiszę jego recenzję i zajmę się jego promocją. Dziś natomiast przypomnę wydarzenia, które stały się jego kanwą.

Przede wszystkim polecam wspomnienia Henryka Cybulskiego pt. "Czerwone noce". Ich autor był postacią niezwykłą - podoficer rezerwy WP, z zawodu leśnik, z zamiłowania sportowiec. W lutym 1940 r. został zesłany na Sybir, skąd uciekł i po dwóch miesiącach - uwaga! - pieszej wędrówki powrócił do rodzinnego Przebraża. Była to duża polska wieś, liczącą prawie tysiąc mieszkańców. Leżała 25 km od Łucka, który w okresie międzywojennym pełnił funkcję stolicy województwa i diecezji rzymskokatolickiej. Było to więc dokładnie centrum rozległej i ludnej krainy. Wokół były liczne osady, zamieszkałe także przez Polaków.

W maju 1943 r. zaczęły docierać tutaj pierwsze przerażające informacje o masowych mordach dokonywanych przez dopiero co powstałą UPA, która zamiast walczyć z Niemcami, zajęła się wyrzynaniem polskiej ludności.
W miastach i miasteczkach stacjonowali Niemcy lub Węgrzy, co powstrzymywało banderowców przed atakami na nie. Natomiast wsie pozostały całkowicie bezbronne, bo AK na tym terenie była w powijakach. Brakowało nie tylko oddziałów partyzanckich, ale i struktur organizacyjnych. Wyjątek stanowiły tylko niektóre wsie, których mieszkańcy potrafili się zorganizować. Do nich należało Przebraże. Komendantem wojskowym został wspomniany Henryk Cybulski, który przyjął ps. Harry, a komendantem cywilnym Ludwik Malinowski, też barwna postać: ułan ochotnik spod Piotrkowa Trybunalskiego. Wraz z innymi zorganizowali oni zbrojne pododdziały. Broń kupowali od okupanta za bimber bądź zbierali ją w lesie po Rosjanach, którzy uciekali stąd w 1941 r. Założyli także własną rusznikarnię. Część obrońców była uzbrojona w kosy i pałki. Zbudowali też prowizoryczne fortyfikacje, co nie było łatwe, bo w skład systemu samoobrony wchodziły także okoliczne wioski i kolonie. Wszyscy byli zorganizowani na wzór wojskowy.

Już 5 lipca 1943 r. samoobrona odparła pierwszy szturm UPA. Niestety, napastnicy zmasakrowali inne miejscowości, mordując w sumie 550 osób. To spowodowało, że do Przebraża napłynęło kilkanaście tysięcy uciekinierów. Ogromnym problemem był brak żywości. Aprowizacja, nazywana "bitwą o zboże", była bardzo trudna, bo zmuszała do wysyłania żniwiarzy na dalekie pola. Wsparcie z zewnątrz było niewielkie. Pomimo tego, obrońcy nigdy nie dali się zaskoczyć. Odparli kilka kolejnych szturmów, w tym ten największy, rozpoczęty 31 sierpnia 1943 r., kiedy to kilka tysięcy banderowców zaatakowało z użyciem artylerii. Oddziały samoobrony przeprowadziły też wiele kontrataków. Podobnych punktów oporu było na Wołyniu ponad sto, choć nie wszystkie ocalały. Niektóre z nich organizowali też duchowni. Dla przykładu - o. Remigiusz Kranz, kapucyn, zorganizował kilka tysięcy osób w Ostrogu nad Horyniem. Podobnie uczynił o. Gabriel Banaś w Ożeninie i o. Honorat Jedliński w Mizoczy.

Przebraże obroniło się. Po wojnie mieszkańców wywieziono na Śląsk. Dziś wsi o tej nazwie już nie ma, bo strona ukraińska zadbała, aby nazwę przypominającą o porażce UPA raz na zawsze wymazać z mapy. Na tym miejscu jest więc tylko mała osada Hajowe. Okoliczne kolonie polskie zostały zrównane z ziemią. Zburzono też kościoły, aby zatrzeć wszelkie ślady po Polakach. O bohaterstwie obrońców mówi jedynie niewielki cmentarz położony w szczerym polu. Z kolei w Niemodlinie na Opolszczyźnie znajduje się w kościele tablica pamiątkowa oraz obelisk i pomnik Ludwika Malinowskiego na cmentarzu.

W tym kontekście pragnę zaprosić na spotkania, które mają upamiętnić wydarzenia na Kresach Wschodnich. 23 bm. o g. 19 moja prelekcja w auli przy ul. Piłsudskiego 96 w Markach k. Warszawy. 24 bm. o g. 9.30 w Bibliotece UJ przy ul. Oleandry w Krakowie sesja naukowa pt. "Niedokończone msze wołyńskie", poświęcona męczeństwu księży rzymskokatolickich. Z kolei na Dolnym Śląsku będą trwały Dni Pamięci o Polakach pomordowanych w Korościatynie i Hucie Pieniackiej. W każdej miejscowości ten sam program - o g. 18 msza św. w intencji ofiar, a po niej moja prelekcja. 28 bm. Lubań (Uniegoszcz) - kościół przy ul. Różanej. 29 bm - Lwówek Śląski, 1 marca - Borów k. Strzelina.

Na koniec jeszcze jedna dobra wiadomość, 14 lutego br., w dniu św. Walentego Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał w mocy decyzję Sądu Rejonowego i odrzucił odwołanie esbeka Edwarda Kotowskiego, b. szpiega w Watykanie. Tym samym sprawa karna wytoczona mi przez niego z art. 212 została ostatecznie umorzona.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Gazeta Polska, 22 lutego 2012 r.


http://www.isakowicz.pl/index.php?page= ... 8&nid=5736


23 Lut 2012 19:21
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Zbrodniczosc OUN-UPA
Nie odrobione lekcje historii (Cześć 1)

Cześć 1: http://2000.net.ua/2000/svoboda-slova/pamjat/75608
Oleg Rosow, Władymir Woroncow

Autorzy wyrażają szczerą wdzięczność Władymirowi Bohunowi (Ukraina) i kolegom z Polski: Leonowi Popkowi, kierownikowi Biura Dostępu i Archiwizacji Dokumentów oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie, Lucynie Kulińskiej, historykowi z Krakowa, Andrzejowi Zapałowskiemu, historykowi z Przemyśla i Henrykowi Bajewiczowi z Stowarzyszenia “Podkamień” za pomoc w przygotowaniu tego materiału.

“Jedyna lekcja, jaką można wyciągnąć z historii, jest taka, że ludzie nie wyciągają z historii żadnych lekcji” – te słowa Bernarda Shaw nie mogą lepiej scharakteryzować wyników wyborów samorządowych 2010 roku na Ukrainie, na których wielu mieszkańców zachodnich regionów głosowało na nacjonalistyczną “Swobodę”, tzw. Wszechukraińskiego Stowarzyszenia, z każdym dniem coraz bardziej nabierającego profaszystowskiego charakteru, i jego “prowydnyka” Oleha Tiahnyboka.

Warto zauważyć, że wówczas przywódca Komunistycznej Partii Ukrainy Petro Symonenko w wywiadzie dla “2000″ ostrzegał wyborców o możliwych konsekwencjach: “Niestety, wielu ludzi na Ukrainie postrzega Tiahnyboka i jego “Swobodę” jako coś niepoważnego. Odnoszą się, powiedziałbym, bardzo życzliwie do nacjonalistycznej grupy ekstremistów. Przypomnę, że Hitlera także na początku postrzegano jako klowna”. [1]

Piotr Mikołajewicz miał rację. Swoje prawdziwe oblicze “Swoboda” pokazała już w styczniu 2011 roku, po uchyleniu dekretu prezydenta Juszczenki o przyznaniu tytułu Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze. Z całą pewnością wielu pamięta nadzwyczajną sesję Lwowskiej Rady Obwodowej (wojewódzkiej), która odbyła się nie w sali plenarnej, lecz na ulicy, w pobliżu pomnika Stepana Bandery, histeryczne okrzyki radnej ze “Swobody” Iryny Farion o “egoistycznym”, “agresywnym”“Ukraińcu” i “banderyzacji” państwa” [2]; otwarte groźby innego radnego – Jurija Mychalczyszyna o “naszej banderowskiej armіi”, która już zaraz “przekroczy Dniepr, przemaszeruje przez Donieck” i “przepędzi tą niebisko – d… bandę, która dzisiaj uzurpuje sobie władzę, z Ukrainy”. [3]

Jednak prawdziwy nacjonalistyczny pogrom (inaczej tego wydarzenia nazwać nie można), który cała ludność kraju mogła obserwować na własne oczy w telewizji, dokonał się we Lwowie 9 maja 2011 roku, w Dzień Zwycięstwa. Z jednej strony – weterani, przedstawiciele prorządowych partii, organizacji społecznych z różnych regionów i zwykli obywatele, którzy przyszli z dziećmi na Pole Marsowe i Wzgórze Sławy, aby uczcić pamięć tych, którzy zginęli w II wojnie światowej i złożyć wieńce na ich mogiłach. Z drugiej – aktywiści “Swobody” w dresach, w kryjących twarze maskach, wrzeszczący “Hańba”, “Bydło”, “Bandera przyjdzie, zaprowadzi porządek”, “Kagebіści, precz!”. Nie jest to kompletna lista “epitetów”, którymi obdarzali zwolennicy Tiahnyboka weteranów wojennych i uczestników świątecznego marszu. A potem z kolei w ruch poszły pałki, kamienie, świece dymne, zrywanie wstążek świętego Jerzego, kołysanie autobusów z weteranami, demonstracyjne spalenie czerwonych Sztandarów Zwycięstwa… [4]

* * *

W związku z tym chcielibyśmy przypomnieć czytelnikom zwrotny, naszym zdaniem, punkt, z którego rozpoczął się “zwycięski” marsz “Swobody” na “terytorium” Ukrainy – pieczalno sławne przemówienie Oleha Tiahnyboka o “Żydach” i “Moskalach” na górze Jaworzyna 17 lipca 2004 roku.


Oleh Tiahnybok
Później on wyjaśnił dziennikarzom: “Na Jaworzynie uczciliśmy pamięć poległych słuchaczy podoficerskiej szkoły “Olenі” i ich prowydnyka Roberta Melnyka… Po moim wystąpieniu z gratulacjami podeszło wielu ludzi. Wśród nich także … brat prezydenta Petro Juszczenko. On pierwszy uścisnął mi rękę, pocałował serdecznie i powiedział komplement, porównując mnie z jakimś wybitnym greckim mówcą”. [5]

Trudno było nie zwrócić uwagi na bzdury, które w euforii wygadywał Tiahnybok: a to nazywał “Oleniem” kierownika szkoły podoficerskiej UPA, to znów precyzował, że “Olenі” – to nazwa szkoły, a jej “prowydnyk” nazywał się “Robert Melnyk”, który “otoczony przez żołnierzy NKWD… zastrzelił najpierw dwie swoje trzymiesięczne córeczki, potem żonę, na końcu siebie”. Ale i w tych słowach sens został wypaczony, a historia Melnyka jest na tyle wymowna, że jeszcze do niej wrócimy.


Pomnik prowydnyka OUN kraju Karpackiego Jarosława Melnyka ("Roberta")
Cóż, nie ma się czemu dziwić, zgodnie z trafnym spostrzeżeniem lidera KPU, Tiagnybok okazał się“produktem Juszczenki”. Kontynuując Petro Symonenko wyjaśnił swoje określenie: “Były, mogę już tak powiedzieć, szef państwa, ze swoją nacjonalistyczną, rusofobiczną linią, polityką historycznych krzywd – jest ojcem chrzestnym Tiahnyboka (w sensie politycznym, oczywiście). Juszczenko przygotował i starannie użyźnił glebę, z której wyrósł Tiahnybok”.

Rzeczywiście, były prezydent wchłonął idee nacjonalizmu ukraińskiego w radykalnej (ounowskiej) interpretacji, jak to się mówi, “z mlekiem matki”. Gazeta “2000″ wielokrotnie pisała o ciemnych plamach w biografii ojca – Andrieja Juszczenki – w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, ale latom powojennym, kiedy to “nauczał” na Zachodniej Ukrainie, niestety, nie poświęcono uwagi. Tymczasem między innymi w tym okresie należy, naszym zdaniem, szukać wyjaśnienia, a zarazem zrozumienia upartego dążenie jego syna, by za wszelką cenę nałożyć “bohaterski” laur bandom OUN-UPA.

Jak stało się wiadomo z niedawno odtajnionych dokumentów sprawy kontrolno-obserwacyjnej UKGB w obwodzie Sumskim, znalezionych we wrześniu 2009 roku, po wojnie ojciec Wiktora Juszczenki utrzymywał bliskie kontakty z podziemiem OUN, i nie tylko z szeregowymi bojownikami, lecz z przedstawicielami “Służby Bezpieki” (SB) OUN.
Tak więc, w aktach sprawy (numer formularza 4552) Andrieja Andriejewicza Juszczenki, rok urodzenia 1919, urodzonego we wsi Chorążówka w rejonie Niedrygajłowskim, Ukraińca, bezpartyjnego, z wyższym wykształceniem niekompletnym, napisano, że po zakończeniu wojny został wyzwolony przez wojska amerykańskie w Flossenburgu, wstąpił do Armii Stanów Zjednoczonych i był aktywnie wykorzystywany do “wyłapywania” resztek wojsk “SS” i współpracowników Gestapo.

Następnie, po zalegalizowaniu się na Ukrainie, znalazł pracę jako nauczyciel w niepełnej szkole średniej we wsi Wielka Kamienka Korszewskiego (obecnie Kołomyjskiego) rejonu, w obwodzie (województwie) Stanisławów. Andriej Andriejewicz nawiązał “przyjazne” stosunki z referentem SB rejonu Korszewskiego rejonowego prowydu OUN I.Seńkiwem, pseudonim “Bukowiniec” i członkami rejonowej bojówki SB. Przy tym “systematycznie spotykał się z nimi w swoim mieszkaniu i w innych dogodnych miejscach… w trakcie spotkań z bandytami przekazywał im informacje o obecności aktywu sowieckiej partii w poszczególnych miejscowościach, a także o zasadzkach, organizowanych przez organa MWD przed jego mieszkaniem”.

Przed aresztowaniem w 1947 roku “Bukowińca” i innych bojowników SB i ich “sympatyków” Andrij Juszczenko z obwodu Stanisławów odpowiednio wcześniej zniknął i ukrył się, wszczęto poszukiwania lokalne, a odnaleziony został już w obwodzie Sumskim, w miejscu swego urodzenia – we wsi Chorążówka. “Chytry” (taki pseudonim nadali mu w materiałach operacyjnych czekiści) został poddany rozpracowaniu i w 1950 roku, w rozmowach ze skierowanymi do niego agentami “Lichym” i “Dorożnym”, byłymi członkami podziemia, podkreślał, że teraz głównym zadaniem OUN jest uchronienie swoich kadr i “nie wzbudzanie podejrzeń ze strony sił bezpieczeństwa, żeby doczekać odpowiedniego momentu”. [6]

Co miał na myśli Andriej Andriejewicz, mówiąc o “odpowiednim momencie”? Biorąc pod uwagę, że w połowie lat 40-tych UPA jako jednolita siła została rozgromiona, na arenie pozostało tylko zakonspirowane podziemie zbrojne, które nie miało możliwości otwartego występowania przeciwko władzy sowieckiej. Dlatego wszystkie rachuby były opierane na tym, że rozpocznie się Trzecia wojna światowa (wybuch “Dżumy” w terminologii ounowców) pomiędzy byłymi sojusznikami koalicji antyhitlerowskiej – Stanami Zjednoczonymi, (które w tym czasie miały już doświadczenie w wykorzystaniu broni jądrowej przeciwko ludności japońskiej) i Wielką Brytanią z jednej strony a Związkiem Radzieckim z drugiej. [7] OUN (a wraz z nią Andriej Andriejewicz Juszczenko) stawiali na tych pierwszych. Prawdą jest, że był “mały” problem, nad którym “Chytry” prawdopodobnie nie zastanawiał się – wybuch “Dżumy” (a więc i promieniowanie radioaktywne) w każdym przypadku dotknęłoby przeważającą część terytorium Ukrainy i zamieszkującej ją ludności, ale najwyraźniej funkcjonariuszy OUN to nie obchodziło.

* * *

Po opublikowaniu tych dokumentów nasunęło się logiczne pytanie, czy to przypadek, że one zostały “odnalezione”? Na to pytanie sekretarz prasowy Wiktora Juszczenki I.Wannikowa odpowiedziała wymijająco: “O tym rodzinie było dawno wiadomo – Wiktorowi Andriejewiczowi opowiedział sam ojciec”. I natychmiast rozpoczęły się zagmatwane dyskusje, tłumaczące opóźnienie tym, że, powiedzmy, w czasie kampanii wyborczej te materiały, zamiast przynieść Juszczence pewne korzyści, zostaną potraktowane przez przeciwników politycznych jako chwyt PR. I to, według I.Wannikowej, “było bardzo mądre z jego strony”. [8]


Wiktor Juszczenko przy grobie ojca w Chorążówce
Niemniej jednak powód, tak uważamy, jest całkiem inny. Juszczenko nie odważył się mówić o tym okresie w życiu swego ojca i jego “przyjaźni” z przedstawicielami najbardziej krwawej “flanki” banderowskiego podziemia, a zatem bezpośrednio związywać się z jego działalnością ze względu na dość obiektywne przyczyny: pomimo ton kadzidła, które nieustannie spalał przed ołtarzem nacjonalizmu przez całe pięć lat “kadencji”, codzienne życie ounowców w latach 40-50-tych już bardzo silnie kontrastuje z tymi otwarcie fałszywymi “heroicznymi” obrazkami, które są malowane w diasporze za oceanem i które rysują dzisiaj liczni “badacze ruchu narodowo-wyzwoleńczego”.

* * *

W związku z tym warto dowiedzieć się, czym w ogóle była “Służba Bezpieczeństwa”, z którą “przyjaźnił” się Andriej Andriejewicz. Wszak fragmentaryczne dane, które były regularnie dostarczane w przestrzeń informacyjną przez SBU w ciągu ostatnich pięciu lat, nie pozwalają na przedstawienie pełnego obrazu i mogą w końcu przewrócić wszystko z nóg na głowę. Na przykład, były szef archiwum SBU Wołodymyr Wiatrowicz, który jako pierwszy opublikował te materiały, powiedział w wywiadzie: “… Prawdopodobnie, jak w każdej armii i na każdej wojnie, wśród powstańców byli tacy, którzy łamali prawa i popełniali określone przestępstwa. Właśnie w celu uniknięcia takich przejawów w szeregach podziemia były powoływane specjalne struktury – w UPA były to Żandarmeria Polowa, a w szeregach OUN – Służba Bezpieczeństwa”. [9] Innymi słowy, w jego interpretacji głównym zadaniem SB było utrzymywanie porządku w szeregach “powstańców” i karanie winnych.

Na pierwszy rzut oka, osobie nie znającej działalności tej struktury i obyczajów, panujących w podziemiu, tak mogłoby się wydawać. Tymczasem sami członkowie Centralnego prowydu OUN i członkowie “powstańczej” armii zauważali, że Służba Bezpieczeństwa i jej bojówki miały zupełnie inne funkcje.

Tak więc aresztowany Wasyl Kuk (“Lemiesz”), kierownik Centralnego Prowydu OUN po śmierci Romana Szuchewycza, złożył szczegółowe zeznania na ten temat: “Mówiąc szczerze, należy powiedzieć, że podczas przesłuchania w Służbie Bezpieczeństwa dość często używano siły fizycznej wobec osób, które zostały zatrzymane i przesłuchiwane”. Następnie powiedział, że “Służba Bezpieki” otrzymywała od więźniów niezbędne zeznania, w dużej mierze nieprawdziwe, poprzez “znęcanie się”, dlatego więc podejmowała “nieprawidłowe” decyzje o morderstwach i egzekucjach. “Niektórzy członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, pracujący w SB - wyjaśniał Kuk - brali przykład w torturowaniu, pobiciach i morderstwach z niemieckich najeźdźców. Esbiści często działali w tych sprawach według własnego uznania”. [10]

Rzeczywiście, referent SB OUN na PZUZ (“Północno-Zachodnie Ukraińskie Ziemie”), N.Kozak (“Smok”), służący w czasie okupacji w niemieckiej policji w Winnicy jako inspektor, [11] wynalazł specjalny “stanok” – urządzenie analogiczne do tego, które było aktywnie używane przez Niemców w obozie koncentracyjnym Auschwitz dla torturowania więźniów. Istota “metody” była następująca: esbiści związywali ręce ofiary, przykładali je poniżej kolan, związywali nogi, a następnie pomiędzy związane ręce i nogi wkładali mocną pałkę i zawieszali ją razem ze swoją ofiarą na dwie żerdzie. Przesłuchiwanego bili w stopy i pośladki, żądając przyznania się do współpracy z organami bezpieczeństwa państwowego. [12]
Innym jeszcze sposobem wymuszenia zeznań w arsenale SB OUN było tzw. “curkuwanie”: przesłuchiwanemu obwiązywano głowę cienkim rzemieniem lub mocną linką, a następnie stopniowo przykręcano ją kijem tak długo, aż pękały kości czaszki. [13]

Były w SB i inne metody służące zmuszaniu ludzi do przyznania się do “seksotstwa” (tajnej współpracy) z MGB. Tak więc, w jednym z raportów czekiści, na własne oczy oglądający rezultaty śledczej “praktyki” “esbistów” informowali, że w lipcu 1945 roku członkowie stanicznej bojówki rejonu Żółkiewskiego w obwodzie lwowskim bestialsko zamęczyli dwoje aktywistów. Ich ciała, odnalezione kilka dni później, nosiły ślady sadystycznego znęcania się: ręce i nogi wykręcone i połamane, oczy wydłubane, włosy na głowie wyrwane.
4 sierpnia 1948 roku banderowska SB nadrejonowego prowydu OUN w Kałuszu schwytała i bestialsko zamęczyła pracujących na terenie obwodu Stanisławów geologów, Natalię Bałaszową i Dmitrija Rybkina. W przechwyconych przez czekistów dokumentach SB OUN o Natalii Bałaszowej zanotowano: “…Przy spotkaniach z ludnością ostro skrytykowała nasz wyzwoleńczo-rewolucyjny ruch… Kiedy była przesłuchiwana na temat poziomych i pionowych struktur partii i komsomołu, odmówiła odpowiedzi. Na skutek przesłuchania trwającego trzy dni zmarła 07.08.48 r.”. [14]

Aby odnaleźć geologów po gorących śladach utworzono grupę operacyjno-wojskową pod kierownictwem pracownika Zarządu 2-N z MGB USRR majora Tyszczenko, ale jej praca nie przyniosła rezultatów. Szczątki ludzi udało się znaleźć dopiero w rok później, w sierpniu 1949 roku. Wśród przechwyconych podczas operacji czekistowsko-wojskowej dokumentów referenta SB Karpackiego krajowego prowydu OUN W.Liwego (“Jordana”) (zastrzelił się) zostały wykryte protokoły przesłuchań Natalii Bałaszowej i Dmitrija Rybkina oraz raport referenta SB Rożniatowskiego rejonowego prowydu OUN “Zoriana”. Wkrótce został zdekonspirowany i aresztowany “staniczny” ze wsi Suchodół o pseudonimie “Wydra”, który wskazał miejsce, gdzie zwłoki zamordowanych zostały pochowane. 1 sierpnia 3 km od wsi Leciewka Rożniatowskiego rejonu grupa operacyjna odnalazła bunkier, gdzie byli przesłuchiwani geolodzy i dwie rozkopane przez leśne drapieżniki jamy.

