Obecny czas: 20 Maj 2018 12:15


Regulamin forum


Forum powinno służyć Polakom do zrozumienia sytuacji w jakiej się znalazła ich Ojczyzna.
Pisanie jest możliwe wyłącznie na prywatną pocztę po uprzednim zarejestrowaniu.
Listy uzupelniające wiedze na temat suwerenności Polski, zostaną umieszczone na forum pod haslem " z prywatnej poczty "



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 176 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1 ... 13, 14, 15, 16, 17, 18  Następna
 Jestem Polakiem, wiec mam obowiazki polskie 
Autor Wiadomość
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2009 23:23
Posty: 4788
Post Re: Jestem Polakiem, wiec mam obowiazki polskie
Podstawowym obowiązkiem Polaka jest rozpoznawanie Żyda.
Antropologia kognitywna nie kłamie - ŻYD NIE WYMAWIA "R" -
Wygląd zewnętrzny jest trudniejszy w ocenia ale Żyda wiadć słychać i czuć.
Pamiętajcie o tym Rodacy że Żyd zawsze będzie działał dla dobra Lucyfera.
Lech Kaczyński odpalał menorę w "polskim" pałacu prezydenckim czym zbezcześcił Polską ziemię .
Zmarłą wczoraj matkę Kaczyńskich oceńcie sami i wyciągnijcie wnioski.

Obcy zawsze będzie obcy i jak obce ciało w organizmie spowoduje infekcję i zgon Narodu.

_________________
adm


17 Sty 2013 18:26
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Jestem Polakiem, wiec mam obowiazki polskie
Książę Obodrytów Niklot (1090 – 1160)

(książę Niklot to słowiański przodek władców Meklemburgii)

Dochodzą do nas wiadomości, że wręcz przerywa się konferencje naukowe w trakcie ich trwania, kiedy zaczynają się pojawiać tam “niechciane” tematy potwierdzające np. obecność Słowian nad Odrą, Łabą i Wisłą już około 3500 roku p.n.e, a nad Dunajem i we wszystkich archeologicznych kulturach europejskich już od 10.000 lat p.n.e.

(...)

Dzisiaj Polska staje się obszarem nasilonej walki ideologicznej Zachodu ze Słowiańszczyzną i germanofilskiej propagandy, uprawianej tutaj na niesłychaną skalę poprzez zorganizowane koncerny prasowe, stacje telewizyjne i wydawnictwa książkowe. Tak zwana “Polska Prasa” codzienna i kolorowa jest prawie w całości niemiecka, naukowe fora dyskusyjne są niemieckie, telewizje są niemieckie, radia są finansowane z Niemiec, z Niemiec są też zasilane finansowo i zaopatrywane w propagandowe materiały takie organizacje jak Ruch Autonomii Śląska. Po zniszczeniu Połabia i Łużyc jesteśmy kolejnymi Słowianami do “odstrzału”.

Nikt nas nie obroni przed zalewem tego oceanu propagandy, której strategiczne ramy i kierunki wyznaczyli w RFN za Konrada Adenauera post-hitlerowscy urzędnicy wchłonięci przez Bundesrepublikę pod jej opiekuńcze skrzydła. Tak jak ich nie rozliczono z faszystowskiej “przygody życia” tak i nie rozliczono propagandy nazistowskiej i nie zweryfikowano ani jej, ani polityki w stosunku do Polaków i Słowian, opartej nadal o nazistowską filozofię.

Nikt nie wstawi się za nami, za polskością, za prawdą historyczną i nikt nie będzie ZA NAS odkłamywał “przekrętów” i kłamstw jawnych, które są wspomagane przez niemiecki kapitał i rząd. Musimy zwalczyć to sami i jeszcze raz udowodnić im, że Polski i Polskości, ani Polaków nie da się POKONAĆ żadną propagandą, masowym medialnym kłamstwem, ani żadnymi formami przemocy czy zniewolenia.
Myślę, że oni już dawno pojęli, że jedynym skutecznym sposobem zabicia polskości będzie zabicie historii polskiej i języka polskiego. Sączą nam więc tutaj pod pozorem polskiej historii historię germańską, swoją wersję nową starej propagandy, piszą nam podręczniki do nauki historii i piszą nam “prace naukowe” dokumentujące wiekowe germano-słowiańskie pokrewieństwo i braterstwo.
Ostatnio poprzez National Geografic opisują naszą najnowszą historię , np “Katastrofę Smoleńską w duchu Moskiewsko-Berlińskim” w filmach, podkładają nam granaty w rodzaju, że Mieszko I był skandynawskim wikingiem, założycielem Polski (w prasie), podrzucają miny w rodzaju “pra-germańskiej haplogrupy R1a” na EUPEDII (w internecie), i czynią inne kuglarskie sztuczki, które mają uzasadnić ich Nowy Drang Nach Osten. Oni oczywiście nie przyjmują do wiadomości, że to Słowianie byli wikingami zasiedlającymi Szwecję, Danię, Norwegię, Islandię – ta wersja w ich mediach niemieckich nie istnieje. Nie przychodzi im też do głowy, że są po prostu mieszaniną Celtów, Słowian i Staroeuropejczyków – tego nie znajdziecie w niemieckich czasopismach popularnych i audycjach telewizyjnych. Tam dalej obowiązuje MIT Starożytnego Cesarstwa Rzymsko-Niemieckiego, Germanii według notatek Cezara, Wielkiego Narodu Niemieckiego według Goebelsa i innych podobnych propagatorów niemieckiej kultury (kulturkampfu).