Zastępca Prezesa Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Dymitr Wiedeniejew, który pracował w swoim czasie nad tymi materiałami w Oddziałowym Archiwum Państwowym Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, zaznaczył: “W nich i w pobliżu były znalezione dwie czaszki, kości, dwa kobiece warkocze i perłowy guzik od koszuli Rybkina. Ojciec Dmitrija długo nie mógł uwierzyć w spadające na niego nieszczęście. Doprowadził do tego, że w styczniu 1951 roku czaszka jego syna została przekazana do Instytutu Etnografii Akademii Nauk ZSRR, gdzie pracował słynny profesor Michaił Gierasimow – założyciel szkoły plastycznej rekonstrukcji wyglądu zewnętrznego osoby na podstawie szczątków… Niepocieszonemu w nieszczęściu ojcu udzielono wszelkiej pomocy”. [15]

Przy okazji, sami czekiści, również wykonujący swoją pracę bynajmniej nie w “białych rękawiczkach”, w swojej wewnętrznej korespondencji, nie przeznaczonej dla cudzych oczu, emocjonalnie stwierdzali, że śledcza i karna praktyka SB “przewyższa w swej obrzydliwości średniowiecze”. [16] Dlatego też nie przypadkiem Kuk w swoich zeznaniach wspomniał o “niemieckich najeźdźcach” – esbiści mieli naprawdę dobrych nauczycieli. Charakterystyczne, że kiedy sam “Lemiesz”, wówczas kierownik Prowydu OUN na PZUZ i bezpośredni “zwierzchnik” N.Kozaka, zainteresował się sprawą śledztwa jednego z “więźniów”, napisał wymowną konstatację: “Gdybym to ja był przesłuchiwany w ten sposób, byłoby przyznał się, że nie jestem kierownikiem OUN, ale Abysyńskim Negusem” (“cesarzem Etiopii”). [17] Mimo to “Smok” zachował swoje stanowisko, a “Lemiesz” także i później aktywnie promował osobę swojego wybrańca w jego karierze partyjnej.

* * *

Niemniej jednak demonstracyjne pozostawianie trupów na oczach całej wsi było uznawane przez podziemie za niepożądane. W Instrukcji dla członków SB była specjalna gradacja, jak należy segregować “wrogów Ukrainy” i co robić z ich zwłokami - “robota sucha abo mokra”. Pod pojęciem roboty “mokrej” rozumiano: pozostawiać zwłoki na miejscu, “przy likwidacji propagandowe trupy pozostawiać … z kartką”. Pod pojęciem roboty “suchej” – nie tylko niszczyć ludzi, ale także ukrywać ich ciała. [18]

W rozkazie dowództwa SB rejonów wojskowych (1944 r.) konkretnie wyszczególniono:
“Biorąc pod uwagę nową sytuację … zwrócić uwagę na następujące elementy:
a) Wszystkie prace i metody SB prowadzić: tylko skrycie, konspiracyjnie. Wszelkie pozostawianie zwłok, uszkadzanie zwłok, [na miejscu], lub pozostawianie innych śladów jest zabronione.
b) …Za jednego winnego członka rodziny niszczyć wszystkich jego krewnych”. [19]

W celu wypełnienia tego rozkazu i innych podobnych były wykorzystywane studnie, w których szczątki zabitych i torturowanych ludzi były znajdowane do lat 90-tych. Dziękujemy czytelnikowi naszego tygodnika W.Taranowi z Kijowa, który zwrócił na to uwagę. Jako nastolatek w czasie faszystowskiej okupacji mieszkał na Wołyniu we wsi Halinówka i mógł własnymi oczami oglądać “tragiczne studnie”, do których ounowcy wrzucali zwłoki “na sucho” likwidowanych mieszkańców wioski…

Podamy inny przykład. W stolicy obwodu Równe znajduje się Plac Teatralny, a na nim – pamiętny znak, ustanowiony w 1997 r. i wprowadzony do wszystkich przewodników turystycznych oraz poradników miasta. Napis na niej głosi: “Tu, w temu mіejscu 4 stycznia 1945 roku organy NKWD straciły sławnych bojowników o honor i wolność Ukrainy – żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armіi…”. Następnie osiem nazwisk. Ogólnie rzecz biorąc, można byłoby na tablicę pamiątkową nie zwrócić uwagi, ale oto nazwiska “uwiecznionych”…


Pomnik na Placu Teatralnym w mieście Równe
“…Oleksandra Gryciuka, Anatolіja Zajczykowa, Oleksіeja Kyryljuka, Wołodymyra Łogwynowycza, Wasylija Podolcia, Wasylija Słobodjuka, Mykołę Słobodjuka, Stepana Trofymczuka”.

Czytelnicy zrozumieją ironię, jeśli zapoznają się z protokołami przesłuchań tych “sławnych bojowników”, przechowywanych w Państwowym Archiwum Obwodu Rówieńskiego.

I tak, oskarżony A.W. Gryciuk (pseudonim “Olko”) na rozprawie sądowej w dniu 17 kwietnia 1944 roku zeznał, że osobiście zabił 25 osób, z których większość stanowili jeńcy radzieccy, którzy uciekli z niemieckich obozów i szukali schronienia wśród miejscowej ludności. Według jego słów,“my ich (po prostu) wyszukiwaliśmy i zabijaliśmy”. Odurzony zapachem krwi, był pewien, że w ten sposób “przynosi pożytek UPA”. [20]

Karna bojówka innego z oskarżonych – A.Kyryljuka (pseudonym “Hamalija”, “Rubacz”) – licząca 9 osób, która działała przy referencie rejonowym SB OUN rejonu Równe o pseudonimie “Makarow”, w okresie lat 1943-1944. we wsiach rejonu Równieńskiego zabiła więcej niż 70 rodzin (ponad 140 osób) spośród cywilnej ludności za lojalność wobec reżimu sowieckiego i odmowę pomocy podziemiu. [21] Jak zeznawał podczas przesłuchania w dniu 27 czerwca 1944 roku Kyryljuk, jeżdżąc od wioski do wioski, zachodzili do domów podejrzanych dla “Bezpieki” tutejszych mieszkańców, w drzwiach ich rozstrzeliwali z broni palnej, i kierowali się do następnego domu.

Później wyjaśnił swoje “stanowisko” w sposób następujący: “Wydawało mi się, że cała ludność zachodnich obwodów Ukrainy marzy tylko o utworzeniu “niezależnej” Ukrainy… MAKAR powiedział do mnie co następuje: “Aby OUN mogła prowadzić walkę o utworzenie “niezależnej” Ukrainy, konieczne jest zniszczenie wszystkich wrogów ounowców. Dlatego musimy mieć wszędzie oczy i uszy. Oto, do czego jest stworzona służba bezpieczeństwa… i “bojówki” składające się z 10-12 osób, żeby bezpośrednio rozprawiać się z naszymi wrogami… Podstawą naszej pracy – oddanie sprawie OUN. Niech twoja ręka nie zadrży, gdy widzisz cierpienia swojej ofiary. Pamiętaj, że im więcej zniszczysz wrogów, tym bliższa godzina naszego zwycięstwa”. [22]

Trzeci oskarżony, esbista N.Słobodjuk, zeznał, że co do zasady, rozstrzeliwanie ofiar przeprowadzano tylko w wyjątkowych przypadkach. Według jego słów, było “koniecznością oszczędzać naboje”. Dlatego do arsenału esbistów do urządzeń “stanok” i “curkuwanie” dołączyła jeszcze inna “metoda” – tak zwane “pętowanie”. W tym przypadku zarzucano linkę nie na głowę, lecz na szyję, następnie dwaj esbiści powoli ciągnęli ją za końce w przeciwnych kierunkach, aż do uduszenia ofiary. Następnie z trupów zdejmowali interesującą esbistów odzież, obuwie (na przykład N.Słobodjuk zdjął z dwóch zabitych Ukraińców w wieku 30-35 lat buty, ponieważ mu się spodobały) i wrzucali do głębokiej studni. [23]

Wreszcie, jeszcze inny oskarżony, W.Słobodjuk zeznał, że studnia, do której oni wrzucali przywiezione na furmankach trupy rozstrzelanych i “zapętowanych”, znajdowała się w uroczysku Grobina, w pobliżu wsi Djadkowycze w rejonie Równieńskim, w sadybie Polaka Iwana (Jana) Kurowskiego, a jej głębokość wynosiła “30-35 sążni” (około 70 metrów).
Sam Kurowski zdołał uniknąć udziału w “wypróbowaniu” swojej studni na sobie i zdążył razem z żoną i trójką małych dzieci wyskoczyć przez okno kuchni i przez nie skoszone pole przedostać się do lasu, a następnie uciec do miasta Równe. Dlatego zamiast niego jako pierwszego do studni wrzucili człowieka, który ją wykopał – Polaka Władysława Łobodzińskiego, zwanego powszechnie “Kopaczem”, którego “esbiści” zamordowali i wrzucili tam razem z żoną i dwójką dzieci -“wszystkiego 4 osoby”.

Potem przyszedł czas na Ukraińców. Według zeznań tego samego W.Słobodjuka, w listopadzie 1943 roku, SB “aresztowała” we wsi Hruszwica dwie ukraińskie rodziny, jedna w składzie czterech osób, a druga – trzech osób, a następnie “wszystkie 7 osób, bez wyjątku – dzieci i dorosłych, rozstrzelano i wrzucono do studni”. [24]

Nie należy myśleć, że likwidacja ofiar “na sucho” OUN praktykowała tylko w stosunku do Ukraińców. Jak okazało się na przykładzie W.Łobodzińskiego i jego rodziny, z polską ludnością “Kresów” postępowano tak samo, choć wydawałoby się, dlaczego ounowcy mieliby się ograniczać zabijając swoich “wrogów”? “Mokra robota” z “propagandowymi trupami” znacznie lepiej oddziaływałaby na Polaków, żeby zachęcić ich do masowego opuszczania zachodniej Ukrainy. Niemniej jednak ciała Polaków ounowcy próbowali ukryć przed ludnością i odpowiednim do tego miejscem ponownie okazały się właśnie studnie.

I tak 30 sierpnia 1943 roku w rejonie Lubomelskim obwodu wołyńskiego został dokonany napad bojówkarzy ze związku grup UPA “Zawichost”, kierowanego przez Jurija Stelmaszczuka (“Rudego”), dowódcę Okręgu Wojskowego UPA “Turiw”, i “sympatyków” – Ukraińców na polską ludność wsi Ostrówki i Wola Ostrowiecka. W ciągu kilku godzin zabili ponad 1000 bezbronnych wieśniaków, w tym w Ostrówkach – 469, w Woli Ostrowieckiej – 569. Mienie pozostałe po zamordowanych zostało rozgrabione i spalono budynki, zginął również miejscowy ksiądz i został spalony kościół. W rezultacie Ostrówki i Wola Ostrowiecka zostały starte z powierzchni ziemi, dzisiaj na ich miejscu znajdują się pola i pastwiska.

W dniach 17 – 22 sierpnia 1992 roku staraniem “Towarzystwa Przyjaciół Krzemieńca i Ziemi Wołyńsko-Podolskiej” w Lublinie (Polska), została przeprowadzona ekshumacja zwłok z dwóch masowych grobów na terenie dawnych wsi polskich. W procesie ekshumacji wykazano, że ludzi mordowano siekierami, grubymi kijami, pałkami, młotami, a także przy pomocy broni palnej.



Obok grobów znaleziono zasypaną kamieniami i ziemią studnię. Podczas dokonywania wykopu na głębokości 1,5 m natknięto się na zarysy starego tunelu, poniżej, na głębokości 1,8 m, znaleziono belkę konstrukcyjne obudowy. Tunel poszerzono i pogłębiono do odsłonięcia całego obwodu obudowy studni. Z niej zdjęto częściowo zwęglone fragmenty płyty okładziny z drewna, odpadłe deski obudowy i zwęglonej słomy, z której czuć było charakterystyczny zapach spalenizny. Kiedy głębokość wykopu osiągnęła 2,2 m, z mułu wydobyto pierwsze ludzkie kości i czaszkę.

Podczas gdy kości ze wspólnej mogiły były bez osłony i miejscami uległy silnej erozji, kości, podniesione ze studni, były czarne, ciężkie, nie nosiły śladów erozji i tworzyły prawie kompletny szkielet.

Naczelnik Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów Oddziału IPN w Lublinie, dr. Leon Popek, który był obecny przy ekshumacji, opowiadał: “Ekshumację w Ostrówkach zakończyliśmy 22 sierpnia 1992 roku po południu. W skrzynkach, przygotowanych przez kołchoz, szczątki przewieziono na cmentarz w Ostrówkach i złożono do grobu, który pozostawiono otwarty aż do pogrzebu w dniu 30 sierpnia. Kołchoz przygotował również krzyż dębowy w celu ustawienia w nowym miejscu pochówku.
Wyniki ekshumacji, prowadzonej w Ostrówkach w dniach 20-22 sierpnia 1992 r. pozwalają na wyciągnięcie następujących wniosków:
1. Po upływie 49 lat od tragedii zeznania tylko jednego świadka okazały się wystarczające do wykrycia zbiorowej mogiły w miejscu, gdzie krajobraz i obiekty terenowe nie dawały żadnych punktów odniesienia jej lokalizacji…
2. Ekshumacja w Ostrówkach potwierdziła informacje o tym, że w czasie mordowania ludności polskiej zamieszkującej wieś, ciała zamordowanych ludzi były wrzucane do studni.
Na podstawie wyników badań szkieletu, wydobytego ze studni, z uwzględnieniem istniejących ustnych przekazów, można stwierdzić, że jest to szkielet Władysława Kuwałka, który miał ponad 90 lat i który zmarł w wyniku wystrzału z broni palnej w prawy płat ciemieniowy”. [25]

… Wracając do równieńskiego “epizodu”, powiedzmy, że w dniu 4 stycznia 1945 roku na Placu Teatralnym po wydaniu wyroku przez sąd, wszyscy uczestnicy bandyckiej bojówki zostali publicznie powieszeni. W latach 90-tych “nacjonal-patrioci” próbowali rehabilitować ich, ale Równieńska prokuratura po ponownym rozpatrzeniu sprawy postanowiła: wyrok i zasądzona kara były uzasadnione i skazani rehabilitacji nie podlegają. Wtedy “nacjonal-patrioci” zignorowali ustalenia prokuratury i “bojowników o honor i wolność Ukrainy” mimo wszystko upamiętnili.

Do rangi symbolu urastają również wydarzenia związane ze studnią Kurowskiego. 24 sierpnia 1991, po upadku GKCzP Związku Radzieckiego, została ogłoszona niepodległość Ukrainy, której dwudziestolecie obchodziliśmy w tym roku jako święto państwowe. Ale właśnie tego dnia, dwadzieścia lat temu, tysiące ludzi z Djadkowycz i okolic w rejonie Równieńskim zgromadziło się z całkiem innego powodu: oddano ostatni hołd ofiarom, zamęczonym prawie pół wieku temu. Szczątki zmarłych wyjęto z głębokiej studni w chutorze Dobrowolka w dawnym gospodarstwie Jana Kurowskiego.

Jak pisze historyk z Równego P.Rusin [26], po wyzwoleniu rejonu Równieńskiego podjęto dwie próby – w kwietniu i czerwcu 1944 r. – wydobycia szczątków, ale za każdym razem nie udało się tego zrobić ze względu na smród rozkładających się zwłok osób, od którego ludzie dusili się nawet w maskach gazowych. Ponadto ounowcy zabezpieczyli studnię granatami i minami, które mogły wybuchnąć w każdej chwili, zasypali studnię kamieniami, kłodami drewna i ziemią.

Przy drugiej próbie udało się wydobyć szczątki pięciu ofiar, przestrzeloną pilotkę, furażerkę wojskową i części odzieży w strzępach. K.Muzyczuk z Nowosiółek rozpoznał w nich resztki kurtki syna (naoczni świadkowie – dzieci i dwie kobiety z Djadkowycz – potwierdzili, że widzieli sześciu uzbrojonych mężczyzn prowadzących zakrwawionego chłopca, który błagał, aby go puścili). Inżynier – kapitan Fomin, który kierował pracami, pozwolił ojcu, aby zatrzymał te fragmenty odzieży jaką pamiątkę po synu.

Dopiero w lecie 1991 roku żołnierze – saperzy wydobyli ze studni szczątki 67 ciał. Rozpoznać kogokolwiek już nie było możliwe…

Wieczorem 24 sierpnia 1991 r. w Kijowie posłowie do Rady Najwyższej przyjęli uroczyście Akt niepodległości Ukrainy. Rankiem tego samego dnia w Djadkowyczach w rejonie Równieńskim wydobyte ze studnia ofiary pochowano w zbiorowej, bratniej mogile, nad którą usypano kopiec.

Pomyślnie doczekał aż do “Dnia Niepodległości” także Wasyl Stepanowicz Kuk. W przeciwieństwie do swoich bojowych “braci”, którzy popełnili samobójstwo lub zostali zlikwidowani w zatęchłych bunkrach przez czekistów, “Lemiesz” razem z żoną Uljaną Krjuczenko 23 maja 1954 roku został aresztowany i 4 maja 1955 r. podpisał “Deklarację” w sprawie uznania na płaszczyźnie politycznej zwycięstwa władzy radzieckiej nad nacjonalistycznym podziemiem. 14 lipca 1960 r. dekretem Prezydium Rady Najwyższej ZSRR № 139/82, on i jego żona zostali ułaskawieni i uwolnienie od odpowiedzialności karnej, a 19 września 1960 roku Wasyl Stepanowicz przeczytał swoje słynne przemówienie radiowe do Ukraińców na emigracji, które był wielokrotnie retransmitowane w radiu i zostało opublikowane w gazecie “Wieści z Ukrainy”, przeznaczonej do dystrybucji w diasporze. [27]

O Kuku przypomniano sobie po dziesięciu latach. W 1970 roku przewodniczącym KGB USRR został mianowany W.W. Fiedorczuk, który wziął się za “Lemiesza” poważnie. Pracownicy Komitetu wybrali kilka tomów materiałów archiwalnych na temat terrorystycznej działalności podziemia na Wołyniu, prowadzonej przez Kuka. Głównymi dokumentami tej “kolekcji” były dokumenty o Dermańskiej tragedii, która rozegrała się w wołyńskiej wsi, gdzie w latach 40-ych był “postój” (sztab i kwatera) “Lemiesza” i innych funkcjonariuszy OUN. [28]

“Dermań! Czy wiecie, co to jest Dermań…? Nie, wy nie wiecie, co to jest Dermań. To wielka przestrzeń i bardzo kolorowa baśń. Już z daleka otwiera się ona całymi milami w prawo i w lewo… I biada ci człowieku, jeśli nie jesteś artystą, nie jesteś poetą, albo przynajmniej zwykłym fotoamatorem.


Zatrzymaj się, zdejmij kapelusz i z szacunkiem pokłoń się tej królowej wołyńskich wsi” - tak poetycko opisywał wieś Dermań, która znajduje się w rejonie Zdołbunowskim (dawniej był to rejon Mizocz) w obwodzie Rówieńskim, tutaj urodzony, znany i czytany chętnie w pewnych kręgach, pisarz U.Samczuk.

Dwadzieścia lat później, w 1957 roku, drugi nie mniej chętnie czytany przedstawiciel twórczej inteligencji, Dmytro Pawłyczko, opisuje “królową wołyńskich wsi” już w innych kolorach:

Na Wołyniu, w Dermanіu stało się to:
Z ziemі wysączyła się krew!
Chmary nienasyconych kruków zleciały
W smutne nie rozkwitłe dąbrowy.
I wydało mi się, że to nie kruki,
Lecz banderowscy szybcy kaci
Przylecieli w porzucone strony
Ukrywać krwawe ślady
Zmieszać krew z ziemią,
Abyśmy jej nie dostrzegli …
I stałem nad straszną krynicą,
Gdzie źródła zamknięte kośćmi…

Wydarzeń, które zmieniły oblicze starej wsi w czasie wojny i bezpośrednio po wojnie, dziś wspominać nie lubią. Informacji o nich nie można znaleźć ani w przewodnikach, ani w kolorowych broszurach, namawiających turystów do odwiedzenia tej perły Wołynia. A jeśli któryś z lokalnych “narodowo zorientowanych”, “krajoznawców” o tym wspomni, to zazwyczaj wykorzystuje już zużyty schemat o znanych czytelnikom tygodnikа “2000″, “przebranych enkawudzistach”. [29] Jednak w latach 50-tych zeszłego stulecia takie “mistyfikacje” a priori nie mogły być zastosowane, bo o nich wiedziała i pamiętała cała Ukraina…

Po rozpoczęciu okupacji Wołynia w Dermaniu aktywizowało działalność ounowskie podziemie, we wsi od czasu do czasu przebywali wysokiej rangi funkcjonariusze OUN. Na przykład jesienią 1944 roku, po spotkaniu dowódców UPA na terenie rejonu Mizocz (teraz – Zdołbunow) w domu referenta UKC (“Ukraińskiego Czerwonego Krzyża”), Wołyńskiego krajowego prowydu OUN “Mieduny”, lekarza z zawodu, mieszkał pierwszy dowódca UPA, a potem UPA-”Północ” D.Kłaczkywskij (“Kłym Sawur”). “Sawur” był ciężko chory, “Mieduna” starała się dostać dla niego niezbędne leki we Lwowie.

Odwiedzali Dermań i referent SB Prowydu OUN N.Arsenicz (“Mychajło”), i polityczny referent J.Busieł (“Halyna”), a pod koniec 1943 roku w miejscowości pojawił się Wasyl Stiepanowicz Kuk. W tym czasie dowodził on grupą UPA “Południe”, która w zimie na przełomie lat 1943-1944 przekroczyła front radziecko-niemiecki i rozlokowała się w Krzemienieckich lasach na styku obwodów Równieńskiego i Tarnopolskiego. W Dermaniu znajdowały się jawne kwatery “Lemiesza”, który utrzymywali mieszkańcy wsi F.Buchało i I.Szewczuk. Pod koniec stycznia 1944 roku Kuk przyjeżdżał z lasów Krzemienieckich do Dermania i mieszkał w domu F.Buchało. Tam również po swojej ucieczce ze wschodnich obwodów ukrywał się podkomendny Kuka N.Swistun (“Jasień”), dowódca zgrupowania “Chołodnyj Jar” UPA-”Południe”, ze swoim adiutantem, “Nietjagą” i bojówką ochrony osobistej. [30]

W tym samym czasie w południowo-zachodnich rejonach Równieńskiego obwodu intensyfikowano kontakty “powstańców” z Wehrmachtem i administracyjnymi organami okupacyjnymi. Pod koniec stycznia 1944 roku bojówki UPA nawiązały kontakt z przedstawicielami wydziału wywiadu kampfgruppy SS dowódcy policji G.Prützmanna, prowadzili rozpoznanie agenturalne i byli wykorzystywani przez Niemców jako oddziały dywersyjne przeciwko nacierającej Armii Czerwonej. Według przedstawiciela wydziału wywiadu Sturmbannfuhrera SS Schmitza, “oni dla naszego wywiadu oddali cenne usługi i w znacznej mierze uzupełnili mapę danych o sowieckich bandach… [ale] oddziały UPA mogą być używane tylko do wywiadu i działań dywersyjnych, nie nadają się do walki na froncie”. [31]

Po aresztowaniu “Lemiesz” w każdy możliwy sposób starał się uniknąć tej śliskiej dla siebie sprawy. W zeznaniu sam napisał: “Osobiście żadnego udziału w negocjacjach z Niemcami nie brałem i dlatego o tej kwestii wiem niewiele. Wszystkimi sprawami, które dotyczą rozmów pomiędzy Niemcami i OUN, kierował osobiście i bezpośrednio sam Bandera… W 1944 r., gdy armia sowiecka przepędziła Niemców prawie z wszystkich obwodów Ukrainy… przedstawiciele armii niemieckiej próbowali dogadać się z poszczególnymi dowódcami oddziałów UPA o zawarcie rozejmu w rejonie działania tych dowódców. Dowództwo UPA takich dowódców, którzy samodzielnie rozpoczynali rozmowy z Niemcami, oddawało pod sąd i karało”. [32]

Wydaje się, Wasyl Stepanowicz dość nieudolnie kręcił. Wielu dowódców UPA, którzy nawiązywali kontakty z Niemcami w południowo-zachodnich rejonach Rówieńszczyzny, podlegali bezpośrednio “Lemieszowi”. Co więcej, nadzwyczajny spryt swojego podwładnego, działającego ponad głową swego przełożonego, bardzo nie podobał się Romanowi Szuchewyczowi. Ten ostatni, mimo że sam utrzymywał takie kontakty, starannie ukrywał je przed swoimi podwładnymi i przymierzał się do wytoczenia pokazowego procesu Wasylowi Kukowi przed trybunałem. [33]

Ogólnie rzecz biorąc, stosunki między Kukiem i Szuchewyczem były, delikatnie mówiąc, dalekie od ideału. “2000″ już pisała [34], że w maju 1946 r. w rejonie Podhajeckim obwodu Tarnopolskiego czekiści znaleźli “bunkier” “Lemiesza”. W rezultacie analizy przechwyconej tam korespondencji Szuchewycza i Kuka czekiści stwierdzili: “Rzeczowe stosunki wzajemne pomiędzy przywódcami OUN są zaostrzone, oni nie ufają sobie nawzajem we wspólnej pracy, a “Lemiesz” nawet ignoruje i nie wykonuje instrukcji Szuchewycza”. [35]
“Na podstawie dokumentalnych dowodów ustalono – odnotowano w innym raporcie MGB URSR – że między Szuchewyczem i “Lemieszem” istnieją poważne różnice w kwestiach organizacyjnych, które spowodowały osobistą niechęć do siebie nawzajem”. [36]

Szuchewycz obwiniał Kuka o to, że ten zaaprobował przeprowadzoną przez N.Kozaka (“Smoka”) “czystkę” na Wołyniu i na swoim stopniu dowodzenia rozpoczął negocjacje z Niemcami. Kuk nie pozostał dłużny i zimą 1945 roku zabronił łączniczce Szuchewycza H.Didyk pojawiać się u siebie, zignorował rozkaz przekazania dowództwa oddziałów UPA na Wołyniu i Podolu i rozkazał usunąć z propagandowych materiałów hasło “Niech żyje dowódca UPA Taras Czuprynka!”. Te “tarcia” potwierdziła H.Didyk. Według niej, “Lemiesz” kategorycznie nie życzył sobie ingerencji Szuchewycza w sprawy kontrolowanego przez siebie Wołynia i Podola. [37]

Jednocześnie na Wołyńskiej bazie Wasyla Stepanowicza miały miejsce również inne wydarzenia, o których w książce “Odyseja Wasyla Kuka,” napisał Dymitr Wiedeniejew: “Główną rezydencją “Lemiesza” w końcowym okresie wojny była wieś Dermań w rejonie Mizoczańskim(teraz – Zdołbunowskim) Równieńskiego obwodu. Wokół miejsc przebywania kierownictwa OUN-UPA Służba Bezpieczeństwa wprowadzała wzmocnione zabezpieczenie agenturalne… Trzeba jednak przyznać, że działania nadgorliwych esbistów w tej miejscowości doprowadziło do słynnej “Dermańskiej tragedii”. [38]

A przyczyna, wywołująca nerwowość obecnego obywatela ZSRR Wasyla Stepanowicza Kuka w przededniu ponownego aresztowania, była następująca. W październiku 1955 roku, w obwodzie wołyńskim w wyniku długotrwałej i skomplikowanej agenturalno-operacyjnej kombinacji została zniszczona jedna z ostatnich bojówek OUN na Wołyniu – grupa S.Linnika (“Ryżego”). Charakterystyczne, że podobnie jak wiele razy wcześniej, przywódcę bandy nie zlikwidowali czekiści, lecz jego “bojowi bracia”. W wyniku operacji, sekretarz obwodowego komitetu wołyńskiego Komunistycznej Partii Ukrainy I.S. Gruszecki poinformował Komitet Centralny, że“wspomniana banda… dokonała 60 poważnych bandyckich napadów z zabójstwami obywateli radzieckich”. Ale najważniejsze było co innego: “Podczas przeszukania bandyckich skrytek znaleziono trzy bańki na mleko, w których znajdowała się nacjonalistyczna korespondencja i lіteratura, w tym wyroki na zamordowanych obywateli radzieckich oraz broń: dwa ciężkie karabiny maszynowe i dwa ręczne karabiny maszynowe, cztery karabiny”. [39]

Jak wskazuje Dymitr Wiedeniejew “[przechwycone w tych bidonach] dokumenty rzuciły światło na mechanizm tragedії wołyńskiej wsi i pozwoliły wyciągnąć wniosek, że dermańska rzeź była następstwem zaplanowanej przez referenturę SB na PZUZ akcji [zastraszenia i likwidacji podejrzanych]“. [40]
Wysoka koncentracja w jednym rejonie ounowskich funkcjonariuszy, obecność ważnych struktur podziemia (w Dermaniu funkcjonowała szkoła oficerów młodszych UPA, warsztaty naprawy broni, produkcji min i produkcji odzieży) wymagały specjalnych środków ochrony. Jednak były z tym problemy. Jak stwierdzono w jednym z “Społeczno-politycznych przeglądów” OUN w południowych rejonach Równieńskiego obwodu w listopadzie 1943 roku “główną przyczyną, że nasze tajemnice stają się znane wrogowi, jest słabe wyrobienie naszej ludności, które nie nauczyło się trzymać języka za zębami”. Podkreślano: “W wielu wypadkach o … (organizacyjnych) skrytkach… wie cała wieś. A we wsi są różni ludzie. Są także winne w dużej (a może nawet w największej) mierze nasze kadry, które same nie potrafią zachować tajemnic i tak wychowali ludność”. [41]


Studnia we wsi Ustienskoje Drugie (dawny Dermań), w której odnaleziono szczątki 16 mieszkańców tej wsi.
W związku z tym kierownictwo SB podejmuje pilne działania i przerzuca w rejon Dermania kilka bojówek pod kierownictwem W.Androszczuka (“Woronego”). W uzupełnieniu do ochrony komendantów utworzono we wsi sieć spośród czynnych członków OUN dla obserwacji miejscowych mieszkańców i wykrywania potencjalnych “agentów NKWD”. W.Kuk, prawdopodobnie dla uzasadnienia przedsięwzięć w celu ochrony jego osoby, w jednym z wywiadów powiedział: “Jeśli ludność cywilna jest agentem, i wydaje innych ludzi, jest oczywiste, że musisz go zastrzelić, bo jest twoim wrogiem”. [42] “Wrogów” zebrało się wielu, ale o wynikach dermańskiej “operacji”, “Lemiesz” wolał zamilczeć.

Niemniej jednak one stały się znane: “Według informacji władz lokalnych i KGB … we wsi esbiści zabili około 450 osób… W 1957 roku wydobyte ze studni i zbiorowych mogił szczątki ofiar zostały uroczyście pochowane… W. Androszczuk na otwartym procesie sądowym w Dubnej [w 1959] zeznał, że osobiście zabił 73 osób, spośród których tylko kilka były sowieckimi wojskowymi”… [43]

…W marcu 1957 roku, sekretarz Komitetu Obwodowego Komunistycznej Partii w Równem A.Denisenko, poinformował Kijów, że przy oczyszczaniu jednej z zasypanych studni wsi Dermań (w latach 1946-1991 wieś nosiła nazwę Ustienskoje od nazwy pobliskiej rzeki Usti) na głębokości 60 metrów znaleziono szczątki około 16 osób, w tym kości dzieci. Okazało się, że należą one do dawnych mieszkańców wsi, którzy zostali bestialsko zamordowani i wyrzuceni tutaj przez bojówkarzy OUN w okresie lat 1944-1948.

Źródła:

1. P. Simonenko P. Nie wolno lekceważyć niebezpieczeństwa neo-faszyzmu. – “2000″, № 46 (534), 19-25 listopada 2010 r.
2. http://zaxid.net/newsua/2011/1/13/142014/
3. http://zaxid.net/newsua/2011/1/13/135011/
4. Nowacki A. 9 maja we Lwowie. Neo-nazizm jako choroba społeczeństwa ukraińskiego; fondsk.ru/news/2011/05/10/neonacizm-kak-bolezn-ukrainskogo-obschestva.html
5. http://gazeta.ua/index.php?id=111132
6. “Historia z gryfem “tajne”: Wiatrowycz W. Banderowiec Juszczenko. 16.12.2010,”Chytry” przeciw czekistom. 22.12.2010; tsn.ua/analitika/istoriya-z-grifom-sekretno-banderivec-yuschenko.html; tsn.ua/analitika/istoriya-z-grifom-sekretno-banderivec-yuschenko-hitriy-proti-chekistiv.html
7. Rosow O. Mit o “przebranych enkawudzistach”. – “2000″, № 45 (389), 9-15 listopada 2007 r.
8. http://umoloda.kiev.ua/number/1817/180/64476/
9.http://sbu.gov.ua/sbu/control/uk/publis ... t_id=73839
10. Wydziałowe Archiwum Państwowe Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (OGA SBU), F.13, D. 372, T. 54, Ł. 120-135.
11. ОGA SBU, F. 13, D. 372, Т. 31, Ł. 197.
12. ОGA SBU, F. 13, D. 372, Т. 20, Ł. 121.
13. OGA SBU, F.13, D. 376, T. 49, Ł. 195.
14. OGA SBU, F. 13, D. 372, T. 103, Ł. 101.
15. Wiedeniejew D. Front ukraiński w wojnach wywiadów: historyczne eseje. – Kijów: K.I.S., 2008. – Str. 398, 399.
16. OGA SBU, F.13, D. 376, T. 49, Ł. 194.
17. OGA SBU, F.13, D.372, T.101, Ł.182, 183.
18. OGA SBU, F.13, D. 372, T. 22, Ł. 265-267 ob.
19. OGA SBU, F.13, D. 372, T. 56, Ł. 198, 199.
20. Archiwum Państwowe Równieńskiego Obwodu (GARO), sprawa karna 10012, T. 2, Ł. 374-380.
21. OGA SBU, F. 2, Op. 87, D. 78, Ł. 160.
22. GARO, sprawa karna 10012, T. 2, Ł. 327-336, OGA SBU, F. 13, D/ 372, T. 29, Ł. 56-62.
23. GARO, sprawa karna 10012, T. 2, Ł. 456-460
24. GARO, sprawa karna 10012, T. 2, Ł. 406-413; P. Rusin. Oj, jest w polu studzienka… – “Komunista”, № 81, 82, 28.10.2005 r.
25. Popek Leon. Cmentarz parafialny w Ostrówkach na Wołyniu”, wydawnictwo: Towarzystwo Przyjaciół Kamieńca i Ziemi Wołyńsko-Podolskiej. – Lublin, 2005 r. – Str. 425.
26. Rusin P. Oj, jest w polu studzienka… – “Komunista”, № 81, 82, 28.10.2005 r.
27. Wiedeniejew D. Odyseja Wasyla Kuka. Wojskowo – polityczny portret ostatniego dowódcy UPA. – Kijów: K.I.S., 2007 r. – Str. 164, 168, 171.
28. Wiedeniejew D. Odyseja Wasyla Kuka…. Str. 108, 172, 173.
29. Najbardziej typowym przykładem podobnej “kreatywności” jest książka członka Ukraińskiej Partii Ludowej N. Ruckiego. (Patrz: Rucki M. Oni wywalczyli wolną Ukrainę: powieść historyczna – drugie wydanie, uzupełnione i przeredagowane, – Łuck: Obwód Wołyński. Obwodowa Drukarnia, 2009 – Str. 562). W przekonaniu autora książka została napisana na podstawie “licznych materiałów dokumentalno – historycznych”.; Liczne kompilacje z niej powielane są w publikacjach “narodowo-zorientowanych” kiepsko wykształconych ukraińskich blogerów Live Journal.
30. OGA SBU, F. 9, D. 75, T. 2, Ł. 183-202.
31. OGA SBU, F. 65, D. S-9079, T. 1, Ł. 247.
32. OGA SBU, F. 6, D. 5 895-FP, T. 3, Ł. 197-200.
33. Wiedeniejew D. Front ukraiński w wojnie wywiadów… – Str. 349.
34. Rosow O. Polowanie na “Wilka”. Likwidacja Romana Szuchewycza. – “2000″, №42 (530), 22-28 października 2010 r.
35. OGA SBU, F. 65, D. S- 9079, T. 1, Ł. 340.
36. OGA SBU, F. 11, D. P-1518, Ł. 11.
37. Wiedeniejew D., G. Bystruchіn, Powstańczy wywiad działa precyzyjnie i odważnie. – Kijów: K. I. S., 2007. – Str. 160.
38. Wiedeniejew D. Odyseja… Str. – 107.
39. Centralne Archiwum Państwowe Organizacji Społecznych Ukrainy (CGAOOU), F.1, Op. 24, D. 4081, Ł. 9-11.
40. Wiedeniejew D., G. Bystruchіn Dwubój bez kompromіsów. Starcie pododdziałów specjalnych OUN i specjalnych sowieckich sił operacyjnych. 1945-1980-Ti. – Kijów: K. I. S., 2007. – Str. 159 (odniesienie do OGA SBU, F. 2, Op 59, D. 16, T. 2, Ł. 61).
41. GARO, F.R-30, Op. 2, D. 33, Ł. 162, 163.
42. A. Gogun Ukraińska Powstańcza Armia we wspomnieniach ostatniego dowódcy (wywiad z Wasylem Kukiem) – “Nowy Czas” (St. Petersburg), № 15-16, 2004 r.
43. D. Wiedeniejew, G. Bystruchіn Dwubój bez kompromіsów… – Str. 159; D. Wiedeniejew Odyseja… – Str. 107.

http://marucha.wordpress.com/2012/02/22 ... i-czesc-1/


23 Lut 2012 19:27
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Zbrodniczosc OUN-UPA
Nie odrobione lekcje historii (Część 2)

Cześć 2 (zakończenie): 2000.net.ua/2000/svoboda-slova/pamjat/75788
Ciąg dalszy ze strony http://marucha.wordpress.com/2012/02/22 ... i-czesc-1/


Studnia na terenie klasztoru Dermańskiego, w której znajdował się schron ounowców. W ścianach studni zostały wykopane ogromne tunele - tutaj mnisi pomagali ukrywać się bojownikom.
A.Denisenko pisał: “O bestialstwach ounowskich bandytów świadczą następujące fakty: wśród wydobytych ze studni szczątków ludzkich ujawniono czaszkę człowieka z wbitym w nią żelaznym zębem brony. Druga czaszka była przebita na wylot prętem. Znaleziono pętlę z kabla z zakrętką – narzędzie, którym bandyci dusili ludzi.

W szczątkach na podstawie znaków szczególnych i przedmiotów rozpoznano wielu mieszkańców wsi. Tak więc, HOŁOBURDA Nadija rozpoznała, że szczęka z dwoma stałymi zębami i złotą koronką należy do jej rodzonej siostry, zamęczonej przez bandytów w 1944 roku. LIS Olena rozpoznała wełniany sweter, w którym był schwytany jej mąż, także zamordowany w 1944 roku…


Pętla z kabla z zakrętką - narzędzie, którym bandyci dusili ludzi.
Ogółem w całej wsi w latach niemieckiej okupacji i w pierwszych latach po wyzwoleniu wsi przez Armię Sowiecką ounowscy bandyci zamęczyli i zamordowali ponad 450 ludzi”. [44]


Kołchoźnica Elena Arseniewna Łys i jej wnuk (z prawej), która rozpoznała męża przy wydobywaniu szczątków ze studni, i Uljana Siemienowna Dowbenko (po lewej), w rodzinie której z rąk bojówkarzy zginęło siedem osób.
To dokument miejscowego obwodowego komitetu partii. Następny jest jeszcze bardziej poważny: sprawozdanie Zarządu KGB obwodu Równieńskiego na temat reakcji miejscowej ludności na organizowane pogrzeby; został sporządzony na podstawie lustracji korespondencji prywatnej. Oczywiście, dzisiejsi “narodowi patrioci” podniosą krzyk o “nielegalności” tych działań, ale nie zapominajmy o głównym problemie niespokojnego regionu w latach 40-50-ych i o wciąż funkcjonującym ounowskim podziemiu. Dlatego w tym przypadku działania obwodowego KGB były całkowicie adekwatne i uzasadnione. Ale co najważniejsze, dzisiaj te listy pozwolą poznać prawdziwe, a nie wymyślone przez współczesnych propagandzistów nastroje mieszkańców Wołynia, a przynajmniej znacznej jego części.
Nie możemy sobie pozwolić, aby zacytować wszystko, ale przytoczymy najbardziej charakterystyczne.


Dom, w którym mieściła się "Służba Bezpieki" OUN. W tej studni również znaleziono szczątki ofiar.
Z listu mieszkańca wsi T.Hałaburdy do syna służącego w armii sowieckiej: “Mitia, odkąd nastał pokój, jak sądzę, nie było takiego pogrzebu jak dzisiaj, narodu było około 3 tysiące, ludzie przychodzili z innych wsi, aby zobaczyć takie pogrzeby i oddać cześć ojcom, matkom, siostrom i braciom.
… W Dermaniu Drugim ludzie postanowili oczyścić studnie, ale kiedy zaczęli czyszczenie, natknęli się na kości ludzi. Stali lekarze i określali po kościach, jacy to byli ludzie: dzieci czy osoby starsze. Ten, który oczyszczał studnię, co kilka minut dostawał zastrzyki, ponieważ była to ciężka praca, było ciężkie powietrze.
Wydobyli całych czaszek 16, było tak, że przez oko na drugą stronę głowy były przebite kołkiem. a zapleciony warkocz był wetknięty w usta kobiety, a między nogi był wbity kołek…
Synu drogi, straszne wydarzenie było w tych trudnych czasach, a teraz dopiero ich pochowali. Kołchoz zrobił trzy trumny, a następnie zebrali kości, włożyli w trumny i te zwłoki leżały w biurze w Dermaniu Drugim. W ciągu dnia ze wszystkich stron zeszli się ludzie, przybyła orkiestra i odprowadzili ich na cmentarz”.

Z listu mieszkańca wsi Buszcza J.Antoniuka: “Ja jeszcze raz powrócę do tych znalezionych w studni, oni mieli kołki w ustach, sznury na szyi. Ludzie rozpoznawali swoich braci i siostry po zębach, warkoczach. Także jedna dziewczyna miała zaplecione warkocze, a jeden mężczyzna stał na nogach, gdy tylko go dotknęli, po prostu się rozsypał”.


Z listu mieszkańca Dermania A.Atomanca do M.Szawronskiej: “Tylu ludzi było na pogrzebie, że świat nigdy nie widział tak wielu, byli ze wszystkich wsi naszego rejonu i połowa rejonów Zdołbunowskiego i Ostrożskiego.