Zrodlo:

http://bialczynski.wordpress.com/tag/obodrzyci/

p.s.
W artykule C.Bialczynskiego jest wzmianka o Helmoldzie i "Opolczyku" - vide:

KRONIKA SLOWIAN W/G HELMOLDA - pozujacego za "autorytet"
http://pl.scribd.com/doc/16492859/Helm-Old

Prywatne opinie rabina A.Szuberta vel "Opolczyka" (w bialej mycy) w towarzystwie rabina P.Beina (w czarnej mycy) - zdjecie na stronie:
http://www.polskawalczaca.com/viewtopic ... it=sZUBERT
A.Szubert vel "Opolczyk" jest ateista i w swoich opowiadaniach probuje oskarzac chrzescijanstwo za wszelkie zlo jakiego doznali Slowianie i Polacy, zamiast wskazac na rzeczywistych sprawcow zla, czyli SZWABOW, ZYDOSTWO i przywodcow KK i to czyni A.Szuberta vel "Opolczyka" MANIPULATOREM wydarzen historycznych, ktory zabarwia swoje opowiadania dostosowujac je do swojej ideologii ateistycznej.


25 Gru 2013 21:34
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Jestem Polakiem, wiec mam obowiazki polskie
Rządzący Polską realizują decyzje cara!

Pod koniec września br. Archiwum Diecezjalne w Drohiczynie otrzymało pismo od burmistrza miasta, w którym urzędnik – Wojciech Borzym zażądał „informacji na temat uposażenia w nieruchomości związków wyznaniowych działających na terenie miasta w latach 1400–1939”, czyli informacji nawet sprzed sześciu wieków!

Okazuje się, że od pewnego czasu realizowane są żądania odszkodowawcze Cerkwi prawosławnej i to w niemałych kwotach lub w hektarach. Oddawane jest zaś to, co niegdyś zagrabił rosyjski car! “Kto oddaje? Ano polskie państwo reprezentowane przez warszawski rząd – może chce się za coś Rosjanom wypłacić, nie wiem. W każdym razie jasne jest, że robią się dobrymi wujkami dla prawosławnych kosztem polskich podatników. Polityka uległości obecnego rządu, przepraszania i bicia czołem o ziemię, sięga szczytów” – czytamy w artykule zamieszczonym na portalu e-wpis.pl.

Ks. Artur Płachno, dyrektor Radia Podlasie, informuje, że ostatnio wojewoda podlaski polecił wypłacić 1,5 mln zł odszkodowania parafii prawosławnej w Boćkach (diecezja drohiczyńska). Jak informuje WPIS, parafia ta “wsławiła się” seksualną aktywnością swego proboszcza.

Przypadków odszkodowań na rzecz Cerkwi jest znacznie więcej i nie tylko w diecezji drohiczyńskiej, a żądania Cerkwi są niemałe. W ubiegłym roku w rozmowie z KAI prawosławny arcybiskup Jeremiasz stwierdził, że “może to być od 150 tys. do nawet 300 tys. hektarów”. Duchowny swoje wyliczenia przeprowadził na podstawie… carskich ukazów. Za sam niewielki Drohiczyn Cerkiew oczekuje ponad 5 mln złotych odszkodowań. Jak oznajmił abp Jeremiasz, Cerkiew prawosławna chce „zwrotu mienia poddanego pod przymusowy zarząd państwa od 1918 r.”. W praktyce oznacza to jednak powołanie się właśnie na dekrety carskie”.

Biskup drohiczyński Antoni Dydycz wyjaśnia: “Dekrety cara wywłaszczające polskich patriotów i ludzi Kościoła nabierają obecnie mocy, gdyż realizuje je Komisja Regulacyjna ds. Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, instytucja mieszana Kościoła prawosławnego i państwa. Podczas gdy ona nadal działa i buszuje po naszym terenie, to katolicką komisję rozwiązano”.

Źródło: e-wpis.pl

http://www.bibula.com/?p=71762


22 Sty 2014 02:55
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Jestem Polakiem, wiec mam obowiazki polskie
KLATWY: GAUDENTEGO I WATYKANSKICH PAPIEZY NALOZONE NA POLSKE

Zeby lepiej poznac historie Polski, nalezy korzystac z mozliwie jak najwiekszej liczby zrodel informacji, a nastepnie je analizowac w celu dojscia do prawdy, co ze zrozumialych wzgledow wymaga dluzszego czasu.