Kości wieźli w 3 trumnach na 2 kołchozowych ciężarówkach, a za samochodami szła orkiestra dęta z Mizocza, za orkiestrą szkoła niosła wieńce, ozdobione czarnymi wstęgami z napisami, za szkołą szli ludzie
…Wystąpiło 18 mówców, w tym Żeńka SZEPIELCZUK… Kiedy Żeńka przemawiała, to ludzie tak krzyczeli, że w niebie było słychać, a ona też płakała, opowiadała o morderstwie naszego Koli i swoich sióstr…

Jeden mówca powiedział: “Rosja (tu chodzi o ZSRR – przypisek autorów) walczyła o to, aby ludzi byli wykształceni, zamożni, za ziemię, a o co wojowali ci, którzy powrzucali do studzien swoich synów, ojców? Ojcowie, jak to mówią, starali się, wydobywali wodę dla siebie i synów, a synowie ludzi tu powrzucali”. Nie mogę wszystkiego opisać, być może jeszcze raz będę u Was przed Wielkanocą, wtedy opowiem.

Z listu mieszkańca wsi A.Kowalczuka do swojej siostry I.Kowalczuk: “Wspominali też o tych mordercach, którzy do domów poprzychodzili i chowają się za węgłami, uważając się za wielkich bogów. Oczywiście, takim…. może się zdarzyć, że przyjdzie im opuścić dom, ponieważ sami ludzie zakłują ich jako niegodziwców”.[45]

A co ważne i godne podkreślenia, te słowa nie były pustymi groźbami. Wyniki obserwacji zachowania się mieszkańców Dermania po pogrzebie w pełni potwierdziły to, co oni pisali. Dziś “narodowi patrioci” niezdarnie próbują przepisać wszystkie grzechy osławionym “specbojówkom NKWD”, ale wtedy mieszkańcy Dermania dobrze wiedzieli, kto faktycznie stał za masakrę we wsi. Ponadto padały konkretne nazwiska szeregowych esbistów, którzy przetrwali czas wojny, a następnie legalizowali się po minimalnym okresie odbywania kary więzienia lub po amnestii.

Na przykład, mieszkaniec wsi E.Maciuk, któremu “esbiści” zamordowali córkę i jej męża, w rozmowie z operacyjnym źródłem stwierdził wprost: “Niechby tu przyszedł Szewczuk Wasyl i popatrzył na to wszystko, ponieważ zamordowanie tych ludzi – to dzieło jego rąk”.

Inny mieszkaniec, R.Bojko, któremu “esbista” Szewczuk w towarzystwie dwóch innych bojówkarzy – S.Dziubenki i R.Androszczuka – bestialsko zamordował ojca i matkę, otwarcie wyrażał rozdrażnienie z powodu amnestii dla Szewczuka od władzy sowieckiej i domagał się przyznania prawa do osobistej zemsty.

Kołchoźnica E.Krawczuk, po śmierci swoich dzieci samotnie wychowująca wnuczkę, krytykowała władze za to, że one nie stosują wobec byłych ounowców kar bardziej surowych: “Ci zbrodniarze, których ręce są we krwi… powinno się ich ciąć na kawałki za ich zbrodnie. Moja ręka nie zadrży, aby to zrobić tym, którzy są odpowiedzialni za nasze nieszczęścia”.

“Niektórzy obywatele – sygnalizowali pracownicy obwodowego KGB do Kijowa – wyrażają pragnienie, aby osobiście rozprawić się z Wasylem Sidorowiczem Szewczukiem – jednym z aktywnych uczestników bandy OUN, uwolnionym na mocy amnestii w lipcu 1947 roku”.

To samo potwierdzała obserwacja agenturalna. Tak więc agent UKGB, “Biedny”, 10 marca 1957 roku informował, że ludzie wprost wyrażają swoje żądania do władz sowieckich, aby usunąć ze wsi byłych bojówkarzy OUN, powracających z więzienia.
W rezultacie byli “esbiści”, gdy dowiedzieli się o nastrojach we wsi, walili masowo do biura kołchozu z prośbami o pozwolenie na wyjazd poza granice obwodu Równieńskiego, prosili też o podpowiedź, “w jaki sposób” to najlepiej zrobić. Jednocześnie “esbista” Szewczuk skarżył się przewodniczącemu kołchozu Liszczukowi i “ze łzami w oczach wyrażał obawę, że mieszkańcy wsi mogą go zabić”. [46]

* * *

Wracając do Wasyla Stepanowicza, zauważmy, że zebrane przez czekistów materiały, przede wszystkim o tragedii w Dermaniu, uzasadniały żądanie powtórnego otwarcia sprawy karnej przeciwko “Lemieszowi”. I choć bezpośrednich dowodów jego osobistego zaangażowania w esbistowskie bestialstwo nie znaleziono [47], już sam fakt kierowania podziemiem OUN na PZUZ i pobyt w Dermaniu w tym czasie, gdy esbiści na rzecz jego “bezpieczeństwa” wyszukiwali we wsi “podejrzanych” i posyłali ich w studnie, mówi sam za siebie. Dlatego liczyć na kolejną “amnestię” już nie mógł.


Mieszkańcy Dermania opłakują współmieszkańców zabitych przez ounowskich bojówkarzy.
Jednak i tym razem nie doszło do procesu. Współcześni autorzy [48] usiłują wyjaśnić, dlaczego “Lemiesz” uniknął “rozstrzelającego” artykułu kodeksu karnego, i bez wyjątku wskazują na niejasną sytuację polityczną. Mówią, że władze sowieckie nie chciały własnymi rękami kreować kolejnego męczennika w oczach Zachodu i bohatera dla “narodowo zorientowanej” części Ukraińców w kraju.

My zaś jesteśmy skłonni widzieć tu zupełnie inne wyjaśnienie. Biorąc pod uwagę skłonność do współpracy”Lemiesza” w trakcie poprzednich przesłuchań (w dokumentach skonstatowano: “W czasie dochodzenia jest spokojny, zeznania składa bez szczególnego zapierania się”); dobrowolne wydanie zakopanych w bidonach po mleku podziemnych archiwów Prowydu OUN z adresami, szyframi i kodami korespondencji z zagranicą; napisanie własnoręcznie “uwag” o neutralizacji resztek podziemia; wreszcie, transmitowany na antenie radia apel do Ukraińców w diasporze [49], czekiści nie zdecydowali się przypisać mu winy za terror “esbistowski” na Wołyniu. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że pamiętali jego dziwną i bardzo kontrowersyjną rolę w likwidacji swojego poprzednika [50], obiektywnie przyczyniającą się do pomyślnego zakończenia przez organy bezpieczeństwa USRR długiej operacji poszukiwania Szuchewycza.

Jakkolwiek by tam nie było, zamiast “rozstrzelającego” artykułu kodeksu karnego ograniczyli się ze stosowaniem środków, znajdując “niewinną” wymówkę. Po otrzymaniu informacji, że “Lemiesz” aktywnie kontaktuje się z ruchem dysydenckim, w ramach operacyjnego rozpracowania “Blok” w 1972 roku, po prostu wyrzucili go z Instytutu Historii Akademii Nauk USRR, gdzie on w tym czasie pracował jako starszy pracownik naukowy historiografii i rejestracji źródeł dokumentalnych. Po tym Wasyl Stepanowicz urządził się jako zaopatrzeniowiec w kombinacie “Ukrbytreklama”, gdzie spokojnie przepracował aż do emerytury w 1986 r. [51]

Po odzyskaniu niepodległości Wasyl Kuk aktywnie właczył się do pracy, wydał kilka książek, został członkiem Głównej Buławy Wszechukraińskiego bractwa OUN-UPA i stanął na czele jego wydziału naukowego. Zmarł 9 września 2007 roku, nie dożył czterech miesięcy do swoich 95-tych urodzin.

* * *

I tu jest czas, aby przypomnieć czytelnikom oficjalną statystykę. Zgodnie z zarządzeniem przewodniczącego KGB USRR W.W. Fiedorczuka w 1973 roku 10-ty (archiwalno-rachunkowy) wydział przygotował dla Rady Najwyższej “Informację o liczbie poległych obywateli sowieckich z rąk bandytów OUN w latach 1944 -1953″. W lutym 1990 roku KGB opublikował te dane, i od tego czasu zostały przyjęte jako oficjalne dane: straty strony sowieckiej w konfrontacji zbrojnej z nacjonalistycznym podziemiem na Ukrainie Zachodniej w podanym okresie wyniosły30 676 osób. [52]

Tymczasem sami czekiści wielokrotnie podkreślali, że dane te nie mogą być uznane za ostateczne.
Na przykład, w informacji W.W. Fiedorczuka podano, że największe straty strony sowieckiej wystąpiły w roku 1945 – 3451 osób. Tymczasem w informacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych USRR z 28 maja 1946 roku, przygotowanej przez Ministra Spraw Wewnętrznych USRR T.A. Strokacza dla Centralnego Komitetu Partii Komunistycznej (bolszewików) Ukrainy, podano, że straty strony sowieckiej za rok 1945 wyniosły 1072 osób przy prowadzeniu operacji przeciwko bandyckiemu podziemiu i 7395 osób – w wyniku aktywności terrorystycznej band.

Porównajmy liczby 3451 i 8467 – różnica wynosi ponad 5000 osób! [53]

Dalej. Zgodnie z informacją Fiedorczuka straty w obwodzie Lwowskim i Drohobyckim razem wyniosły w latach 1944-1953 7968 poległych. A według danych z oddziału lwowskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (maj 1946), liczba poległych tylko w obwodzie lwowskim (bez Drohobyckiej, która stał się częścią Lwowskiej później) i tylko za dwa niepełne lata (sierpień 1944 – maj 1946) wyniosły 5088 osób. Wśród nich – 218 przewodniczących rad wsi i ich zastępców, 406 żołnierzy batalionów niszczycielskich, 44 nauczycieli, 3105 rolników (w tym 497 dzieci). [54]

Pomimo to liczba 30 tysięcy została oficjalnie przyjęta, uznana i pojawia się we wszystkich publikacjach naukowych i publicystycznych.

Jak emocjonalnie zauważył przy tej okazji nie żyjący profesor W.Masłowskij, który zginął w 1999 roku w bardzo «dziwnych» okolicznościach w podjeździe swego własnego domu po wydaniu książki “Z kim i przeciwko komu walczyli ukraińscy nacjonaliści w latach Drugiej Wojny Światowej”, “takie nieodpowiedzialne wypowiedzi są bluźniercze i niewybaczalne w stosunku do pamięci dziesiątków tysięcy zabitych, uduszonych, zarżniętych, zamęczonych! O jakich 30 tysiącach ludzi można mówić, kiedy w czasie krótszym niż dwa lata, w połowie obecnego obwodu lwowskiego zostało zamordowanych przez nacjonalistycznych morderców około czterech tysięcy ludzi!” (tutaj Masłowski celowo pominął ponad 1300 ludzi, którzy zaliczeni zostali do kategorii “enkawudzistów” i “bolszewików” - autorzy). A ten straszny rozlew krwi, jak wiadomo, trwał aż do początku lat 50-ych i objął siedem (!) zachodnich obwodów (z wyjątkiem obwodu Zakarpackiego, gdzie takie incydenty i zdarzenia były epizodyczne).

To zupełnie oczywiste, że w liczbie 30 tysięcy nie znalazło się miejsca dla tych, których banderowcy siłą zabierali do lasu i okrutnie mordowali, a także tych, których potajemnie wrzucali do studni lub zakopywali w lesie, jak również tych, których wrzucali z kamieniem u szyi w jeziora i rzeki. W oficjalnych doniesieniach nie wykazani są do tej pory i ci, którzy “zaginęli bez wieści”, wśród nich mieszkańcy odległych chutorów, o których w tych dramatycznych czasach zapomnieli nie tylko sekretarze rad wiejskich (żeby zaewidencjonować zniknięcie osoby), lecz i sam Bóg!”

I szczątki ludzi w dermańskich “krynicach” Zdołbunowskiego rejonu odnalezione w 1957 roku, i ofiary ze studni na podwórzu Kurowskiego w Równieńskim rejonie, odkryte w 1991 r., są wyraźnym tego potwierdzeniem. Oczywiście, w oficjalnych statystykach, ograniczonych do roku 1953, one nie zostały uwzględnione. Dlatego należy szczerze przyznać, że ujawnione w informacji Fiedorczuka dane o poległych nie są zgodne z rzeczywistością, a realnych danych o stratach osobowych na skutek działań ounowskiego podziemia według rejonów, obwodów i w ogóle na Ukrainie jako całości nadal brak.

Prawdą jest, że próby ustalenia rzeczywistej liczby ofiar były już podejmowane. W późnych latach 80-tych – na początku lat 90-tych, na fali masowej rehabilitacji uczestników nacjonalistycznego podziemia, którą aktywnie propagowali dochodzący do władzy w zachodnich regionach “narodowi patrioci” miejscowego pochodzenia i stojący za nimi lobbyści z diaspory, do redakcji zachodnioukraińskich gazet zaczęły napływać liczne listy z propozycją sporządzenia imiennego rejestru wszystkich ofiar banderowskiego terroru i na podstawie uzyskanych danych wydania “Księgi pamięci”. Niektóre gazety zareagowały na tę propozycję, i takie listy zaczęły być sporządzane.

Tak więc w gazecie “Czerwony Sztandar” (“Червоний прапор”), wydawanej przez były obwodowy Równieński komitet Komunistycznej Partii Ukrainy i Równieńską Radę Obwodową, w 32 numerach gazety (od 20 grudnia 1990 roku do 8 czerwca 1991 roku) zostały opublikowane nazwiska ofiar, czas i miejsce ich śmierci. Imienny rejestr zmarłych był prowadzony na podstawie informacji uzyskanych od świadków zabójstwa, krewnych i współmieszkańców (sąsiadów). Jest zrozumiałe, że te spisy były sporządzane spontanicznie, a więc nie mogą pretendować do przymiotnika kompletnych, kompleksowych. Niemniej jednak są one bardzo interesujące, ponieważ pozwalają przedstawić wyraźny obraz masowości terroru i ustalić kategorie osób, przeciwko którym terror był skierowany w pierwszej kolejności. Należy dodać, że za cały okres czasu publikacji nazwisk i imion poległych nie nastąpiło ani jedno oficjalne zaprzeczenie prawdziwości tych danych, dlatego nie ma podstaw, aby kwestionować ich obiektywność.

Ogółem w tej księdze martyrologii znalazły się nazwiska 25 044 ofiar, wśród nich mężczyźni – 13108, kobiety – 6788, osoby w podeszłym wieku (starcy) – 3358, dzieci i młodzież (poniżej 18 lat) – 2962. A przecież Równieński obwód nie jest największym z siedmiu obwodów zachodnich. Najmniej ofiar odnotowano w obwodzie Zakarpackim, ale jeśli liczbę zabitych przez podziemie OUN w każdym z pozostałych obwodów oszacować na podstawie danych z obwodu Równieńskiego, to otrzymamy około 150 tysięcy osób.

* * *


Jarosław Melnyk
Jeśli z “Lemieszem” sytuacja jest zrozumiała, to ze śmiercią prowydnyka OUN “Roberta Melnyka”, którego pamięć każdego roku “czci” na Jaworzynie Oleh Tiahnybok, nie wszystko jest jasne.

Na początek sprecyzujmy, że jego imię to Jarosław, a “Robert” – to nie imię, lecz ounowskie “pseudo”.

Za okres kierowania Prowydem OUN kraju Karpackiego (w latach 1945-1946) na “powierzonym” mu terytorium zostało popełnionych 853 aktów bandytyzmu, w tym 66 aktów sabotażu i 252 ataków terrorystycznych.

W 1945 roku J.Melnyk brał udział w opracowywaniu jednej z taktycznych dyrektyw OUN – “Daźbog”, o której już pisał “2000″. Przypomnijmy, dyrektywa zakładała przejście do wojny prowadzonej z “bunkrów”, działań wojennych prowadzonych w małych grupach i przeniesienie głównego uderzenia z wojskowych i czekistów na ludność cywilną. [55]

Realizując dyrektywę, podwładni “Roberta” w regionie karpackim zabili 84 czekistów, 146 żołnierzy Armii Czerwonej, 122 żołnierzy istriebitelnych batalionów i 132 pracowników organów partyjnych i radzieckich. To znaczy tych, których w rozumieniu ounowców można przypisać do “okupantów”, zabito 484 ludzi. Ale oto tzw. “stalіnowskich popleczników” (w terminologii OUN, a mówiąc normalnym językiem, – zwolenników władzy sowieckiej i zwykłych obywateli) bojownicy “Roberta” zlikwidowali ponad 800 osób.

Dla J.Melnyka, jego żony Antoniny (z d. Korol) i licznej ochrony osobistej na stromym zalesionym zboczu góry Jaworzyna w pobliżu wsi Lipa w rejonie Dolińskim (wtedy Bolechowskim) w obwodzie Iwano-Frankowskim został zbudowany kapitalny bunkier. To było Stałe Stanowisko Ogniowe (SSO). Ono składało się z dwóch przestronnych pokoi, przez które płynął strumień i korytarza wejściowego o długości około 150 m z wyjściem zapasowym. Kiedy bunkier był gotowy, “Robert” potajemnie nakazał zlikwidować wszystkich budowniczych tej “architektury oporu”. Z trzech stron bunkier był niedostępny i dodatkowo zabezpieczony minami o dużej mocy rażenia, a wejście do niego, które jednocześnie było także strzelnicą, zakrywała zamaskowana skrzynia z ziemią, wtopiona umiejętnie w krajobraz. [56]

Niemniej jednak wyeliminować “Roberta” w jego “cudo”-bunkrze czekistom udało się, a do tego przyczyniły się następujące okoliczności.

6 listopada 1946 roku sekretarz obwodowego komitetu Komunistycznej Partii Ukrainy w Stanisławowie, M.W. Słoń wysłał do Kijowa zawiadomienie, w którym informował: “Realizując postawione przez decyzję Biura Politycznego Centralnego Komitetu Partii Komunistycznej (bolszewików) Ukrainy z 4 października 1946 roku zadanie intensyfikacji uderzeń w kierownicze ogniwa OUN-UPA, donosimy Wam o likwidacji krajowego prowydnyka prowydu “Karpaty”, “Roberta” i jego najbliższych współpracowników.


Przeprowadzonej z sukcesem…. operacji likwidacji “Roberta” sprzyjało schwytanie 21 października tego roku…. …rannego bandyty… o pseudonimie “Lyman”, okazało się, że jest to śledczy SB krajowego prowydu “Karpaty”…
Biorąc to pod uwagę, zdecydowano się natychmiast zorganizować operację wojskową, aby wyeliminować “Roberta”… Kierownictwo operacji powierzono naczelnikowi OBB Ukraińskiego Ministerstwa SprawWewnętrznych majorowi Kostenko”. [57]

Tutaj jest odpowiednie miejsce, aby na krótko przerwać relację, a przytoczyć opis tego wydarzenia w interpretacji “narodowo-patriotycznych” autorów. Tak więc, niejaki Mykoła Kohut w swojej książce “szkice artystyczno-dokumentalne” (sic! - autorzy) “Bohaterowie nie umierają” pisze o okolicznościach likwidacji Melnyka w następujący sposób:
“Cztery doby, metr po metrze, przemacywali czekiści górę… A powstańczej kryjówki nie było.
- Jeszcze raz, jeszcze raz… – do ochrypnięcia krzyczał major Kostenko. Sam, zachlapany błotem od stóp do głów, miotał się jak nawiedzony po górze. – Obiecałem towarzyszowi Słoniowi znaleźć bandytów i słowa dotrzymam. Szukać, szukać…


Dopiero pod sam wieczór 31 października 1946 roku kryjówka Roberta została odnaleziona… Robert nakazał przeciągać rozmowy, aby spalić ważne dokumenty… Tej pierwszej listopadowej nocy 1946 roku padli, jak bohaterowie – Jarosław Melnyk-”Robert”, krajowy prowydnyk OUN; Antonіna Korol – Melnyk, drukarka prowydu… i inni uczestnicy podziemia. Wieczna im chwała!”. [58]

Niektórzy “badacze” dodają do i bez tego bohaterskiego obrazu rozdzierające duszę szczegóły, które najwyraźniej miał na myśli Tiahnybok, gdy mówił o “zastrzelonych trzymiesięcznych córeczkach”. Oni precyzują, że w bunkrze zostało zabite tylko jedno dziecko “Roberta”, przy czym okresowo pojawiają się wątpliwości: jedni piszą, że zginął syn, drudzy, tak jak niedawno jeszcze twierdziła ukraińska “Wikipedia” – córka. Mogą uspokoić się jedni i drudzy: “Robertowi” w podziemiu w rzeczywistości urodziły się bliźnięta, ale syn wkrótce zmarł i został pochowany na cmentarzu we wsi Subotow, a córkę rodzice przekazali na wychowanie pani A.Buczko mieszkającej w miejscowości Swoboda Bolechowska. Wiera Melnyk-Tymczyszyn bezpiecznie żyje i cieszy się dobrym zdrowiem do dzisiaj w Kałuszu i od czasu do czasu odwiedza Jaworzynę, gdzie, nawiasem mówiąc, co roku pojawia się i Tiahnybok. [59]

Ale nawet bez tej niemożności dojścia do ładu z dzieci śmierć “Roberta” przedstawiona w ten sposób, na pierwszy rzut oka wygląda całkiem przyzwoicie. W zgodnym chórze z Mykołą Kohutem opowiada o tym bliska eks-prezydentowi Juszczence gazeta “Ukraina młoda”: “Do ostatniego naboju ostrzeliwali się powstańcy, pozostawiając dla siebie tylko po jednej kulі, aby żywymi nie poddać się wrogowi”. [60]

Tymczasem zachowane dokumenty w proch i pył burzą ten “heroiczny” obraz. I aby postawić ostatecznie wszystkie kropki nad “i” w tej brudnej historii, pozwolimy sobie zacytować obszerny fragment z doniesienia sekretarza Stanisławowskiego komitetu obwodowego Komunistycznej Partii Ukrainy, M.W. Słonia.