Otoz oficjalna historia Polski zaczyna sie od rzekomego chrztu Mieszka I w 966r i jako zrodla tych informacji podawane sa Kroniki Galla Anonima, Kroniki Wincentego Kadlubka etc i przeroznych historykow, wlacznie z propaganda koscielna.

Pod koniec lat 1990-tych natknalem sie na mape ukazujaca granice pomiedzy panstwem Frankow okresu Karola Wielkiego, a Slowianszczyzna zachodnia, pochodzaca z 808r - vide strona:
http://halat.pl/drang_nach_osten.html
Czerwona lina biegnaca z polnocy na poludnie, znajdujaca sie na zachod od dzisiejszego Berlina (dawniej osada slowianska "Bralin" - zapis z 1215r; dawne grody slowianskie, jak: Kopanica i Kolno sa dzis dzielnicami Berlina), oddziela panstwo Frankow od panstwa Slowian.

Oficjalna propaganda swiecka i koscielna w Polsce stara sie glosic politycznie poprawna historie Polski i zatuszowac wydarzenia z przeszlosci, wiec celowo nie sa podawane informacje niewygodne i kompromitujace, zeby trzymac Polakow w niewiedzy i nimi sterowac.
Tymczasem KRONIKI FRANKOW podaja informacje na temat Slowian i mozna sie dowiedziec duzo ciekawych rzeczy.
Na uwage zasluguja rowniez fakty podawane przez Galla Anonima i Wincentego Kadlubka, ktorzy pisza o klatwach nalozonych na polskich wladcow i na Polske przez biskupa Gaudentego i papiezy z Watykanu.

Material jest dostepny na stronach:
http://www.youtube.com/watch?v=BCixlhn1XCM
http://www.youtube.com/watch?v=92KO0H9OLyc
http://www.youtube.com/watch?v=nOzyLJrZ9-U
http://bialczynski.wordpress.com/2014/0 ... zydlowski/

Przyjemnej lektury !


29 Paź 2014 22:10
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Jestem Polakiem, wiec mam obowiazki polskie
Polska przeznacza dziesiątki milionów dla mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie. W tym samym czasie RFN wstrzymał wsparcie finansowe dla Polonii.

Prawie 80 mln zł trafiło w roku 2013 do 130-tysięcznej mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie. W tym samym czasie rząd niemiecki – w ramach umowy, na którą zgodził się rząd Donalda Tuska w 2011 r. – ma płacić organizacjom polonijnym w RFN – liczącej 400 tys. aktywnych członków 328 tysięcy złotych. Ale to tylko teoria, bo rząd federalny wstrzymał wypłacanie tych dotacji już w ubiegłym roku…

Caly artykul jest na stronie:
http://marucha.wordpress.com/2014/11/27 ... a-polonii/


KOMENTARZ


3. Toronto said
Twój komentarz oczekuje na moderację.
2014-11-29 (sobota) at 18:08:00

Oprocz finansowania niemieckiej mniejszosci z pieniedzy polskiego podatnika, finansowana jest rowniez mniejszosc zydowska, ukrainska i litewska w Polsce.
W ten sposob powstaja az 3 problemy na raz:
1. Z budzetu panstwa znikaja pieniadze.
2. Brakuje pieniedzy na pomoc dla polskich rodzin.
3. Z pieniedzy polskiego podatnika finansowane sa PIATE KOLUMNY (niemiecka, zydowska, ukrainska i litewska) w Polsce.

Jesli ktos chce zapoznac sie z sytuacja polskiej mniejszosci etnicznej w Niemczech, na Ukrainie lub na Litwie to powinien wpisac w wyszukiwarke haslo:
MNIEJSZOSC POLSKA…… W NIEMCZECH etc (nalezy jedynie zmienic kraj przy wpisywaniu hasla) i moze sie przekonac jak dyskryminowana jest polska mniejszosc etniczna w Niemczech, na Ukrainie i na Litwie, ale to jeszcze nie wszytko w tym temacie, poniewaz chce rowniez zwrocic uwage czytelnikow na fakt DYSKRYMINOWANIA Polakow zamieszkalych na obczyznie przez ZYDOWSKI RZAD w Polsce i chodzi o Polakow zamieszkalych w Brazylii.
Ponizszy artykul wyjasnia ta sprawe.

Wypowiedź na temat sytuacji polskiej mniejszości w Brazylii.
Artur Gorski
(Komisja Łączności z Polakami za Granicą 15.12.2011r.)

Mam pytanie do pana kandydata na Konsula Marka Makowskiego.

Zostało już powiedziane jak liczna jest polonia w Brazylii.

Szeroko rozumiana polonia w Brazylii liczy od ośmiuset tysięcy do trzech milionów.

W Paranie liczy około siedemset tysięcy. Mówię to nie bez parady dlatego, że ta stara polonia jest praktycznie pozbawiona praw politycznych.

Chcę zwrócić uwagę na dwie tendencje. W wyborach w 2007 roku we wcześniejszych również na terenie Brazylii były cztery punkty wyborcze. A już w 2011 roku były tylko 3 punkty wyborcze, zlikwidowany w Rio de Janeiro, co negatywnie wpłynęło na frekwencję wyborczą. Porównując tylko ostatnie wybory w 2007 i 2011 roku, to w 2011 roku w uprawnionych było 184 osoby w tym znaczna część to korpus dyplomatyczny z czego oddało głosy ważne 157 osób. Już w 2011 roku po likwidacji konsulatu w Rio de Janeiro uprawnionych było 142 osoby i 119 głosowało. W Kurytybie w 2007 roku uprawnionych było 61 osób, głosowało 50 a już w 2011 roku tylko 34 a głosowało 30. Widać wyraźnie, że zmniejsza się liczba osób, które mają polskie dokumenty uprawniające do korzystania z praw obywatelskich.

W związku z tym mam pytanie do pana Konsula. Jaki odsetek osób zna język polski, ilu Polaków czy też obywatelów Brazylii polskiego pochodzenia posiada polskie paszporty i dlaczego tak mało. Ja sobie zdaję sprawę, że z tej pierwszej emigracji z dziewiętnastego wieku nie było państwa Polskiego i dokumentów, ale Ci którzy w latach późniejszych po wojnie nie mają takich praw. Jakie działania chce pan podjąć jako Konsul aby zwiększyła się liczba osób z polonii brazylijskiej, które po pierwsze będa miały większe prawa czyli uzyskają dokumenty. Wszyscy skarżą się, że są problemy z paszportami polskimi umożliwiającymi głosowanie. Jakie działania podejmie pan w tym kierunku i co zrobi pan by zbliżyć miejsce punktu wyborczego do obywatela. Do Polaka który chciałby zagłosować. Odległości są bardzo ważną przeszkodą dla obywateli chcących głosować w wyborach.
Dziękuję.

Wypowiedz i komentarze znajduja sie na stronie:

https://m.connect.facebook.com/notes/ar ... 995918943/

Czy Polacy zdaja sobie sprawe z tego, ze przeciwko Polakom jest prowadzona perfidna polityka zydowska na wszystkich kontynentach ?!
Jesli nikt nie domysla sie o co tu chodzi to napisze, ze chodzi o EKSTERMINACJE NARODU POLSKIEGO i zydostwo oraz wrogowie Polski robia to na rozne sposoby. Kropka.


Toronto, Kanada

p.s. Jestem zdziwiony, ze tak malo czytelnikow bierze udzial w dyskusji.

http://marucha.wordpress.com/2014/11/27 ... ent-433433


29 Lis 2014 20:20
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Jestem Polakiem, wiec mam obowiazki polskie
O TYM POWIENIEN WIEDZIEC KAZDY POLAK I POLKA...

O tym co dzieje sie dzisiaj na Ukrainie nie sposob zrozumiec bez zapoznania sie z referatem R.Dmowskiego w kwestii ukrainskiej, pochodzacego z 1930r.
Referat R.Dmowskiego zostal ujawniony przez MSWiA (Ministerstwo Spraw Wewnetrznych i Administracji).

Informacja pochodzi ze strony:

http://konwentnarodowypolski.wordpress.com/2013/12/02/roman-dmowski-kwestia-ukrainska/


Roman Dmowski – “Kwestia ukraińska”



I. Wyzwolenie narodowości.

Jednym z ważniejszych zagadnień naszej polityki za­równo wewnętrznej, jak i zewnętrznej – jest kwestia ukra­ińska. Pojmuje się ją powszechnie jako jedną z kwestii narodowości, które się obudziły do samoistnego życia w dziewiętnastym stuleciu, podniosły swą mowę z narze­cza ludowego do godności języka literackiego, a w koń­cu osiągnęły niezawisły byt państwowy. W tym pojęciu, na mapie Europy – zjawienie się odrębnego państwa ukraińskiego – jest tylko kwestią czasu i to niedalekiego.

Jest to pojęcie zbyt proste. Kwestia ukraińska w obecnej swojej postaci daleko wykracza poza granice miejscowego zagadnienia narodowości: jako kwestia na­rodowości – jest ona o wiele mniej interesująca i mniej doniosła, niż jako zagadnienie gospodarczo-polityczne, od którego rozwiązania zależą wielkie rzeczy w przy­szłym układzie sił nie tylko Europy, ale całego świata. To jej znaczenie trzeba przede wszystkim rozumieć, aże­by móc w niej zająć jakiekolwiek świadome własnych celów stanowisko. Nie licząca się z nim polityka ukra­ińska będzie niepoczytalną.

O kwestiach narodowości, których cały szereg historia dziewiętnastego i początku dwudziestego stule­cia wysunęła i rozwiązała, trzeba w ogóle powiedzieć, że nie są one ani tak proste, ani tak podobne wszystkie do siebie, jak to się przy powierzchownym patrzeniu wydaje.