“Operacja rozpoczęła się 26 października … Dopiero siódmego dniu, o godzinie szesnastej, 31 października w przewidywanym miejscu, na górze Jaworzyna… został odkryty schron, w którym ukrywała się grupa bandytów. Przy zbliżaniu się do schronu dały się słyszeć wystrzały. Na propozycję kierownika operacji majora Kostenko, aby bandyci poddali się, ci odmówili, ale jednak przystąpili do rozmów z wyraźnym celu zyskania na czasie. Chcąc pochwycić “Roberta” i ludzi znajdujących się z nim żywymi, kierownicy operacji całą noc prowadzili negocjacje i wymianę ognia z bandytami zabarykadowanymi w bunkrze.


O świcie w dniu 1 listopada wewnątrz bunkra słychać było wystrzały, a o 6 rano jeden z bandytów znajdujących się w bunkrze powiedział, że zastrzelił wszystkich swoich współtowarzyszy, i że sam chce poddać się żywym… Ten ostatni przedstawił się jako członek ochrony “Roberta” i ujawnił swój pseudonim “Jasny”… Z pomocą bandyty, który się poddał, ze schronu wydobyto 6 trupów, jednak “Roberta” wśród nich nie było. W czasie przesłuchania “Jasny” powiedział, że o godzinie pierwszej w nocy “Robert” zaproponował, aby zamurować jego wraz z żoną i technicznym referentem SB krajowego prowydu, o pseudonimie “Skała” w specjalnym tunelu, który miał odrębne wejście na powierzchnię ziemi…


Przed ukryciem się w tunelu “Robert” wydał polecenie znajdującemu się w schronie komendantowi swojej osobistej ochrony “Lewko”, aby po tym, jak on zostanie zamurowany, spowodować wybuch wcześniej zaminowanego bunkra i podejść do niego, jednocześnie wysadzić w powietrze wszystkich pozostałych pozostających w bunkrze i w ten sposób ukryć wszelkie ślady po nim, “Robercie”. Wydając to polecenie, “Robert” miał nadzieję, że po wybuchu, kiedy wojsko odejdzie, będzie mógł otworzyć wyjście z tunelu i uciec…
Na polecenie towarzysza Kostenko bunkier został wysadzony w powietrze, co pomogło znaleźć wejście do tunelu. Podczas przemieszczania się żołnierzy w tunelu rozległ się wystrzał. Jak się okazało, “Robert” i jego żona byli martwi, a “Skała” zastrzelił się przy zbliżaniu się żołnierzy”. [61]

Pozostaje dodać niewiele: kolejne wykopaliska wykazały, że Melnyk, który chciał przeczekać w zamurowanym tunelu, po eksplozji spowodowanej przez czekistów okazał się na śmierć przysypany ziemią. Homin (“Skała”) próbował odkopać swego “zwierzchnika”, ale upewniwszy się, że to nie ma sensu, a wyjścia ze schronu są zablokowane, popełnił samobójstwo. [62]

Jak widać, bajki o odważnej śmierci kierownika OUN Karpackiego kraju nie mają nic wspólnego z rzeczywistością – męstwem tu nawet nie pachnie. Nie będziemy zajmować się moralizatorstwem, zauważmy tylko, że zawsze uważano za heroizm, jeżeli dowódca, poświęcając siebie, starał się ratować podkomendnych, a nie odwrotnie, za cenę śmierci “towarzyszy walki”, ratował własną skórę.

Jeśli odrzucić słowa-łupinę “badaczy” na samym końcu otrzymamy następujące suche fakty: jeden “neskorenny” (“Lyman”), zaledwie znalazł się w rękach czekistów, aby ratować swoją skórę, wydał miejsce ukrycia swojego dowódcy; drugi, sam dowódca, tak samo “neskorenny” (Jarosław Melnyk – “Robert”), również w celu ratowania własnej skóry, wysłał na śmierć swoich podwładnych (choć, jak szczur, udusił się pod zwałami); no i trzeci “neskorenny”, szeregowy bojownik (“Jasny”), widząc taki “brak zasad moralnych” swojego “zwierzchnika”, aby nie wyjść nafrajera, także zapragnął ratować skórę i poddając się czekistom zdradził im tajemnicę tunelu.

* * *

George Bernard Shaw jest twórcą gorzkiego aforyzmu: “Co powie historia? – Historia, sir, skłamie, jak zawsze”. Życie pokazuje, że dzisiaj ta historia, którą w ciężkim znoju konstruuje “Swoboda”, rzeczywiście jest załgana. Wbijając w głowy podrastającego pokolenia bohaterskie obrazki o Melnyku-”Robercie” i na przykładzie “Roberta” zamierzając wychowywać młodych Ukraińców, ta partia polityczna ze wszystkich sił stara się narzucić i wpoić społeczeństwu lekcje “prawidłowej”, nacjonalistycznej, zweryfikowanej historii, ale sama niczego się nie nauczyła.

O tym właśnie wspomniał przywódca Komunistycznej Partii Ukrainy P.Simonenko w swoim przemówieniu w parlamencie w związku z lwowskimi wydarzeniami 9 maja: “Niestety, ale jestem zmuszony skonstatować, że, historia uczy tylko tyle, że niczego nie uczy. Mam na myśli 33-i rok ubiegłego stulecia, gdy na tle tak zwanej “demokratycznej” euforії, mіędzynarodowy i niemiecki kapitały doprowadziły do władzy Adolfa Hіtlera”. [63]

Życie nie tylko pokazuje, ale także na licznych przykładach na co dzień i jasno przekonuje: odrabianie lekcji z własnej przeszłości jest koniecznością.

Źródło:

44. CGAOOU, F.1, Op. 24, D. 4532, Ł. 3-5.
45. CGAOOU, F.1, Op. 24, D. 4532, Ł. 10-14.
46. CGAOOU, F.1, Op. 24, D. 4532, Ł. 14-17.
47. Wiedeniejew D. Odyseja… – Str. 108.
48. Wiedeniejew D. Odyseja… – Str. 171, 172, Mazurenko, W., Іszczuk O. Wasyl Kuk – Naczelny Dowódca UPA. – Równe: wydawca Oleh Zeń, 2008. – Str. 40.
49. Wiedeniejew D. Odyseja… – Str. 165-167.
50. Rosow O. Polowania na “Wilka… – “2000″, № 42 (530) 22-28 października 2010 r.
51. Wedeniejew D. Odyseja… – Str. 172, 173.
52. OGA SBU, F. 13, D. 372, T. 103, Ł. 9-11.
53. CGAOOU, F. 1, Op. 23, D. 2967, Ł. 25.
54. Archiwum Państwowe Obwodu Lwowskiego (GAŁO), F. P-3, Op.6, D. 283, Ł. 32.
55. Rosow O. Mit o “przebranych enkawudzistach”. – “2000″, № 45 (389), 9 – 15 listopada 2007 r.
56. Budrin Ł. S., Hamazjuk I. W. i inni Wywrotowa działalność ukraińskich burżuazyjnych nacjonalistów przeciwko Związkowi Radzieckiemu i walka z nią organów bezpieczeństwa państwa (do użytku służbowego) – M: Dział Redakcyjno-Wydawniczy Wyższej Szkoły KGB przy Radzie Ministrów ZSRR, 1955. – Str. 118.
57. CGAOOU, F.1, Op. 23, D.2961, Ł. 139,140.
58. Kohut M. Bohaterowie nie umierają. – Drohobycz: Odrodzenie, 2001. – Str. 19, 20.
59. svoboda.org.ua/diyalnist/novyny/002846/
60. umoloda.kiev.ua/regions/72/163/0/10423/
61. CGAOOU, F.1, Op.23, D.2961, Ł.140-143.
62. Budrin Ł. S., Hamazjuk I. W. i inni Wywrotowa działalność nacjonalistów ukraińskich burżuazyjnych nacjonalistów… – Str. 118, 119.
63. Simonenko P. Przemówienie w Werchownej Radzie 11 maja 2011 r.;
kpu.ua/vistup-petra-simonenka-u-verhovnij-radi-ukraїni/

Artykuł ukazał się w wydaniach: «2000», № 38 (574) 23 – 29 września 2011 r. i «2000», № 39 (575) 30 września – 06 października 2011 r.

Oleg Rosow, Władymir Woroncow.
http://szturman.salon24.pl/

http://marucha.wordpress.com/2012/02/23 ... i-czesc-2/


23 Lut 2012 19:33
Profil
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2009 23:23
Posty: 4788
Post Re: Zbrodniczosc OUN-UPA
:roll: Nie chcę się Panu narazić Panie Autpbahn ale ja staję po stronie Narodowców którzy walczą o własną Ojczyznę bez względu na ofiary.
Jeśli ja sam znajdę się na linii strzału człowieka broniącego własnej Ojczyzny to pretensję mogę mieć wyłącznie do samego siebie.
proszę zobaczyć fragment filmu zrealizowanego w oparciu o historię Normana Davisa i ocenić obiektywnie postępowanie Ukraińskich Narodowców.
UPA mordowała głównie Żydów a że wśród nich była ogromna ilość Polskich Żydów uważa się obecnie że mordowano Polaków.
Nie tłumaczę zbrodni bo jestem od tego daleki ale obronę Ojczyzny uważam za obowiązek wszystkich Narodów.
proszę zobaczyć tą część historii i pomyśleć co Pan by zrobił na miejscu Ukraińców których Żydzi głodzili na śmierć.
Zaczyna się na 4.40 a kończy w następnym odcinku.
http://www.youtube.com/watch?v=38NNtNJC ... re=related
http://www.youtube.com/watch?v=49PyEKZD ... re=related

_________________
adm


23 Lut 2012 23:10
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Zbrodniczosc OUN-UPA
Mapy historyczne I i II Rzeczpospolitej
http://gdn.republika.pl/polmap/index.html

Pytanie:
Czego szukali ukrainscy bandyci z OUN-UPA w Polsce ?

POLACY I POLSKOSC NA LITWIE I RUSI
(Spis ludnosci z 1897r z uzupelnieniem podanych informacji - opracowanie z 1916r)
http://pbc.biaman.pl/dlibra/doccontent?id=1973&dirids=1

Pytanie:
Dlaczego ukrainscy bandyci z OUN-UPA mordowali Polakow w Polsce ?

Pytanie ogolne:
Co wspolnego maja Polacy ze zbrodniami popelnionymi przez zydo-bolszewikow na Ukraincach ?



Edward Maciejczyk napisał(a):
:roll: Nie chcę się Panu narazić Panie Autpbahn ale ja staję po stronie Narodowców którzy walczą o własną Ojczyznę bez względu na ofiary.
Jeśli ja sam znajdę się na linii strzału człowieka broniącego własnej Ojczyzny to pretensję mogę mieć wyłącznie do samego siebie.
proszę zobaczyć fragment filmu zrealizowanego w oparciu o historię Normana Davisa i ocenić obiektywnie postępowanie Ukraińskich Narodowców.
UPA mordowała głównie Żydów a że wśród nich była ogromna ilość Polskich Żydów uważa się obecnie że mordowano Polaków.
Nie tłumaczę zbrodni bo jestem od tego daleki ale obronę Ojczyzny uważam za obowiązek wszystkich Narodów.
proszę zobaczyć tą część historii i pomyśleć co Pan by zrobił na miejscu Ukraińców których Żydzi głodzili na śmierć.
Zaczyna się na 4.40 a kończy w następnym odcinku.
http://www.youtube.com/watch?v=38NNtNJC ... re=related
http://www.youtube.com/watch?v=49PyEKZD ... re=related


24 Lut 2012 01:02
Profil
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2009 23:23
Posty: 4788
Post Re: Zbrodniczosc OUN-UPA
Ten Rosyjski filozof mówi że kopie Pan trupa Panie Autobahn.
http://www.youtube.com/watch?v=1PPuRlC9 ... re=related

_________________
adm


25 Lut 2012 03:18
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Zbrodniczosc OUN-UPA
Ten "rosyjski filozof" wyraza jedynie pobozne zyczenie n/t rozpadu Ukrainy, ale nie zauwazyl, ze pod moskiewska latarnia jest najciemniej - patrz ROZPAD ZSRR po 1991r.
Nie zmienia to faktu, ze ukrainscy narodowcy do bandyci i zbrodniarze, ktorzy dopuscili sie zbrodni na polskiej ludnosci cywilnej z zastosowaniem wszelkich metod bestialstwa i zbrodnie te podlegaja sciganiu, tak jak zbrodnie nazistowskie i komunistyczne.


Edward Maciejczyk napisał(a):
Ten Rosyjski filozof mówi że kopie Pan trupa Panie Autobahn.
http://www.youtube.com/watch?v=1PPuRlC9 ... re=related


28 Lut 2012 04:46
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Zbrodniczosc OUN-UPA
Pawłokoma, wieś sołecka, gmina Dynów, parafia Dylągowa.

W 1921 roku wieś miała 209 zagród i 1.145 mieszkańców, w tym: 272 Polaków, 865 Rusinów i 8 Żydów.
W 1931 roku liczba zagród wzrosła do 225, a mieszkańców do 1.253 osób. W 1939 roku liczba mieszkańców uległa zmniejszeniu do 1.189 osób, w tym było: 898 Ukraińców, 273 Polaków i 9 Żydów. Według spisu ze stycznia 1945 roku wieś miała 1.101 mieszkańców, w tym: 735 Ukraińców i 366 Polaków.
Miejscowi Ukraińcy już od 1937 roku znajdowali się pod silnym wpływem OUN, która miała tu swoją komórkę organizacyjną i byli wrogo nastawiani przez nią w stosunku do miejscowej ludności polskiej. Po klęsce wrześniowej 1939 roku przez dwa tygodnie w Pawłokomie stacjonowały wojska niemieckie.
Miejscowy nauczyciel nacjonalista ukraiński Mikołaj Lewicki złożył donos na 12 Polaków, że posiadają broń, że w nocy ostrzeliwali żołnierzy niemieckich. Niemcy aresztowali wtedy pięciu Polaków: Andrzeja Burka, Jana Diaczyńskiego, Władysława Kowala, Jana Nowaka i Walentego Sarnickiego. Pozostałych siedmiu zdążyło się ukryć i uniknęło aresztowania. Aresztowanych skierowano do Rzeszowa do wojskowego sądu wojennego. Groziła im kara śmierci.
Przypadek zrządził, że oficer prowadzący śledztwo był z pochodzenia Austriakiem, który znał osobiście jednego z aresztowanych. Razem służył z nim w wojsku podczas pierwszej wojny światowej. Zarządził dokładne w tej sprawie śledztwo i nie znajdując żadnych dowodów na potwierdzenie donosu kazał zwolnić aresztowanych. Po dwu tygodniach wojsko niemieckie wycofało się z Pawłokomy i wieś znalazła się pod okupacja sowiecką. Od pierwszych dni czynili wszystko by pozbyć się Polaków, szczególnie te polskie rodziny, które zakupiły ziemię z miejscowego majątku ziemskiego. Między innymi znany jest fakt, że kilku Ukraińców zwróciło się do komendanta NKWD z zapytaniem, czy mogą wyrżnąć Lachów? W odpowiedzi usłyszeli kategoryczny zakaz tego i stwierdzenie: “u nas wsie nacje mają równe prawa". Wtedy miejscowy komitet ukraiński sporządził doniesienie do NKWD, że Polacy którzy zakupili ziemię są osadnikami wojskowymi i brali udział w wojnie w 1920 roku, co było wierutnym kłamstwem. Na podstawie tego doniesienia NKWD 10 lutego 1940 roku zesłało na Sybir 7 polskich rodzin - 40 osób:

1. Piotr Banaś z żoną Józefą i pięciorgiem dzieci,

2. Wincenty Banaś z żoną i trójką dzieci,

3. Jakub Chrapek z żoną Anielą i dwójką dzieci,

4. Mikołaj Łach z żoną Karoliną i czwórką dzieci,

5. Wawrzyniec Pyrda z żoną Apolonią i dwójką dzieci,

6. Andrzej Radon z żoną Antoniną i pięciorgiem dzieci,

7. Henryk Wrotniak z żoną Wiktorią i pięciorgiem dzieci.

Z całej grupy zesłanych na Sybir, ocalało tylko 10 osób. Po wybuchu wojny niemiecko - sowieckiej w czerwcu 1941 roku Pawłokoma znalazła się pod okupacją niemiecką. Już pod koniec czerwca 1941 roku we wsi ożywiła się działalność OUN. Terenową władzę administracyjną i policyjną przejęli Ukraińcy i podobnie jak dawniej zaczęli się wysługiwać nowemu okupantowi. Szczególną aktywność przejawiał w tym względzie miejscowy nauczyciel Ukrainiec Lewicki. Złożył on oskarżenie, ze Polacy w Pawłokomie posiadają ukrytą broń. Policja ukraińska aresztowała trzech mężczyzn i dwie kobiety pod zarzutem posiadania broni. Policjanci na miejscu dokonywali przesłuchań przy zastosowaniu różnych tortur, aby wymusić przyznanie się i wskazanie miejsca ukrytej broni. Aresztowanym połamano ręce i nogi, broni nie znaleziono. W tym stanie zabrano aresztowanych – którzy zaginęli bez wieści w lutym 1942 roku.

1-5. NN.

W marcu 1943 roku policja ukraińska złożyła donos do gestapo na czterech mieszkańców wsi. Zostali aresztowani i osadzeni w Oświęcimiu gdzie zginęli:

6. Franciszek Guc,

7. Jan Kosztowski,

8. Andrzej Łach,

9. Anna Szpak - Ukrainka, sympatyzująca z Polakami. W kwietniu 1944 roku zostało aresztowanych przez policję ukraińską z Jawornika Ruskiego pięciu mieszkańców Pawłokomy pod zarzutem posiadania broni i przynależności do AK. Zaginęli bez wieści:

10. Jan Kuś,

11. Maria Ulanowska,

12. Jan Radon,

13. Katarzyna Kucyło,

14. Jan Ulanowski,

Terenowe kierownictwo AK podjęło decyzję o ukaraniu nacjonalistów ukraińskich współpracujących z okupantem niemieckim i podejrzanych o donosy do gestapo. Wydano i wykonano w latach 1943 -1944 wyroki śmierci na: Mikołaju Lewickim, Iwanie Karpie, Iwanie Szpaku i Eugeniuszu Trojanie. W styczniu 1945 roku do wsi wkroczył oddział UPA w sile około 60 ludzi i uprowadził ze wsi 10 mieszkańców Pawłokomy i trzech mieszkańców Dynowa, którzy w tym czasie przebywali w Pawłokomie. Uprowadzonymi byli:

15. Stanisław Banaś,

16. Marek Diablik,

17. Edmund Dzióbczyński,

18. Andrzej Łańczak,

19. Jan Marszałek,

20. Kacper Radon (sołtys),

21. Antoni Trojan,

22. Ignacy Wilk (delegat do Gminnej Rady Narodowej),

23. Katarzyna Kosztowska, 29 lat, Ukrainka sprzyjająca Polakom,

24-25. NN. milicjanci pełniący służbę w Dynowie,

26. NN. kobieta, ok. 45 lat (przebywała w tym czasie u Antoniego Trojana). z Dynowa:

27. Jan Gąsecki,

28-29. Gierul... dwaj bracia.

Następnego dnia rodziny uprowadzonych, terenowe kierownictwo samoobrony i dawni żołnierze AK z Pawłokomy i Dynowa wystosowały apel z wezwaniem do kierownictwa UPA, aby zwolniły uprowadzonych, lub wskazały miejsce pochówku. Dano termin wykonania i jednocześnie zagrożono odwetem w przypadku nie spełnienia tego apelu. Apel przekazano miejscowemu księdzu grekokatolickiemu w Pawłokomie oraz wykonano informacyjne ulotki. Na apel Ukraińcy nie dali żadnej odpowiedzi. W związku z tym strona polska podjęła działania mające wymusić wskazanie miejsca pochówku uprowadzonych Polaków. W nocy z 1 na 2 marca 1945 roku w rejonie plebanii w Dylągowej dokonano koncentracji oddziału poakowskiego “Wacława" przybyłego spod Lwowa oraz członków polskiej samoobrony z Dynowa, Bartkówki i innych miejscowości. 3 marca 1945 roku wczesnym rankiem oddział “Wacława" wsparty przez liczną grupę mężczyzn - Polaków z okolicznych samoobron (w tym było wielu Polaków, którym bandy UPA spaliły lub ograbiły gospodarstwa i wymordowały kogoś z ich rodzin). Otoczyły wszystkie domostwa ukraińskie, mieszkańcom nakazały zgromadzić się w cerkwi. Oddzielono wszystkich mężczyzn w wieku od 17 do 75 lat. Natomiast wszystkie kobiety z dziećmi pod eskortą wyprowadzono ze wsi w kierunku Piątkowej, tam zwolniono i kazano im iść na Ukrainę. Zatrzymanych mężczyzn poddano przesłuchaniu, które sprawadzało się do dwu pytań: “Kto uprowadził Polaków- mieszkańców Pawłokomy? gdzie są zakopane ich zwłoki?" Wszyscy odpowiadali, że nie wiedzą i że nie mieli z tym nic wspólnego. Odpowiedzi te budziły wątpliwości. Nawet gdyby w uprowadzeniu i zamordowaniu nie brali udziału Ukraińcy z Pawłokomy, to bez pomocy miejscowych Ukraińców nie byliby w stanie dokonać tak szybkiego i sprawnego uprowadzenia. Brak pozytywnej odpowiedzi na zadane pytania spowodowało, że dowództwo akcji odwetowej podjęło decyzję rozstrzelania wszystkich zatrzymanych mężczyzn - Ukraińców. Wydzielona grupa wyprowadziła ich na cmentarz, gdzie wykopano dwa doły i nad nimi rozstrzelano od 120 do 150 Ukraińców i tam ich zasypano ziemią i obie te mogiły istnieją po dziś dzień. Liczba rozstrzelanych Ukraińców budzi kontrowersje i emocje. Ukraińcy podają liczbę 365 osób i że wśród nich były również kobiety i dzieci. Wykorzystują tu podaną w meldunku poakowskim liczbę około 300 rozstrzelanych banderowców do tego dodali liczbę 65, aby to brzmiało bardziej wiarygodnie. Sprawa tu jest bardzo prosta do wyjaśnienia. Wystarczyło tylko dokonać ekshumacji z dwu zbiorowych mogił, aby ustalić rzeczywistą liczbę ofiar. Nikt tego jednak nie dokonał, ani ówczesne władze polskie, ani też Ukraińcy nie domagali się tego. Wypędzone ukraińskie kobiety z dziećmi udały się ze skargą do sowieckiego komendanta wojennego w Sanoku. Ten wysłał oddział NKWD, który dokonał w połowie kwietnia 1945 roku w Dynowie i jego rejonie aresztowania 282 Polaków podejrzanych o udział w akcji odwetowej w Pawłokomie. Po przesłuchaniu zwolniono 200 Polaków, a 82 skazano na więzienia i łagry i zesłano w głąb ZSRR. Władze Polski Ludowej również dokonały aresztowań kilkunastu Polaków podejrzanych o udział w akcji odwetowej w Pawłokomie. Część z nich skazały na więzienia do 6 lat. 7 lipca 1945 roku została zamordowana przez miejscowych “Striłciw" z SKW “Smicha" i “Jastruba" Polka powracająca z przymusowych robót z Niemiec.