Klasyczny przykład odrodzenia narodowego i wzór dla innych narodowości przedstawiali Czesi. W kraju, w którym tylko lud wiejski mówił po czesku, a wszystkie inne warstwy były niemieckie, rozpoczął się w począt­ku XIX w. ruch narodowy czeski, który wykształcił sobie język literacki i stworzył w nim bogate piśmien­nictwo, szczycące się szeregiem dużej miary poetów i uczonych; zorganizował się świetnie w dziedzinie gos­podarczej, osiągnął przewagę w wytwórczości kraju, na tej drodze zdobył miasta i wytworzył przewodnie war­stwy społeczne; zorganizował się sprawnie do walki o swe prawa i interesy i poprowadził niezwykle ener­giczną, świadomą swych celów politykę, która dała Cze­chom pierwszorzędną rolę w monarchii habsburskiej; wreszcie przy rozbiorze tej monarchii nie tylko zdobył dla Czech niezawisły byt państwowy, ale osiągnął przy­łączenie do nich Słowacczyzny, Rusi Węgierskiej i części ziem polskich.

Taka wszakże imponująca historia odrodzenia zni­szczonego nie tylko politycznie, ale i cywilizacyjnie na­rodu jest wyjątkowa. Drugiego podobnego przykładu nie znajdziemy. Zrozumieć ją można tylko przypomniawszy sobie, że Czesi jako naród samoistny, mieli długą, pra­wie tysiącletnią historię, że cywilizacja czeska została zniszczona dopiero w XVII stuleciu, że jeszcze w wieku szesnastym, w złotym wieku naszej cywilizacji, pisarze nasi stwierdzali, że język czeski, jako starszy cywiliza­cyjnie, jest bogatszy i wyżej rozwinięty od polskiego. Taka długa i tak niedawno przerwana tradycja własnego, i to wysokiego życia cywilizacyjnego, której inne bu­dzące się narodowości nie miały, dała czeskiemu rucho­wi narodowemu treść bogatą i stała się główną podsta­wą jego potęgi.

W nawiasie trzeba dodać, że Czesi swego czasu odegrali dużą rolę w walce z Rzymem, biorąc wybitny udział w reformacji i w stojących za nią tajnych związkach. Tradycję tych związków politycy czescy odnowili w ostatnich czasach, co im dało ścisłe stosunki z wpływowymi żywiołami w Europie i Amery­ce, oraz energiczne poparcie ich sprawy przez tajne organizacje. Odbiło się to jednak silnie na ich młodym państwie i na duchu jego polityki, i przyszłość dopiero pokaże, czy nie pociągnie to za sobą wielkich dla niego trudności.

Sprawa narodowości wyrosła zarówno wśród ludów odradzających się narodowo, jak w opinii publicznej Europy, pod wpływem trzech głównie czynników: 1) rewolucji francuskiej, która wyprowadziła na widownię dziejów naród, istniejący niezależnie od państwa i bio­rący w swe ręce władzę nad państwem; 2) zajmującej w pierwszej połowie XIX w. uwagę całej Europy sprawy polskiej, sprawy narodu historycznego, cywilizacyjnie samodzielnego i posiadającego bogatą ideologię poli­tyczną, a pozbawionego własnego państwa; wreszcie 3) romantyzmu w literaturze, zwracającego się ku bo­gactwu duchowemu własnej rasy, wynoszącego wartość tradycji ludowej jako źródła poetyckiego natchnienia i duchowej siły narodu.

Jednakże nie można powiedzieć, żeby z tych źródeł wyrosły spontaniczny ruch narodowości był główną przyczyną ich emancypacji, ich, że tak powiemy, poli­tycznej kariery.

Z chwilą, kiedy idea narodowości zdobyła sobie swe stanowisko w Europie XIX w., dyplomacja wielkich mocarstw zrozumiała, że w wielu wypadkach można ją znakomicie wyzyskać w walce z przeciwnikiem. Wyzy­skano też ją przede wszystkim w kwestii wschodniej, przeciw Turcji. Narody bałkańskie zawdzięczały swoje wyzwolenie przede wszystkim temu, że potężne państwa dążyły do zniszczenia stanowiska Turcji w Europie.

Mocarstwa, które rozebrały Polskę spostrzegły też w XIX w., że budząc kwestię narodowości na obszarze dawnej Rzeczypospolitej można ogromnie osła­bić Polaków i potężnie zredukować obszar narodowy polski. Zaczęły one wytwarzać ruchy narodowości pla­nowo, własnymi środkami.

Klasyczny w tym względzie przykład stanowią po­czątki ruchu litewskiego. Po stłumieniu powstania [18]63-4 r. słynny Milutinowski plan organizacji oświaty w Królestwie Kongresowym miał na celu wydobycie spod wpływu polskiego wszystkich możliwych żywiołów w kraju, wszystkiej lud­ności mówiącej po rusku, po litewsku, nawet po nie­miecku i po żydowsku. Do tego prowadziło grupowanie tych żywiołów w oddzielnych możliwie szkołach średnich, które zresztą wszystkie były rosyjskie.