30. Karolina Kaszycka.

W nocy z 4 na 5 października 1945 roku bojówki UPA dokonały napadu na Pawłokomę. Spaliły większość budynków polskich i poukraińskich oraz zamordowały 5 napotkanych Polaków:

31-35. NN.

W dniu 12 lutego 1946 roku w nocy banda UPA uprowadziła z Pawłokomy 13 osób. Z grupy tej zwolniła z nieustalonych przyczyn czteroosobową rodzinę Fedzugów, a jednej osobie Emilowi Michalikowi udało się uciec i dzięki temu ocalał. Pozostałych 8 osób zostało zamordowanych w rejonie Woli Wołodzkiej. Byli to:

36. Jan Marszałek, 37 lat

37. Józef Pantol, 25 lat

38. Władysław Ulanowski, 24 lata

39. Andrzej Żańczak, 45 lat

40-43. NN.

W marcu 1946 roku zostało zamordowanych trzech mieszkańców Pawłokomy, którzy wybrali się po ziemniaki do swoich gospodarstw (mieszkali czasowo po zachodniej stronie Sanu).

44-46. NN.

W dniu 23 października 1946 roku podczas napadu bojówki UPA został zastrzelony w czasie ucieczki:

47. Ludwik Potoczny,

48. Józefa Łach, 12 lat

49. Zbigniew Biela około 11 lat - utopili się w Sanie podczas ucieczki.

Po 1947 roku po operacji “Wisła" Polacy odbudowali się i teraz wieś jest zamieszkała wyłącznie przez Polaków. Ukraińcy z Pawłokomy zostali przesiedleni na Ziemie Odzyskane w 1947 roku. Część z nich wyjechała do Kanady, głównie mężczyzn banderowców, których w dniu akcji odwetowej nie było w Pawłokomie. Ukraińcy próbują wykorzystać skutki akcji odwetowej Polaków w Pawłokomie, wyolbrzymiając poniesione straty, a całkowicie zapominając o przyczynach tej akcji odwetowej.

Zdzisław Konieczny - BYŁ TAKI CZAS. U źródeł akcji odwetowej w Pawłokomie. (Wybrane fragmenty)

LUDNOŚĆ

Wieś Pawłokoma zamieszkiwało w 1938 roku 273 rzymskokatolików i 898 grekokatolików. Ogółem wioska miała w tym czasie 1.171 mieszkańców. W małżeństwach mieszanych zgodnie z Konkordią, dzieci były chrzczone w kościele lub cerkwi. Zgodnie z zasadą - córki według obrządku matki, a synowie ojca. Nazwiska mieszkańców Pawłokomy o brzmieniu polskim czy też ukraińskim nie świadczą o przynależności narodowej. O przynależności do danej narodowości decydowali rodzice. W latach okupacji sowieckiej i niemieckiej ludność Pawłokomy uległa zmniejszeniu w wyniku wywózki na “Sybir" i na przymusowe roboty do Niemiec. Spis ludności wioski dokonany w styczniu 1945 roku podaje, że wieś zamieszkiwało 1.101 mieszkańców, w tym 735 Ukraińców i 366 Polaków. Pawłokoma była siedzibą parafii grekokatolickiej, do której należały wioski Bartkówka i Sielnica. Przy czym w obu tych wsiach grekokatolicy stanowili znikomy procent mieszkańców. Polacy w Pawłokomie należeli do parafii rzymsko -katolickiej w Dylągowej.

POCZĄTKI KONFLIKTU

Wieś posiadała cerkiew murowaną, wybudowaną w 1909 roku, dom ludowy - ukraiński, sklep ukraiński, czytelnię “Proświty", budynek szkolny, ukraińską wytwórnię dachówek. Przed wybuchem drugiej wojny światowej prowadzono w nim naukę po polsku i po ukraińsku. Początek konfliktu między Polakami, a Ukraińcami w Pawłokomie spowodowała parcelacja folwarku przez jego właściciela A. Skrzyńskiego dokonana po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Z parcelacji skorzystali głównie Polacy zamieszkali w Pawłokomie, Dylągowej oraz innych wioskach, a tylko nieliczni Ukraińcy z Pawłokomy co spowodowało zawiść ukraińskich mieszkańców wsi. Dodatkową przyczyną antagonizującą mieszkańców wsi był udział Ukraińców z Pawłokomy w wojnie polsko -ukraińskiej 1918 - 1919 roku oraz działalność UWO (Ukraińskiej Organizacji Wojskowej), a także wiadomości docierające za pośrednictwem uczniów ukraińskiego gimnazjum państwowego w Przemyślu i księży grekokatolickich pracujących w Pawłokomie o “walce" przeciwko państwu polskiemu prowadzonej przez nacjonalistów ukraińskich. Z Pawłokomy pochodził też znany działacz ukraińskiej spółdzielczości Andrij Mudryk, którego rodzina mieszkała we wsi. We wsi działali Ukraińcy, sympatyzujący lub należący do OUN. W latach II Rzeczypospolitej nastąpił wzrost świadomości narodowej mieszkańców Pawłokomy zarówno ukraińskiej jak i polskiej. Ci ostatni dzięki poparciu administracji uzyskali możliwość utworzenia własnej świetlicy, przeznaczonej dla miejscowego “Strzelca". Stała się ona centrum polskim, stanowiąc konkurencję dla jedynej dotychczas świetlicy “Proświty". Powstanie świetlicy “Strzelca" doprowadziło do wyraźniejszego podziału narodowościowego i zaostrzenia się konfliktu między Polakami, a Ukraińcami.

DZIAŁALNOŚĆ OUN

W latach II Rzeczypospolitej uchodziła Pawłokoma za wieś stanowiącą najaktywniejsze środowisko nacjonalizmu ukraińskiego w powiecie brzozowskim, które prowadziło wybitnie antypolską działalność. Przed wybuchem drugiej wojny światowej we wsi grupa osób z księdzem grekokatolickim organizowała liczne uroczystości mające charakter narodowo- religijny i antypolski. Do najbardziej znanych działaczy nacjonalistycznych należeli księża grekokatoliccy: Józef Fala, Mirosław Seneta i Wasyl Sawczuk oraz tacy mieszkańcy wsi jak: Jan Dziwik, Karpa, Piotr Potoczny i nauczyciel Mikołaj Lewicki.

NASILENIE DZIAŁAŃ ANTYPOLSKICH

W 1938 roku nastąpiło ożywienie działalności OUN w Pawłokomie. W lutym 1938 roku Starostwo Powiatowe w Brzozowie zawiesiło działalność czytelni “Proświty" w Pawłokomie za zorganizowanie obchodów - akademii dla uczczenia śmierci Wasyla Biłasa i Dymitra Daniłyszyna [1], sławiąc ich jako bohaterów narodowych [2]. Byli oni sprawcami zabójstwa Ukraińca Tadeusza Hołówki, polityka, posła na sejm zwolennika porozumienia polsko - ukraińskiego. Został on zabity 28 sierpnia 1931 roku, a sprawcy zostali schwytani i skazani na śmierć. W marcu 1938 roku na tajnym zebraniu około 40 członków zawieszonej czytelni “Proświty" - ks. Wasyl Sawczuk wzywał do bojkotu Polaków oraz nie pracowania ani też kupowania od nich. W październiku 1938 roku odbyły się w Pawłokomie nielegalne zebrania członków OUN, w których brali udział: ks. M. Seneta, P. Potoczny, Karnas i Naleśnik. Zebrania miały na celu wykorzystanie młodzieży ukraińskiej do wystąpień antypolskich. Co wyraziło się m.in. w śpiewaniu antypolskich piosenek szydzących z Polaków i państwa polskiego oraz wzywanie Polaków do wynoszenia się za San. W ukraińskie Zielone Święta w nocy z 12 na 13 czerwca 1938 roku Ukraińcy z Pawłokomy urządzili religijno narodowe antypolskie manifestacje w postaci ustawienia krzyża z cierniowymi wieńcami z czerwoną szarfą i hasłem “Braciom za wolność Ukrainy" - usypywanie mogił i procesje. Atakowani byli również ci Ukraińcy i te organizacje ukraińskie, które stały na stanowisku współpracy z polską administracją. Tego rodzaju działalność nacjonalistów ukraińskich rozbudzała do nich niechęć Polaków. Działacze OUN głosili, że tylko ona jest jedynym reprezentantem ludności ukraińskiej. Poglądy te wspierał również ksiądz grekokatolicki z Pawłokomy. Wystąpienia nacjonalistów ukraińskich w Pawłokomie, skierowane przeciwko państwu polskiemu jak też polskim mieszkańcom wsi, spowodowały aresztowania terenowych przywódców OUN i ich zwolenników. Aresztowano Jana Dziwika, Piotra Potocznego, Karpę i M. Lewickiego. W wilii M. Lewickiego organizowano spotkania nacjonalistów ukraińskich z emisariuszami ze Lwowa, przechowywano broń nielegalnie wydawane gazety i ulotki. Z tego środowiska wysuwano hasła “Lachiw rizat". Aresztowania udało się uniknąć miejscowemu księdzu grekokatolickiemu, którego na jakiś czas przeniesiono do innej parafii. W Pawłokomie występowało zjawisko identyfikowania się żon - grekokatoliczek z obrządkiem męża, a zatem dochodziło do polonizacji ich dzieci. Narodowcy ukraińscy podjęli akcję przeciwdziałania temu. Starali się różnymi środkami dotrzeć do rodzin mieszanych. W Pawłokomie proponowali polskim mieszkańcom wsi kupowanie towarów w miejscowym sklepie ukraińskim po zaniżonej cenie oraz dawano Polakom różne upominki. Chodziło tu o osłabienie więzi między polskimi mieszkańcami wsi i pozyskanie rzymskokatolików do zmiany wyznania, a w perspektywie zmiany narodowości. Nastąpiło tu zderzenie dwu racji. Narastała wzajemna nieufność i wrogość między polskimi i ukraińskimi mieszkańcami wsi. Nawet spory sąsiedzkie przybierały często charakter narodowościowo - religijny.

PRZED WYBUCHEM WOJNY NIEMIECKO - POLSKIEJ

Nadzieje ukraińskie na powstanie na Rusi Zakarpackiej “Autonomicznej Ukrainy Zakarpackiej" w 1938 roku jako początku budowy, przy pomocy Niemiec hitlerowskich państwa ukraińskiego rozbudziło nastroje antypolskie wśród Ukraińców w Pawłokomie. Rychły jednak upadek Autonomicznej Ukrainy Zakarpackiej, stanowił dla Ukraińców zawód, ale nie pozbawił ich nadzieli na pomoc Niemców w budowie państwa ukraińskiego.

OKUPACJA NIEMIECKA

Klęska wrześniowa 1939 roku Polski rozbudziła ponowne nadzieje ukraińskich nacjonalistów na budowę, przy pomocy Niemiec państwa ukraińskiego, w skład którego weszłyby tereny południowo - wschodniej Polski. Przybycie wojsk niemieckich do Pawłokomy było radośnie witane przez miejscowych Ukraińców. Ukraiński nauczyciel Mikoła Lewicki złożył do wojskowych władz niemieckich donos na Polaków, którzy udzielali pomocy żołnierzom polskim, dając im cywilne ubrania i umożliwili im uniknąć niewoli, za co ci pozostawili im mundury wojskowe, broń i amunicję. Informował również M. Lewicki, że polscy mieszkańcy Pawłokomy ostrzeliwali w nocy żołnierzy niemieckich i podał ich nazwiska. Z dwunastu podanych przez M.Lewickiego nazwisk miejscowych Polaków Niemcy aresztowali tylko pięciu, bo pozostali zdołali się ukryć. Aresztowano wtedy: Andrzeja Burka, Jana Diaczyńskiego, Władysława Kowala, Jana Nowaka i Walentego Samickiego. Aresztowani byli początkowo przetrzymywani w lokalu “Proświty" w Pawłokomie, a następnie wywiezieni do Rzeszowa, gdzie mieli stanąć przed sądem wojskowym. Niemcy dokonali jednak sprawdzenia prawdziwości doniesienia M.Lewickiego i nie znajdując na to dowodów zwolnili aresztowanych. Na taką decyzję miał niewątpliwie wpływ - przypadek, że oficerem prowadzącym śledztwo był Austriak, który znał jednego z aresztowanych ze wspólnej służby w armii austriackiej podczas pierwszej wojny światowej.

OKUPACJA SOWIECKA

W wyniku ustalenia granicy niemiecko - sowieckiej, po dwu tygodniach wojsko niemieckie opuściło Pawłokomę, która znalazła się pod okupacją sowiecką. Wspomniany wyżej nauczyciel Mikołaj Lewicki udał się wraz z wojskiem niemieckim do Dynowa, gdzie współpracował z Niemcami. Nowa władza sowiecka postrzegana była przez Polaków jako okupacyjna, a przez miejscowych Ukraińców nieufnie. Władze sowieckie organizowały różnego rodzaju mitingi z mieszkańcami wsi, na których mówiono o wyzwoleniu Ukraińców spod panowania “pańskiej Polski" i przyłączeniu ich do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, w której będą żyć szczęśliwie i w dobrobycie. NKWD dokonywało też częstych przesłuchań mieszkańców na okoliczność przekraczania granicy na Sanie przez uciekinierów z obu stron. Przygraniczne położenie wsi powodowało dodatkowe ograniczenia dla mieszkańców, a ciągłe przesłuchania mieszkańców wywoływały niepewność jutra. Z Pawłokomy wywieziono 10 lutego 1940 roku w głąb ZSRR 40 Polaków z 7 rodzin. Byli to: Piotr Banaś, żona Karolina i pięcioro dzieci, Wincenty Banaś i troje dzieci, Jakub Chrapek, żona Aniela i troje dzieci, Wawrzyniec Pyrda, żona Apolonia i dwoje dzieci, Mikołaj Łach, żona Karolina i czworo dzieci, Andrzej Radon, żona Antonina i pięcioro dzieci, Henryk Wrotniak, żona Wiktoria i pięcioro dzieci [3] . Przed wywiezieniem wyżej wymienionych rodzin Ukraińcy z Pawłokomy domagali się od sowieckiego Komendanta zezwolenia na wymordowanie wszystkich Polaków z Pawłokomy, na co ten nie wyraził zgody. Wywiezionych Ukraińcy oskarżyli o udział w walce przeciwko Rosji Sowieckiej w 1920 roku. Gdy okazało się, że to nieprawda, komendant NKWD wstrzymał wywózkę pozostałych Polaków z Pawłokomy. Z sąsiedniej wsi Bartkówka położonej nad Sanem wiosną 1940 roku władze sowieckie przesiedliły na Wołyń większość Polaków. W czasie okupacji sowieckiej 1939 - 1941 nacjonaliści ukraińscy podrzucali do gospodarstw polskich w Pawłokomie starą broń, a następnie informowali władze sowieckie. Powodowało to rewizje i aresztowania Polaków u których znajdowano podrzucaną broń.

DRUGA OKUPACJA NIEMIECKA

Wybuch wojny niemiecko - sowieckiej w czerwcu 1941 roku doprowadził do zmiany okupanta w Pawłokomie. Przebywały w niej krótko oddziały niemieckie. Wrócił z Dynowa M.Lewicki, który rozpoczął organizowanie młodzieży ukraińskiej w miejscowej siedzibie “Proświty" w Pawłokomie. Zaczął prowadzić szkolenie wojskowe młodych Ukraińców, a także podburzać ich przeciwko Polakom. Przejawiało się to na początku w wypasaniu bydła i koni na polach Polaków. co wyrządzało znaczne szkody w uprawach. Na tym tle dochodziło do bójek między czyniącymi szkody gospodarzom polskim Ukraińcami, a polskimi gospodarzami i ich synami. Później dochodziło do częstych gróźb pod adresem polskich mieszkańców, że “budemo rizaty Lachiw". Przyjazdy do Pawłokomy emisariuszy OUN, zebrania Ukraińców, podburzające wystąpienia przeciwko Polakom powodowały narastającą wzajemną niechęć między mieszkańcami obu narodowości. Dodatkowymi zjawiskami narastania tej niechęci do Ukraińców ze strony Polaków, było widoczne uprzywilejowanie przez okupanta niemieckiego miejscowych Ukraińców wyrażające się w wydawaniu im odmiennych dowodów osobistych “kennkart", zezwoleń na prowadzenie działalności kulturalnej, oświatowej i sportowej, wprowadzenie języka ukraińskiego do szkoły. Polacy obserwowali też działalność ukraińskich nacjonalistów w Dynowie, w którym Niemcy obsadzili administrację niemiecką. W wyniku działalności nacjonalistów ukraińskich, niektórzy młodzi Ukraińcy wstąpili ochotniczo do dywizji ukraińskiej SS “Galizien". Z Pawłokomy byli to m.in.: Jan Nestorowski, Mikołaj Szaruga i Władysław Szpak. W istniejącej sytuacji dochodziło do wzrostu niechęci do ukraińskich sąsiadów, których obciążano winą za donosy do gestapo i aresztowanie w marcu 1943 roku i osadzenie w Oświęcimiu czterech mieszkańców wsi: Franciszka Guca, Jana Kosztowskiego, Andrzeja Łacha i Anny Szpak - Ukrainki sympatyzującej z Polakami. W latach okupacji niemieckiej Ukraińcy z Pawłokomy obchodzili rocznicę bitwy pod Krutami. Na symboliczną “mogiłę Polski" udawała się wtedy procesja z księdzem grekokatolickim. Pod mogiłą odbywała się uroczystość, której nadano wybitnie antypolski charakter, pomimo że bitwa ta dotyczyła walk Ukraińców z bolszewikami w 1918 roku. Polskie podziemie w odwecie za to ścięło postawiony tam krzyż, który jakiś czas potem postawili Ukraińcy ponownie, ale chęć odwetu narastała również z ich strony. Pod koniec 1943 roku i na początku 1944 roku zaczęli powracać z Wołynia wysiedleni przez sowieckie władze mieszkańcy z sąsiedniej Bartkówki. Powracający opowiadali okropne wieści o dokonywanych tam mordach przez UPA na ludności polskiej. Wieści te wywierały przygnębienie i obawy u polskich mieszkańców wsi, że to samo może się zdarzyć i tutaj, zwłaszcza, że takie pogróżki padały z ust miejscowych nacjonalistów ukraińskich. Współpraca z niemieckim okupantem Ukraińców z Pawłokomy wyrażała się w ich pracy we współpracujących z okupantem organizacjach ukraińskich w Dynowie, a także z posterunkiem policji ukraińskiej w Jaworniku Ruskim stanowiącym placówkę szkolącą młodzież ukraińską dla potrzeb UPA i organizowanych przez OUN we wsi oddziałów samoobrony tzw. SKW (Samoobronne Kuszczowe Widdiły). Działania ukraińskich nacjonalistów na szkodę Polaków i polskiego antyhitlerowskiego podziemia spowodowały wydawanie wyroków śmierci przez sądy podziemnej Polski. Egzekucje dokonywane przez grupy likwidacyjne objęły między innymi aktywnych działaczy nacjonalistycznych z Pawłokomy. Zastrzelono 14.X.1942 roku Mikołaja Lewickiego nauczyciela, w maju 1943 roku Iwana Karpę oraz w 1944 roku Iwana Szpaka i Eugeniusza Trojana. Wyroki te miały być ostrzeżeniem, że współpraca z okupantem i działalność na szkodę narodu polskiego będzie karana z całą surowością. Te wyroki śmierci nie przerwały jednak współpracy nacjonalistów ukraińskich z okupantem niemieckim, ale stała się ona bardziej skryta. Zalążki polskiego ruchu oporu powstały w Pawłokomie prawdopodobnie jeszcze podczas okupacji sowieckiej jesienią 1940 roku. Umocniły się w latach 1943 -1944. Na początku 1944 roku pluton AK w Pawłokomie miał 12 osób. Do AK należeli w różnym czasie następujący mieszkańcy Pawłokomy: Marek Diablik, Józef Kaszycki, Franciszek Kaszycki, Jan Kowal, Józef Kowal, Józef Kocyło, Jan Kuś, Jan Marszałek. Stanisław Mudryk “Kruk", Jan Radon, Antoni Trojan, Ignacy Wilk. Nastroje antyukraińskie polskich mieszkańców wsi wzmogły się w wyniku aresztowania w kwietniu 1944 roku przez policję ukraińską z Jawornika Ruskiego pięciu mieszkańców Pawłokomy pod zarzutem przynależności do AK i posiadanie broni. Aresztowanymi byli: Jan Kuś, Jan Radon, Jan Ulanowski, Maria Ulanowska i Katarzyna Kocyło oraz jeden mieszkaniec z Dylągowej. Próby odbicia aresztowanych dokonał oddział AK dowodzony przez ppor. Aleksandra Grube ps. “Sęp" 25 kwietnia podczas ataku na posterunek w Jaworniku Ruskim, budynek został spalony oraz kilka sąsiednich budynków, zabito jednego i raniono dwu policjantów oraz zabito kilku Ukraińców mieszkańców wsi w tym sołtysa. Aresztowanych jednak nie uwolniono ponieważ na posterunku już ich nie było. Zaginęli bez wieści. Znając metody policjantów ukraińskich z tego posterunku nie ulega wątpliwości, że zostali wcześniej zamordowani. Akcja AK na posterunek ukraiński w Jaworniku Ruskim spowodowała oskarżenie mieszkańców polskiej wsi Dylągowa o dokonanie tego napadu i decyzję pacyfikacyjną wsi przez policję ukraińską wspólnie z Niemcami. Według relacji ówczesnego proboszcza parafii w Dylągowej ks. Franciszka Paściaka przebieg wydarzeń wyglądał następująco: “... 25 kwietnia 1944 roku w południe ... Wieś otoczono, policja ukraińska i cywile z bronią zganiali ludność z pól do domów... Zabili jednego z Górnej Dylągowej, leżał nad stawem plebańskim na dole, drugi był raniony ... Mężczyzn wszystkich gromadzili na Karasiówce -150 ludzi. Policja zabrała szwagra i mojego parobka i pognali ich do Jawornika Ruskiego. Powstał jeden lament na wsi. Byliśmy przekonani, że nikt nie wróci ... Wieczór ... Od Kościalnówki pokazały się światełka. Takie same na górnej wsi nad Karasiówką ... Za chwilę usłyszeliśmy ostre pukanie i głos po niemiecku. Zeszliśmy na dół. Niemcy otoczyli całą wieś i poszukiwali broni ... Drżeliśmy, by jakiejś broni nie znaleziono, a we wsi ludzie mieli broń. Wreszcie major Rosenberg przyszedł na górę. Zwróciłem się do niego: Panie majorze mam wielką prośbę, proszę o łaskę. Tam na posterunku w Jaworniku Ruskim jest ponad 150 mężczyzn, a wśród nich mój szwagier i służący. Ukraińcy rozstrzelają co najmniej połowę z nich. My błagamy i prosimy, niech nas sądzą Niemcy, a nie Ukraińcy. Nie wiem jaką drogą major dał rozkaz, by wszystkich dostawić do Dylągowej. Około południa 26 kwietnia długi wąż furmanek i chłopów zdążał przez wieś ku plebani!. Pilnowała ich policja ukraińska. by nikt nie uciekł. Ci z Jawornika Ruskiego, biedaki wrócili.” Efektem tej akcji było zastrzelenie jednego mieszkańca Dylagowej i jednego uprowadzonego przez Ukraińców, który zaginął bez wieści oraz jednego rannego. Uprowadzonych i przetrzymywanych w Jaworniku mężczyzn policjanci tylko pobili, ale wszyscy powrócili, Ponieważ Niemcy nie znaleźli broni we wsi, a przesłuchania mężczyzn nie potwierdziły ich udziału w ataku na posterunek policji ukraińskiej w Jaworniku, Niemcy zrezygnowali z dokonania pacyfikacji wsi Dylagowej. Próby odwetu podjęte przez nacjonalistów ukraińskich za atak na posterunek w Jaworniku Ruskim nie powiodły się, ale wzmogła się jeszcze bardziej nienawiść do nacjonalistów ukraińskich w okolicznych wsiach ludności polskiej.

c.d. ponizej


28 Lut 2012 20:52
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Zbrodniczosc OUN-UPA
c.d. Pawlokoma...

PO WYZWOLENIU

Wyzwolenie przez armię sowiecką poprzedzone było akcją “Burza" przeprowadzoną przez AK stanowiącą na terenie powiatu brzozowskiego liczącą się siłę. Uznawanie przez AK Rządu Londyńskiego za prawowity i odmowa uznania Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN), doprowadziło do prześladowań żołnierzy AK przez sowieckie służby bezpieczeństwa popierające PKWN i jego terenowe reprezentacje. Oddziały sowieckie dokonywały aresztowań i wywoziły członków AK w nieznanym kierunku. Wrogi stosunek Polaków do Ukraińców narastał też stąd, że stosunki Ukraińców z komendantami sowieckimi dobrze się układały i oni też często byli informatorami o Polakach oraz ich przynależności do AK. Często też były rozbrajane posterunki Milicji Obywatelskiej składające się z byłych żołnierzy AK. Po wkroczeniu wojsk sowieckich na wschód od Sanu traktowali te tereny jako swoje. Powodowało to powoływanie Ukraińców do Armii Sowieckiej. Część z nich uciekała i zasilała bandy UPA, a część pozostawała obawiając się represji wobec swoich rodzin. W Pawłokomie stacjonowała ich jednostka wojskowa szkoląca służby łączności. Stosunek miejscowych Ukraińców do niej był z pozoru przyjazny, gdyż chroniła ich ona przed atakami odwetowymi ze strony Polaków, pamiętających wyrządzone krzywdy przez ich ukraińskich sąsiadów współpracujących z Niemcami. Powstające nowe władze podległe PKWN w Dynowie wymagały delegowania przedstawicieli z poszczególnych wsi. W wyniku wyborów we wsi Pawłokomy delegowano Polaka - Ignacego Wilka (członka AK). Równocześnie usunięto Ukraińca sołtysa Michała Fedaka i wybrano na jego miejsce Polaka Kaspra Radonia. W powiecie brzozowskim istniała struktura OUN i jej zbrojne przybudówki, jak: UPA, Służba Bezpieki (SB), i SKW. Dokonywały one nadal akcji likwidacyjnych na patriotach polskich. Mordy dokonywano przed wkroczeniem wojsk sowieckich i po ich wkroczeniu. W 1944 roku z rąk UPA zginęli Polacy w Porębach i Siedliskach. W 1945 roku zginęli polscy księża w Tarnawce i Borownicy w sąsiednim powiecie. Ginęli Polacy w Borownicy, Jaworniku Ruskim, Birczy, Dylągowej i Końskiem. Wiadomości te docierały do Pawłokomy budząc obawy, a także zmuszając do podjęcia próby zabezpieczenia się przed napadami. Pewną gwarancję dawały-polskim mieszkańcom oddziały AK przybyłe po akcji Burza w drugiej połowie 1944 roku z terenów wschodnich. Stacjonowały w tym rejonie: oddział Kotwickiego ps ”Ślepy" liczący około 80 ludzi, w rejonie Borownicy, Józefa Bissa ps. “Wacław" mający około 100 ludzi, w rejonie wsi Dylągowa, Sielnica i Dynów, Ryszarda Kraski ps. “Pirat" mający około 70 ludzi, w rejonie Birczy, Huty Brzuskiej i Jasienicy, Franciszka Dorosza ps. “Dąb" (BCh) mający 150 ludzi, w rejonie Drohobyczki, Krzywczy, Nienadowej, Dubiecka, Onufrego Kuźniera ps. “Popiel" - około 60 ludzi, w rejonie powiatów Brzozów - Łańcut i Rzeszów, Aleksandra Łaby ps. “Groźny", w południowej części powiatu przemyskiego. Posterunek milicji w Dynowie był jednak słaby, nieliczny i słabo uzbrojony i zaledwie mógł zapewnić bezpieczeństwo tylko ludności tego miasteczka. Oddziały partyzanckie AK chociaż miały poparcie mieszkańców w których stacjonowali, to jednak nie potrafiły skutecznie zapobiec mordom dokonywanym przez UPA na ludności polskiej w mieszanych narodowościowo wsiach. Polacy z Pawłokomy wiedzieli o istnieniu nacjonalistów ukraińskich w wiosce, ale nie bardzo orientowali się którzy z nich należą do SB, UPA czy SKW. W Pawłokomie istniała struktura konspiracyjna OUN mająca na swym koncie mordy Polaków. Działająca we wsi bojówka SB - OUN w opublikowanym raporcie przyznała się, że w 1945 roku zamordowała dwie Polki powracające z robót w Niemczech. Według posiadanych danych można stwierdzić, że do UPA w Pawłokomie m.in. należeli: Stefan Aftanas, Bohdan Fedak, Emilian Fedak, Jan Fedak, Józef Kosztowski, Sławko Mudryk, Piotr Mudryk, Piotr Poticznij, Wołodymir Poticznij, Stanisław Potoczny, Wołodimir Romanik, Władysław Romanik, Sławomir Rudawski, Wołodimir Trajan, Andrzej Rudawski ps. “Jeźjet", Iwan Wydra ps. “Ferhom" i wielu innych. Część z nich zginęła w walkach, niektórzy przedostali się na zachód do Kanady, USA, Anglii i Niemiec, inni byli aresztowani, skazani na karę śmierci lub więzienia, a innym udało się pod zmienionymi nazwiskami na polskich papierach ukryć w Polsce i ustabilizować swoje dalsze życie.

BEZPOŚREDNIE PRZYCZYNY ODWETU

Po opuszczeniu Pawłokomy przez szkolny oddział sowiecki, stacjonujący tu przez parę miesięcy, przybył do Pawłokomy pod koniec stycznia 1945 roku oddział UPA w sile około 60 ludzi. Uprowadził on ze wsi 13 osób w tym: Stanisława Banasia, Marka Diablika, Edmunda Dziaczyńskiego, Kacpra Radonia (sołtysa), Andrzeja Łańczaka, Antoniego Trojana, Ignacego Wilka (delegata do Gminnej Rady Narodowej w Dynowie) dwu milicjantów pełniących służbę w Dynowie, Katarzynę Kosztowską -Ukrainkę, 20 lat, sprzyjającą Polakom oraz trzech mieszkańców Dynowa, którzy przebywali w tym czasie w Pawłokomie: Jana Gąseckiego i Aleksandra Gerulę oraz jego brata. Oddział ten uprowadził wyżej wymienionych w kierunku Jawornika Ruskiego i ślad po nich zaginął. Rodziny uprowadzonych były przekonane, że zostali zamordowani przez UPA w jawornickim lesie. Domagali się wskazania miejsca pochówku uprowadzonych. W tej sprawie zwrócili się do księży grekokatolickich w Pawłokomie, Włodzimierzu i w Dynowie. Apele do księży grekokatolickich nie przyniosły żadnego efektu. Aresztowanie 11 Ukraińców z Pawłokomy, przesłuchiwanie ich w areszcie w Brzozowie również nic nie dało. W Dynowie i Pawłokomie odbywały się burzliwe zebrania Polaków, na których wspominano wszystkie zbrodnie Ukraińców dokonane na Polakach. Zamieniały się one w burzliwe wiece antyukraińskie. Równocześnie rozsiewano pogłoski jakoby uprowadzenie i zamordowanie Polaków z Pawłokomy i Dynowa było wstępem do większej akcji przeciwko Polakom. Do tych antyukraińskich wystąpień dołączali się polscy uciekinierzy z okolicznych wiosek, które musieli opuścić, gdzie im popalono domy i pomordowano rodziny, krewnych lub sąsiadów. Narastała chęć odwetu podyktowana krzywdami jakie doznali Polacy od Ukraińców w miejscowościach poprzedniego zamieszkania. W wytworzonej atmosferze obawy o dalsze uprowadzenia i mordy Polaków przez UPA, bezskuteczność apeli księdza grekokatolickiego, bezsilność władz, część polskich mieszkańców Pawłokomy opuściła swoje domostwa, zabierając dobytek i chroniąc się w Dynowie i innych polskich wioskach u swych krewnych lub znajomych. Wieś opuścili również niektórzy Ukraińcy chroniąc się we wioskach ukraińskich. W tym splocie wydarzeń i nastrojów oraz olbrzymiego ładunku narastającej wzajemnej nienawiści doszło do akcji odwetowej. Motorem tej akcji byli poszkodowani Polacy z Pawłokomy, Dynowa, Dylągowej, Bartkówki, Sielnicy i innych wiosek dotkniętych zbrodniami, grabieżami i spaleniami przez UPA. Z pomocą w zorganizowaniu tej akcji przyszedł oddział AK por. “Wacława" stacjonujący w Dylągowej. Według ks. Piętowskiego w opracowaniu pt. “Stosunki polsko - ukraińskie po wybuchu II wojny światowej 1939 - 1945. Zarys." akcja odwetowa miała następujący przebieg: “... 1 i 2 marca 1945 roku nastąpiła koncentracja oddziału por. “Wacława" oraz mężczyzn z Dynowa, Bartkówki i innych miejscowości w rejonie plebanii w Dylągowej. Wczesnym rankiem Polacy otoczyli Pawłokomę. Wszystkim Ukraińcom kazali się zgromadzić w cerkwi ... Następnie wypuszczono z cerkwi wszystkie kobiety z dziećmi i nakazano im iść za Zbrucz... Mężczyzn poddano przesłuchaniu zadając dwa pytania: Kto uprowadził Polaków? i gdzie są pochowani? Ponieważ nikt nie odpowiedział na pytania, odprowadzono ich grupami na pobliski cmentarz i tam rozstrzelano ...". Według źródeł ukraińskich miało tam zginąć 365 osób, w tym również kobiety i dzieci, według źródeł polskich zostało zabitych od 120 do 150 i tylko mężczyzn. Biorąc pod uwagę liczbę Ukraińców według spisu ze stycznia 1945 roku zamieszkujących Pawłokomę - 735 Ukraińców, oraz to, że kobiety i dzieci stanowiły około dwu - trzecich stanu, wersja ukraińska jest wyraźnie zawyżona. Potwierdzają to również relacje świadków -Polaków mieszkańców Pawłokomy, że zostali zastrzeleni tylko nacjonaliści ukraińscy wrogo nastawieni do Polaków, członkowie UPA, SKW i OUN. Akcja odwetowa nie oznaczała też opuszczenia wsi przez wszystkich, pozostałych przy życiu, ukraińskich mieszkańców, gdyż w czasie operacji “Wisła" w 1947 roku, przesiedlono na ziemie zachodnie Polski pięć rodzin (13 osób) z Pawłokomy. To, że mogli oni pozostać po pacyfikacji wsi i mieszkać z jej polskimi mieszkańcami, posiada swoistą wymowę. Podobnie, jak ukrywanie przez polskich gospodarzy trzech byłych członków UPA, pochodzących z Pawłokomy już po operacji “Wisła". Po akcji odwetowej ukraińskie kobiety z dziećmi udały się ze skargą do wojennego komendanta w Sanoku. Ten w drugiej połowie marca 1945 roku wysłał oddział NKWD, który dokonał aresztowania 282 Polaków z Dynowa i innych okolicznych polskich wsi. Po krótkiej rozprawie 200 zwolniono, a 82 osadzono w więzieniach i łagrach w głębi ZSRR. W nieco późniejszym czasie również władze polskie aresztowały kilku Polaków i skazały ich za udział w akcji odwetowej na 5 i 6 lat więzienia. Po akcji odwetowej na Pawłokomę, większość polskich mieszkańców wsi przebywała poza nią, w Dynowie, Bartkówce i innych polskich wioskach w obawie przed napadem UPA. Przyjeżdżali jednak do Pawłokomy uprawiać pole i doglądać swoich gospodarstw. Coraz więcej gospodarzy pozostawało na kilka lub kilkanaście dni, a także na stałe. Mordy dokonywane przez UPA nadal trwały. Były ofiary w Uluczu i Jabłonicy Polskiej, a 20 kwietnia 1945 roku w sąsiednim powiecie przemyskim w Borownicy UPA zamordowała 60 osób, w tym kobiety i dzieci oraz spaliła polską wieś. Wznowiona ludobójcza działalność UPA w 1945 roku spowodowała ucieczkę większości polskich mieszkańców ze wschodniej strony Sanu na zachodnią stronę. W nocy z 4 na 5 października 1945 roku sotnie UPA dokonały zmasowanego napadu na wsie Bartkówka, Pawłokomę, Dylągowę i Sielnicę. Większość budynków została spalona. Zamordowano w Pawłokomie 5 osób, a w pozostałych wsiach po 2 do 3 osób. W dniu 12 lutego 1946 roku zostało z Pawłokomy uprowadzonych przez UPA 13 osób. Tylko Emilowi Michalikowi udało się zbiec, pozostałych zamordowano. Emil Michalik zeznał: “... że powiązano ich sznurami i popędzono razem przez las Dylągowski do przysiółka Huty w sołectwie Poręby, po drodze ich kopano butami i bito kolbami karabinów. Po przybyciu do przysiółka Huty czteroosobowa rodzina Fedzugów została zwolniona. Pozostałych 9 osób mężczyzn popędzono dalej, aż do Wołodzi i tam związanych trzymano pod strażą przez cały dzień. Wieczorem odprowadzono do Woli Wołodzkiej, gdzie dokonano przesłuchań z zastosowaniem różnych tortur, jak np. nożami kaleczono ciało i posypywano solą. Po przesłuchaniu wszystkich półżywych wyprowadzono na pole i tam zamordowano. Tak zginęło 8 mężczyzn. Wśród nich byli m.in.: Jan Marszałek 37 lat, Józef Pantol 25 lat, Władysław Ulanowski 24 lata, Andrzej Żańczak 45 lat, pozostałych czterech nazwisk nie ustalono. Emil Michalik był przesłuchiwany jako ostatni, a gdy powiedział, że jego ojciec był Ukraińcem, zwolniono go mówiąc, by cały czas pozostawał w domu, ponieważ gdy nadejdzie odpowiedni czas to powołają go do służby w UPA. Wymieniony po przesłuchaniu zbiegł rano i schronił się na Przedmieściu Dynowskim. W dniu 23 października 1946 roku podczas napadu bojówki UPA na mieszkańców Pawłokomy został zastrzelony w czasie ucieczki Ludwik Potoczny 30 lat, a uciekające przed upowcami dzieci: Józefa Łach 12 lat i Zbigniew Bielą utopiły się w Sanie. Całkowity spokój dla mieszkańców Pawłokomy powrócił dopiero po operacji “Wisła" to jest po wysiedleniu z tych terenów pozostałych tu rodzin ukraińskich, w tym również pięciu rodzin ukraińskich (13 osób) z samej Pawłokomy. Większość polskich mieszkańców Pawłokomy wróciła i odbudowała swoje gospodarstwa po zakończeniu operacji “Wisła". Wieś stopniowo wracała do normalnego życia, ale ślady minionych lat wywarły wpływ na psychikę mieszkańców pamiętających minione lata i tych co się urodzili już w czasach spokoju.

ZAKOŃCZENIE

Od tragicznych wydarzeń 1945 roku minęło ponad pół wieku. Dziś Pawłokoma jest wsią czysto polską. Nie ma cerkwi, nie ma “Proświty" i dawnej szkoły. We wsi żyją już tylko nieliczni mieszkańcy pamiętający tamte burzliwe dzieje wsi i panujące w niej konflikty, wrogość zamieszkujących tu narodowości, palące się wiejskie gospodarstwa, strzały i krzyki ginących oraz płacz matek, żon, czy dzieci za swymi bliskimi. Wioska dzisiejsza podobnie jak dawniej, ma rozrzucone na większym obszarze gospodarstwa. Przepiękny nowy kościół, nowa o współczesnej architekturze szkoła, dwa sklepy, dwa cmentarze: rzymskokatolicki i grekokatolicki. Na tym ostatnim widnieją nagrobki kilku starych grobów i dwa nowe, symboliczne upamiętniające dwie rodziny ukraińskie, postawione bez zgody Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, przez Związek Ukraińców w Polsce. Obecnie toczy się spór o umieszczone na tablicach napisy. Sprawa ta wywołuje wspomnienia i jątrzy. Na środku cmentarza widnieją trzy żelazne krzyże, poświęcone zastrzelonym w czasie akcji odwetowej ukraińskim nacjonalistom - upowcom i ounowcom - mieszkańcom wsi. W rozmowach z dzisiejszymi mieszkańcami wsi występuje dystans patrzenia na czasy, gdy ukraiński nacjonalizm i jego głosiciele potrafili doprowadzić do takiej nienawiści, która spowodowała przelanie krwi wielu jej mieszkańców Polaków i Ukraińców. Dawne to dzieje, ale gdy przed kilku laty Ukraińcy zwrócili się o pozwolenie na ogrodzenie cmentarza, postawienie krzyży - mieszkańcy wyrazili zgodę. Nie wyrazili natomiast zgody na budowę pomnika, poświęconego zastrzelonym podczas akcji odwetowej ukraińskim nacjonalistom - współmieszkańcom wsi. Nie postawili też dzisiejsi mieszkańcy Pawłokomy pomnika pamięci swym rodakom wywiezionym na Sybir z inicjatywy ukraińskich współmieszkańców wsi oraz zamordowanym przez policję ukraińską w czasie okupacji niemieckiej, tym co zginęli w obozach koncentracyjnych i tym których zamordowała UPA. Opowiadano też, że gdy w rozmowach toczonych w sprawie ukraińskiego upamiętnienia zwrócono się do byłego członka UPA zamieszkującego w Polsce po wyjściu z więzienia, aby wskazał gdzie są pochowani pomordowani przez UPA mieszkańcy wsi uprowadzeni w lutym 1945 roku, odpowiedział im: “ Jeżeli bym wskazał, to miejsce, to znaczy, że przyznałbym, że zrobiliśmy to my". W czasie zorganizowanej przez Ukraińców panachydy na cmentarzu, gdzie spoczywają zastrzeleni podczas akcji odwetowej Ukraińcy mieszkańcy wsi, policja III Rzeczypospolitej pilnowała z psami, aby nikt z polskich mieszkańców wsi nie naruszył spokojnego przebiegu tej uroczystości. Polacy mieszkańcy wsi patrzyli i dumali nad kolejami losu. Myśleli wtedy, gdzie w niepoświęconej ziemi spoczywają ich rodacy zamordowani przez UPA. Dziś życie we wsi biegnie normalnym rytmem. Tylko czasem starsi mieszkańcy wsi pochylają w zadumie głowy.. Był taki czas. Przy wieczornych świątecznych rozmowach młodzi ludzie słuchają opowieści o tamtych krwawych latach. O pracy, cierpieniach i walce, o trwaniu na polskiej ziemi, o doznanych krzywdach od innych i wyrządzonych również im. Czytając liczne artykuły na temat akcji odwetowej, zamieszczonych w prasie, a także jej reperkusje do dziś, musi budzić zdziwienie fakt, że brak w nich oceny przyczyn i tła ówczesnych wydarzeń. Artykuły te nie budzą żadnych refleksji u dzisiejszych mieszkańców wsi, ale odwrotnie wywołują sprzeciw i oburzenie, że krzywdy doznane przez nich od ukraińskich współmieszkańców w przeszłości są całkowicie pomijane. “BYŁ TAKI CZAS" te słowa wypowiadali relacjonujący tamte wydarzenia mieszkańcy Pawłokomy. Był taki czas, lecz był to czas okrutny dla dwu mieszkających obok siebie narodów. Odpowiedzialnymi za to są nacjonaliści ukraińscy spod znaku OUN - UPA. Tego czasu nie można ani wymazać z pamięci, ani z historii, ani z ludzkich sumień. Lecz niech to będzie przestrogą dla obecnych i przyszłych pokoleń.