W tym planie gimnazjum w Mariampolu przezna­czone zostało dla synów mówiących po litewsku wło­ścian północnej części guberni suwalskiej. Istniejąca w szkołach dla Polaków dodatkowa nauka języka polskiego, w tej szkole została zastąpiona przez naukę języka litewskiego, którego pierwsze podręczniki zosta­ły opracowane na rozkaz rządu. Następnie utworzo­no przy uniwersytecie moskiewskim dziesięć stypendiów dla Litwinów, wychowańców gimnazjum mariampolskiego. Wszyscy pierwsi działacze narodowi litewscy wyszli z owych stypendystów. Znacznie później do­piero (już bez poparcia i wbrew widokom rządu rosyj­skiego) przenieśli oni ruch z Królestwa do Kowna, propagując go przede wszystkim w seminariach du­chownych.

Austria wcześniej już to samo mniej więcej robiła wśród ludności ruskiej we wschodniej Galicji.

Prusy w swoim czasie nawet próbowały w swej statystyce urzędowej opatentować wynalazek narodowości kaszubskiej i mazurskiej; wynalazku tego wszakże w następstwie się zrzekły.

Na każdą tedy kwestię narodowości trzeba patrzeć z dwóch punktów widzenia: 1) co dana narodowość przedstawia jako odrębna jednostka etniczna, pod względem językowym, cywilizacyjnym, tradycji historycz­nych? jaka jest jej spójność? i 2) kto, przeciw komu, w jakim celu dąży do jej zorganizowania w nowe państwo?

Z obu tych punktów widzenia kwestia ukraińska przedstawia się jako przedmiot bardzo skomplikowany, a tym samym bardzo interesujący.

II. Ukraina jako narodowość.

Wyraz “Ukraina”, który do niedawna jeszcze ozna­czał ziemie kresowe na południowym wschodzie Polski, w języku politycznym ostatnich czasów przybrał nowe znaczenie. W dzisiejszym postawieniu kwestii ukraiń­skiej przez Ukrainę rozumie się cały obszar, którego ludność mówi w większości narzeczami małoruskimi, obszar, na którym mieszka blisko pięćdziesiąt milionów ludzi.

Narzecza wschodniosłowiańskie, zwane ruskimi, z początku mało się między sobą różniące, liczebnie się bardzo rozrosły przez kolonizację słabo zaludnionych obszarów od Karpat aż do Pacyfiku, i przez asymilację ich ludności. Wyraźne zróżnicowanie ich na odłamy wielko- i małoruski – dodać jeszcze trzeba trzeci, bia­łoruski – nastąpiło dopiero po zniszczeniu i spustosze­niu Wielkiego Księstwa Kijowskiego przez koczowniczych Połowców. Język wielkoruski, rosyjski kształtował się na leśnym obszarze między Wołgą i Oką, na którym osadnicy słowiańscy zlewali się stopniowo ze szczepami fińskimi i który przez dwa stulecia pozostawał pod jarzmem mongolskim. Stał się on językiem państwa moskiewskiego, późniejszej Rosji, i wydał wielką, bogatą i oryginalną literaturę.

Natomiast mowa małoruska stała się mową południowego zachodu, który wchodził coraz bardziej w sferę panowania polskiego. Była ona mową Podkarpacia, które przez krótki czas tworzyło własne państwo, Królestwo Halickie, oraz mową osadników posuwających się pod osłoną potęgi polskiej coraz głę­biej w step, coraz dalej na wschód, za Dniepr, od Czer­wonej Rusi przez Podole, Kijowszczyznę, województwo czernihowskie i połtawskie, i wchłaniających w siebie żywioły stepowe. Po utracie tych województw przez Polskę i następnie po rozbiorze Polski posuwanie się tych osadników na wschód, poza Don, i na południe, ku Morzu Czarnemu, nie ustało i nie ustało dalsze sze­rzenie się mowy małoruskiej. Stąd olbrzymi obszar, jaki ona obecnie zajmuje.

Ludność małoruska różni się od wielkoruskiej nie tylko mową. Już sam fakt, że ostatnia kolonizowała obszary leśne i mieszała się ze szczepami fińskimi, gdy pierwsza szerzyła się na stepie, wchłaniając w siebie jego wędrownych mieszkańców, musiał wytworzyć dużą różni­cę. Jeszcze większa wynikła z różnicy w losach dziejo­wych. Gdy tamta, pozostając długo w sferze panowania mongolskiego, urabiała się pod jego wpływami, ta ule­gła silniejszym lub słabszym wpływom zachodnim, pol­skim, a nawet w znacznej swej części przez unię ko­ścielną wciągnięta została w sferę wpływu Kościoła Rzymskiego. Można nawet powiedzieć, że różnice cha­rakteru, psychologii są większe, niż różnice mowy.