[1] Byli oni sprawcami zabójstwa Ukraińca Tadeusza Hołówki, polityka, posła na sejm zwolennika porozumienia polsko-ukraińskiego. Został on zabity 28 sierpnia 1931 roku, a sprawcy zostali schwytani i skazani na śmierć.

[2] Bojówki OUN dokonywały szeregu zamachów na polityków polskich i ukraińskich- l tak 15 czerwca 1934 r. zamordowała w Warszawie ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego, poetę ukraińskiego ks. Izydora Twerdochliba, kuratora szkolnego we Lwowie S. Sobińskiego (19 XI 1926), dyrektora gimnazjum ukraińskiego w Przemysłu Sofrana Matwijasa i innych. Były też nieudane zamachy ukraińskich bojówek nacjonalistycznych na Józefa Piłsudskiego we Lwowie (25 IX 1921), prezydenta Rzeczpospolite] Polskiej Stanisława Wojciechowskiego (5 IX 1924) i innych. Członkowie OUN Wasyl Biłaś i Dmytro Danityszyn dokonali udanego zamachu na Tadeusza Hołówko polityka, posła na Sejm, wiceprezesa klubu Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, naczelnika wydziału wschodniego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie, zwolennika porozumienia polsko-ukraińskiego. Hołówko został zabiły w Truskawcu 28 sierpnia 1931 r. Sprawcy zbrodni zostali schwytani i skazani na karę śmierci. Wyrok wykonano.

[3] Wspólna relacja mieszkańców Pawtokomy: Jana Banasia, Józefa Radonia, Karola Pyrdy, Józefa Kulona, Tadeusza Banasia, Kazimierza Wrotniaka, Stanisława Wrotniaka, a także oddzielne Floriana Banasia i J. Kowala. Podali oni, że z Pawłokomy zostały wywiezione przez władze sowieckie następujące rodziny: Pyrda Wawrzyniec i Apolonia i ich dwoje dzieci; Wrotniak Henryk i Wiktoria i ich pięcioro dzieci; Banaś Piotr i Józefa i ich pięcioro dzieci; Banaś Wincenty i jego troje dzieci; Łach Mikołaj i Karolina i ich czworo dzieci; Radon Andrzej i Antonina i ich pięcioro dzieci; Chrapek Jakub i Aniela i ich dwoje dzieci. Wg relacji wspólnej 7 mieszkańców Pawłokomy przed wywiezieniem wymienionych wyżej rodzin Ukraińcy z Pawłokomy domagali się od komendanta radzieckiego zezwolenia na wymordowanie wszystkich Polaków z Pawłokomy, na co ten nie wyraził zgody. Wywiezionych oskarżyli miejscowi Ukraińcy o udział w walce przeciwko Rosji Radzieckiej w 1920 r, gdy okazało się, że jest to nieprawda, komendant NKWD wstrzymał wywózkę pozostałych Polaków 2 Pawłokomy, Kronika parafii w Dylągowie, s. 22, datuje wywózkę na dzień 11 lutego 1940 r.

*****************************************

Byłem świadkiem - Tadeusz Hayduk (marzec 1945)

W Gazecie Wyborczej z 28 lutego -1 marca 1998 r. ukazał się artykuł pt. “CICHAJ DIONIZY" napisany przez redaktora tejże gazety niejakiego Pawła Smoleńskiego narodowości ukraińskiej z rodziny przesiedlonych na Zachód Polski w ramach operacji “Wisła" w 1947 roku. Autor na podstawie relacji tzw. świadków - Ukraińców byłych mieszkańców Pawłokomy przedstawił bardzo jednostronnie wydarzenia, które miały miejsce w akcji odwetowej 3 marca 1945 roku w Pawłokomie. Skupił się wyłącznie na opisie skutków, obciążając winą wyłącznie stronę polską, a całkowicie pominął przyczyny dlaczego doszło do tego odwetu, wybielając winę nacjonalistów ukraińskich i upowców z tejże wsi oraz ich stosunek do Polaków. Obciążył winą za zabicie rzekomo aż 365 Ukraińców przez oddział Armii Krajowej por. “Wacława". Jest to propagandowe kłamstwo.
Żołnierze oddziału por. “Wacława" nie brali bezpośredniego udziału w rozstrzeliwaniu Ukraińców w Pawłokomie. Dokonała tego grupa kilkunastu Polaków z miejscowej Samoobrony z Pawłokomy, Dynowa, Dylągowej i innych miejscowości, głównie tych którym upowcy spalili lub ograbili domostwa oraz zamordowali kogoś z ich rodzin. Byłem żołnierzem Oddziału por. “Wacława" uczestniczyłem w tej akcji i sporo widziałem. Celem naszego oddziału było wsparcie działań miejscowej polskiej samoobrony w akcji rozbrajania i wyłapywania kilkudziesięciu Ukraińców członków SKW i UPA, którzy uczestniczyli w mordach i napadach na Polakach w tym rejonie. Podczas okrążenia wsi osłanialiśmy stronę wschodnią na wypadek gdyby Ukraińcom z Pawłokomy stamtąd przyszła odsiecz UPA, ponadto mieliśmy za zadanie blokować ewentualną ucieczkę upowców ze wsi Pawłokomy. Zresztą było kilka takich pojedynczych prób przerwania się przez pas okrążenia ze strony banderowców. Pamiętam, że jednego uciekającego z bronią na pewno zastrzelono, a drugiego prawdopodobnie oraz kilku złapano z bronią. Byli to dawni policjanci ukraińscy w służbie niemieckiej, a następnie członkowie UPA, wśród nich jeden pochodził ze Lwowa. Ponadto kilkuosobowa grupa z naszego oddziału dokonała rewizji na wieży cerkiewnej, gdzie znaleziono łuski od naboi i metalową taśmę od CKM. Ja osobiście widziałem na cmentarzu świeży wykopany dół, w którym mogło się maksymalnie zmieścić od 60 do 70 trupów dorosłych ludzi. Mój kolega, który przebywał dłużej koło cerkwi i był na cmentarzu widział drugi wykopany dół o podobnych rozmiarach. W obu tych dołach mogło się zmieścić maksymalnie od 120 do 140/150 zwłok ludzkich. I według mnie taka ilość Ukraińców i to mężczyzn została lub mogła być tam pochowana. Liczba 365 ofiar prawdopodobnie wzięła się w publikacjach ukraińskich stąd, że w jednym z meldunków podziemia polskiego podano liczbę zabitych około 300 banderowców. Ukraińcy skwapliwie to podchwycili i dodali do tego liczbę 65, aby brzmiało to bardziej wiarygodnie i stąd ta liczba kursuje w oficjalnych danych strony ukraińskiej. Ze strony polskiej nikt nie próbował oficjalnie podważyć nieścisłości liczby ofiar. Strona ukraińska dotychczas nie przedstawiła wykazu nazwisk ofiar, a mogła to zrobić, ponieważ większość mieszkańców tej wsi ocalała. Nie uczyniła tego ponieważ mogłoby to podważyć wiarygodność jej twierdzeń na temat wydarzeń w Pawłokomie. Strona polska również nie uczyniła nic, aby zaprzeczyć doniesieniom o wygórowanej liczbie zabitych Ukraińców co najmniej o 215 osób. Wystarczyłoby tylko dokonać ekshumacji zwłok, aby ustalić rzeczywistą liczbę ofiar. Poszukiwania za magazynem broni i amunicji nie przyniosły pozytywnego efektu. Takiego magazynu nie znaleziono. Ale przypadkowe podpalenie dwu domów ukraińskich w pobliżu cerkwi pozwala twierdzić, że broń, a szczególnie amunicję i granaty mieli Ukraińcy ukryte nawet w swoich domach. Podczas pożaru tych dwu domów kanonada rozrywających się pocisków karabinowych i granatów wskazuje, że było ich tam sporo.
Drugim propagandowym kłamstwem, szeroko serwowanym w artykule Pawła Smoleńskiego były opisy jak to Polacy wiązali drutem kolczastym ukraińskie ofiary, bili i znęcali się nad nimi nawet w samej cerkwi oraz, że zabito wiele kobiet i dzieci. Przypisywanie podobnych metod postępowania jakie stosowali upowcy wobec polskich ofiar jest próbą uczynienia z polskich ofiar zbrodniarzy, a ze zbrodniarzy - ludobójców ukraińskich i katów ofiary.
Osobiście widziałem dużą grupę może około 300 osób, kobiet, dziewcząt i dzieci w różnym wieku wyprowadzane z cerkwi i pod eskortą skierowane na wschód w kierunku Piątkowej i tam zwolnione. Osiedlili się oni w ukraińskich wioskach.
Podczas operacji “Wisła" w 1947 roku wielu byłych mieszkańców Pawłokomy zostało wysiedlonych razem z innymi Ukraińcami na tereny Ziem Zachodnich i Północnych. Z tego co widziałem podczas akcji w Pawłokomie oraz z perspektywy czasu osobiście nie pochwalam akcji odwetowych tego rodzaju jaka miała miejsce w Pawłokomie. Zawsze każdy odwet rodzi kolejny odwet i tak to miało miejsce w przypadku Pawłokomy.
W nocy z 4 na 5 października banda UPA dokonała napadu na Pawłokomę, spaliła większość polskich budynków i poukraińskich oraz zamordowała 5-ciu napotkanych Polaków.
16 marca 1945 roku 13 dni po akcji odwetowej na Pawłokomę doszło do walki oddziału por. “Wacława" z rzekomym oddziałem UPA. To wydarzenie miało następujący przebieg. 15 marca 1945 roku do Łubna przybył 80 osobowy oddział NKWD z Sanoka, część była w mundurach żołnierzy sowieckich, część w polskich, a część w ubraniach cywilnych. Dokonywał on aresztowań Polaków i przy okazji dokonywał wielu rabunków. W Nozdrzcu rozbroił miejscowy posterunek Milicji Obywatelskiej. W tym czasie niektóre posterunki MO zostały częściowo lub całkowicie obsadzone przez żołnierzy AK, w tym również ze zgrupowania “Warta". 16 marca 1945 roku oddział ten zaatakował Dynów, udając oddział UPA. W Dynowie napotkał na zdecydowany opór miejscowego posterunku MO i Samoobrony. Z pomocą atakowanym rzekomo przez UPA pośpieszył oddział “Wacława". Ostrzelał silnym ogniem napastników usiłujących się przeprawić przez San, zadając znaczne straty. Po ponad godzinnej wymianie ognia rzekomy oddział UPA ujawnił się jako oddział NKWD. Wtedy oddział “Wacława" wycofał się z kilkoma rannymi m.in. ppor. Kazimierzem Kowalem “Kazikiem". Podobnie i obrona w Dynowie przerwała ogień. Jak się później okazało była to prowokacja ze strony oddziału NKWD, który chciał sprawdzić jakimi siłami dysponuje polskie podziemie. Wydarzenia w Pawłokomie NKWD i UB wykorzystało jako pretekst do dokonania licznych aresztowań za udział w akcji odwetowej i zabiciu Ukraińców. Podawane są różne liczby aresztowanych Polaków od 300 do 600 osób. Byli to mieszkańcy Dynowa, Pawłokomy, Dylągowej, Bartkówki i innych wsi. Większość po przesłuchaniu zwolniono, ale około 80 osób skazanych na więzienia i łagry zsyłając w głąb ZSRR.

1998 r. Tadeusz Hayduk.

Byłem świadkiem - Tadeusz Kowal

W oddziale por. “Wacława" służyłem od maja 1944 roku. Por. “Wacława" poznałem jeszcze w 1942 roku, gdy służyłem w “Kedywie". W lipcu 1944 roku jako dowódca drużyny 1-go plutony 1 komp. 26 pp. AK brałem udział w akcji “Burza". W sierpniu 1944 roku przedostaliśmy się za San i szliśmy na pomoc Powstaniu Warszawskiemu. Niestety nasze dojście zostało zablokowane przez milicję, wojsko i oddziały NKWD. Od października 1944 roku do lipca 1945 roku byliśmy w zgrupowaniu “Warta" i działaliśmy na terenie między Rzeszowem, a Przemyślem jako ochrona ludności polskiej przed napadami band UPA. W tym czasie pełniłem funkcję dowódcy II plutonu 26 pp. AK. Na temat wydarzeń w Pawłokomie z dnia 3 marca 1945 roku czytałem kilka artykułów napisanych przez stronę ukraińską. W miarę upływu czasu te opisy są podobne do innych ukraińskich artykułów na temat mordów ludności polskiej na Kresach Południowo -Wschodnich. We wszystkich przeważają oszczerstwa Ukraińców, że to Polacy rozpoczęli i są winni za to co się stało. Wszelkie próby i akty obronne lub odwetowe, są przedstawione wyłącznie jako napady Polaków na Ukraińców. Działanie Polaków są przedstawiane identycznie jak to robiło UPA z ludnością polską. Wyolbrzymiane są straty ukraińskie i stosowana jest metoda czynienia z ofiary kata. Sporadyczne wypadki akcji odwetowych pokazywane są wyłącznie od strony skutków bez podania ich przyczyny, l tak ma się sprawa wydarzeń w Pawłokomie, których byłem naocznym świadkiem. Nie mogę się pogodzić z tym, że całą akcją w Pawłokomie obciąża się najbardziej por. “Wacława" i jego oddział. Taką opinię tworzą historycy ukraińscy i poprawni politycznie historycy polscy. Jeden z historyków ukraińskich rodem z Pawłokomy niejaki Roman Fedyk twierdzi, że rzekomo na podstawie akt sądowych, czytanych przez niego, por. “Wacław" został skazany za znęcanie się nad ludnością ukraińską i zamordowanie 365 osób. Jest to wierutne kłamstwo. Por. “Wacław" był sądzony, ale za próbę rzekomego obalenia władzy ludowej i działania antyradzieckie. Jako świadek i uczestnik tej akcji czuję się w obowiązku przedstawienia prawdy o tym wydarzeniu, to co widziałem i słyszałem bezpośrednio. O udziale naszego oddziału dowiedziałem się 2 marca 1945 roku. Miał on wtedy około 40 dobrze uzbrojonych partyzantów. Naszym zadaniem było wesprzeć miejscowych partyzantów i grupy samoobrony w rozbrajaniu i wyłapywaniu Ukraińców należących do UPA i SKW. Nocą wieś została otoczona, nasz oddział zajmował odcinek wschodniej granicy Pawłokomy. Naszym zadaniem było pilnowanie i zatrzymywanie ewentualnych uciekinierów - banderowców ze wsi. Było kilka prób ucieczki uzbrojonych Ukraińców. Jednego zastrzelono, a kilku zaskoczonych poddało się. Jak stwierdzono podczas ich przesłuchania byli to policjanci ukraińscy w służbie niemieckiej i członkowie UPA, jeden z nich pochodził ze Lwowa. Gdy nastał ranek akcja przebiegała spokojnie, nie było słychać żadnych strzałów. We wsi było bardzo wielu różnych partyzantów z białoczerwonymi opaskami. Ja otrzymałem rozkaz dokonania rewizji na wieży cerkiewnej skąd kilka dni temu ostrzeliwano polską wieś Dylągową. W cerkwi widziałem dużo kobiet i dzieci oraz miejscowego popa. Podszedłem do popa i powiedziałem mu, że mamy rozkaz dokonać rewizji na wieży cerkiewnej. Wówczas pop podszedł i otworzył mi drzwi wejściowe na wieżę. Po dostaniu się na szczyt wieży dokonaliśmy gruntownej rewizji i znaleźliśmy tam metalową pustą taśmę od niemieckiego karabinu maszynowego i kilka łusek od niemieckiego mauzera. Poszukiwanego magazynu broni w cerkwi nie znaleziono. Podczas rozmów z Ukrainkami dowiedziano się, że UPA posiada bunkry gdzieś na wzgórzach niedaleko Pawłokomy. Tam mają się ukrywać upowcy, tam mają magazyny żywności, broni i amunicji. Tę informację potwierdził również zatrzymany w Dylągowej Ukrainiec z dokumentami na nazwisko Teofil Szpak, że takie bunkry są gdzieś na wzgórzach niedaleko Pawłokomy. Ale nie potrafił określić gdzie one są. To co jest mi wiadomo, żołnierze z oddziału por. “Wacława" nie brali bezpośredniego udziału w rozstrzeliwaniu Ukraińców. Rano kiedy przechodziłem koło cerkwi, widziałem w pobliżu świeży wykopany dół o wymiarach maksymalnych od 2,5 m na 3,5 m o głębokości do 1,30 m. W takim dole mogło się maksymalnie pomieścić do około 80 zwłok. Liczba 365 ofiar jaką podają Ukraińcy jest wyssana z palca i jest ona praktycznie niemożliwa. Na taką liczbę zwłok potrzebna by była mogiła o wymiarze 3 do 13 m i o głębokości co najmniej 1,60 m (tj. około 62 m3 objętości). Kto i kiedy mógł taki grób wykopać. Mam za sobą ponad 30 lat w budownictwie i pracach ziemnych. Do wykonania takiego wykopu potrzeba by było 10 robotników i 8 godzin pracy. Według mojej wiedzy mogłoby tam zginąć od 80 do 150 osób tylko mężczyzn. W cerkwi widziałem dużo kobiet i dzieci w różnym wieku, których jak wiem zwolniono i pozwolono im odejść. Niejaki Paweł Smoleński w Gazecie Wyborczej z29.01.1998 roku w swoim artykule pt. Cichaj Dionizy powołując się na “świadków" opisuje w szerokim reportażu niestworzone historie, jak to Polacy męczyli biednych Ukraińców z Pawłokomy, jak bili kobiety i dzieci i ich potem wszystkich rozstrzelali nad dołami. Zwolnili tylko kobiety ciężarne i te co miały dzieci do lat 4. Jest to wierutne kłamstwo. Wszystkie kobiety z dziećmi do lat 16 zwolniono i pozwolono odejść. Świadek A. Poticzna podająca te wersje, świadomie kłamie, podając m.in., że w nocy wykopano duże doły i nad nimi rozstrzelano 365 osób, w tym kobiety i dzieci. Wydarzenia z Pawłokomy najlepiej i w szczegółach zapamiętali Ukraińcy z Kanady. Takie makabryczne sceny jakie oni opisują i zmyślają przerastają wyobraźnię ludzką. Te opowiadania najczęściej powstają daleko od Pawłokomy, aż w ośrodkach nacjonalizmu ukraińskiego w Toronto i Montrealu. Te wszystkie wymysły o biciu ludzi w cerkwi, wiązaniu drutem kolczastym, biciu cepami, wycinaniu nożem krzyży na piersiach, mordowaniu kobiet, dzieci i starców są wierutnym kłamstwem, takim samym jak zabiciu tam aż 365 mieszkańców Pawłokomy. Nacjonaliści ukraińscy chcą odwrócić uwagę od popełnionych okrucieństw i dokonanego ludobójstwa na ludności polskiej. Jest to metoda oczerniania żołnierzy AK, za to, że bronili swoich rodaków i nie pozwolili bezkarnie wymordować wszystkich Polaków. W tym również wyróżniają się niektóre gazety polskie jak Gazeta Wyborcza oraz ukraińskie Nasze Słowo. Wtórują im niektórzy urzędnicy jak np. Jarzębowski, który do niedawna pełnił funkcję podsekretarza Stanu w Urzędzie do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. 16 marca 1945 roku trzynaście dni po wydarzeniach w Pawłokomie przybył z Dynowa do naszego oddziału w Dylągowej goniec z Dynowa z informacją, że od strony Brzozowa do Dynowa zbliża się oddział UPA z zamiarem ataku na Dynów. Kilkadziesiąt minut potem nasz oddział podążył w kierunku przeprawy na Sanie w rejonie Bartkówki. Gdy zbliżaliśmy się do przeprawy i byliśmy od niej oddaleni około 800 m zostaliśmy ostrzelani z broni maszynowej. Wywiązała się wzajemna wymiana ognia. Trwała przez kilka godzin. Przeciwnik poniósł straty, miał 15 zabitych i kilkunastu rannych. Mieliśmy dogodniejsze pole ostrzału. Przeciwnik po kilku godzinach wycofał się, a nasz oddział powrócił do Dylągowej. Jak się później okazało tym przeciwnikiem był oddział NKWD udający UPA, któremu chodziło nie tyle o atak na Dynów, co rozpoznanie jakimi siłami dysponują podziemne oddziały AK. Zarówno władzy sowieckiej jak i ówczesnej władzy ludowej chodziło głównie ocałkowitą likwidację podziemia polskiego na rzeszowszczyźnie całego ugrupowania “Warty". Natomiast w mniejszym stopniu były one zainteresowane w likwidacji UPA i ochronie ludności polskiej przed ich napadami. To przypadkowe starcie z oddziałem NKWD udającego UPA miało istotny wpływ na dokonane dwa dni potem 18 marca 1945 roku aresztowania kilkuset Polaków z Dynowa, Pawłokomy i innych polskich okolicznych wsi pod zarzutem rozstrzelania Ukraińców w Pawłokomie.

Jelenia Góra 1998 r. Tadeusz Kowal.



Publikacje:

- Sprawa nr 35. 11.07.1945 r. “Smicha" strilca SKW. Protokół nr 1. Akta z Archiwum SB -OUN nadrejonu “Chołodnyj Jar" z lat 1945 - 1946.

- Zdzisław Konieczny. BYŁ TAKI CZAS. U źródeł akcji odwetowej w Pawłokomie, Przemyśl 2000.

- Tadeusz Hayduk, żołnierz oddziału por. “Wacława" - relacja

- Tadeusz Kowal, żołnierz oddziału por. “Wacława" - relacja


28 Lut 2012 20:54
Profil
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 34 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.