Trzeba wszakże stwierdzić, że pomiędzy poszczególnymi ziemiami, na których rozbrzmiewa mowa mało­ruska, a jak dziś się mówi ukraińska, istnieją ogromne różnice warunków przyrodzonych i większe jeszcze róż­nice w losach dziejowych. Zaczynając od ziem podkar­packich, które już blisko tysiąc lat temu należały do Polski, a od Kazimierza Wielkiego do pierwszego rozbioru bez przerwy stanowiły integralną część Korony, które wreszcie nigdy nie były pod panowaniem rosyjskim, a kończąc na pobrzeżu czarnomorskim i późno kolonizowanych ziemiach na wschód od Połtawszczyzny, które nigdy nie widziały panowania polskiego, można podzielić obszar mowy małoruskiej na jakie siedem czy osiem odrębnych całości, z których każda miała inną historię. Stąd głębokie różnice duchowe, kulturalne i polityczne między poszczególnymi odłamami ludności mówiącej po małorusku, i ogromnie ubogi zapas tego, co jest wszystkim odłamom wspólne.

Kwestia ukraińska stoi w przeciwieństwie do kwestii wszystkich innych odradzających się narodowości. Tam w każdym wypadku jest to sprawa paru lub kilku milionów ludności względnie jednolitej, gdy tu chodzi o dziesiątki milionów, za to rozpadające się na bardzo różnorodne grupy terytorialne. Przy tej różnorodności mówić o istnieniu narodu ukraińskiego można tylko z wielką licencją.

Niemniej przeto sam fakt istnienia ludu odcinają­cego się wyraźnie od sąsiednich lub zamieszkujących z nim te same ziemie mową, zwyczajami, charakterem, wreszcie religią lub obrządkiem, już rodzi kwestię, która w sprzyjających warunkach zjawia się na terenie poli­tycznym, bądź na skutek dążeń działaczy wychodzących z tego ludu, bądź też przez machinację państw usiłują­cych wygrać ją w swoim interesie. To było nieuniknione i na obszarze mowy małoruskiej.

Kwestia narodziła się jednocześnie, w połowie dzie­więtnastego stulecia, w dwóch odległych od siebie punktach.

Ruch samorzutny, podjęty przez ludzi czystych i bezinteresownych, szukających odrębnego kulturalno-literackiego wyrazu dla odrębnego ducha swego ludu, zjawił się w tym czasie na Ukrainie Zadnieprzańskiej. Głównym jego przedstawicielem był poeta Szewczenko.

Nie było to przypadkiem, że kolebką jego była ta właśnie ziemia. Dawne województwa czernihowskie i połtawskie to była najbardziej stylowa Ukraina, najpiękniejsza rasowo i najbujniejsza duchowo. Ta ziemia wydała w pierwszej połowie XIX stulecia wielkiego pisa­rza Hohola (Gogola), który, choć pisał po rosyjsku, wyrażał w swej twórczości ducha Ukrainy. Ona też po­została ogniskiem ruchu ukraińskiego w państwie rosyjskim.

Rząd rosyjski nie stawiał przeszkód tej pracy kul­turalno-literackiej, aczkolwiek patrzył na nią niezbyt chętnym okiem. Traktował on ten ruch jako regionalistyczny. Natomiast Polacy, ze zrozumiałych względów, darzyli go sympatią oraz zachęcali do przekształcenia się na polityczny. Ich pragnieniem było wygrać go przeciw Rosji. Było to dążenie całkiem logiczne. W państwie, w którym żywioł rosyjski usiłował zalać wszystko, nale­żało dla własnej obrony podsycać wszelkie dążenia do narodowego przeciwstawienia się Rosji. Zaczynając od powstania [18]63 r., na którego sztandarach obok Orła i Po­goni umieszczono św. Michała, a kończąc na Dumie ro­syjskiej, w której za przykładem Koła Polskiego powstała autonomiczna grupa ukraińska, stale istnieje pewien związek sympatii między polityką polską w państwie rosyjskim a ruchem ukraińskim.

Drugim punktem, w którym kwestia się zjawia, jest zabór austriacki, Wschodnia Galicja. Tam początki są całkiem inne. Tam rząd austriacki wytwarza kwestię ruską w celu osłabienia Polaków. Jak mówiono w Ga­licji, „hrabia Stadion wynalazł Rusinów”. Stąd kwestia tego ruchu stanęła tam od razu jako kwestia polityczna, praca zaś nad odrodzeniem kulturalnym była traktowa­na raczej jako zabieg pomocniczy do polityki.

Była to kwestia czysto miejscowa, kwestia państwa austriackiego, obejmująca wschodnią Galicję i północną Bukowinę, Rusini (Ruthenen) stali się prawno-politycznie jedną z narodowości austriackich. Nie wszyscy się za takich uznali: obok nielicznych żywiołów, uważających się za Polaków (gente Ruthenus, natione Polonus), silny odłam (starorusini) uważał się za Rosjan i posługiwał się w życiu kulturalnym językiem rosyjskim, uważając mowę małoruską jedynie za gwarę ludową. Ten kieru­nek był podsycany i zasilany przez Rosję, która aż do wojny 1914 r. patrzyła na Galicję Wschodnią jako na przyszłą swą zdobycz.

Dopiero pod koniec ubiegłego stulecia zaczęto mó­wić o narodowości „ukraińskiej”, zaludniającej zarówno Galicję Wschodnią, jak południe państwa rosyjskiego, i zjawiła się kwestia „ukraińska” jako zagadnienie przy­szłości politycznej ziem przez tę narodowość zaludnio­nych. Od tego czasu w austriackim języku politycznym wyraz „Rusini” szybko jest wypierany przez nowy ter­min „Ukraińcy”.

III. Ukraina w polityce niemieckiej.


Łatwość, z jaką sfery polityczne wiedeńskie z miej­scowego, wąskiego pojęcia Rusinów (Ruthenen) prze­skoczyły na szerokie pojęcie Ukraińców i wewnętrzną austriacką kwestię ruską zamieniły na międzynarodową ukraińską, była zadziwiająca. Byłaby ona wprost nie­zrozumiałą, gdyby nie głęboka zmiana, która zaszła współ­cześnie, pod koniec ubiegłego stulecia w położeniu monarchii habsburskiej.

Związane od kilkunastu lat z Niemcami przymie­rzem Austro-Węgry zamieniły pod koniec stulecia to przymierze na związek głębszy, ściślejszy, prowadzący z jednej strony do tego, żeby Niemcom i Węgrom monarchii, zagrożonym w swym panowaniu przez inne na­rodowości, dać silne oparcie w Niemcach Rzeszy, z dru­giej zaś do podporządkowania dyplomacji austro-węgierskiej polityce zewnętrznej cesarstwa niemieckiego. Już wtedy dla poruszeń polityki austriackiej, których nie można było zrozumieć w Wiedniu, znajdowało się wy­jaśnienie w Berlinie.

Otóż w owym czasie literatura polityczna wszechniemiecka zaczęła się żywo zajmować wypracowywaniem koncepcji nowego państwa — Wielkiej Ukrainy. Jednocze­śnie utworzono konsulat niemiecki we Lwowie, nie dla obywateli niemieckich, których we wschodniej Galicji właściwie nie było, ale do współpracy politycznej z Ukra­ińcami, co zresztą publicznie zostało ujawnione.

Ujawniono też żywą akcję na terenie spraw ruskich Związku Obrony Kresów Wschodnich (Ostmarkenverein), założonego w Niemczech do walki z polskością.

Okazało się, że z chwilą zamiany kwestii na ukraiń­ską środek ciężkości polityki w tej kwestii przeniósł się z Wiednia do Berlina.

Pytanie teraz, dlaczego Niemcy, nie posiadające ludności ruskiej w swym państwie, tak żywo się tą kwestią zajęły. Nie mogła to być idealistyczna, bezintere­sowna chęć popierania odradzającej się narodowości, ile że zainteresowanie kwestią wychodziło od rządu i od sfer reprezentujących zaborczą politykę niemiecką. Było to wygrywanie kwestii w interesach niemieckich. Prze­ciw komu?

W okresie poprzedzającym wojnę światową Niemcy patrzyły na Rosję jako na pole swej eksploatacji eko­nomicznej i sferę swych wpływów politycznych. Nawet poza granicami Niemiec czasami traktowano Rosję jako część szerszego imperium niemieckiego. Z tego stano­wiska dążyli oni do osłabienia jej zarówno politycznego, jak gospodarczego: chodziło im o to, żeby nie była ona zdolna do przeciwstawienia się im na żadnym polu.

Pod koniec właśnie ubiegłego stulecia Rosja, która głównie bogactwo ziem małoruskich widziała w ich nie­słychanie urodzajnym czarnoziemie, zaczęła energicznie eksploatować znajdujące się tam obficie pokłady żelaza i węgla kamiennego i na nich budować swój własny przemysł, obliczony nie tylko na zapotrzebowanie krajo­we, ale i na obce rynki wschodnie. Dla Niemiec ozna­czało to nie tylko zmniejszenie w przyszłości rynku ro­syjskiego dla ich wwozu, ale także nowe współzawod­nictwo na rynkach azjatyckich.

Z drugiej strony, Niemcy pod koniec ubiegłego stu­lecia umocniły się w Turcji i zaczęły prowadzić dzieło całkowitego jej opanowania. Tu wielką przeszkodą dla nich była pozycja Rosji na Morzu Czarnym i dostęp jej do Bałkanów.

Wszystkie te niebezpieczeństwa i te trudności usu­wał śmiały pomysł utworzenia niepodległej, wielkiej Ukrainy. Nadto, uważawszy słabość kulturalno-narodową żywiołu ukraińskiego, jego niejednolitość, obecność na pobrzeżu morskim różnorodnych żywiołów etnicz­nych, nic wspólnego nie mających z ukrainizmem, obfi­tość w kraju ludności żydowskiej, wreszcie dość znaczną ilość osadników niemieckich (w Chersońszczyźnie i na Krymie) — można było mieć pewność, że nowe państwo uda się wziąć pod silny wpływ niemiecki, ująć w ręce niemieckie jego eksploatację i całkowicie pokierować jego polityką. Niepodległa Ukraina zapowiadała się jako gospodarcza i polityczna filia Niemiec.

Natomiast Rosja bez Ukrainy, pozbawiona jej zboża, jej węgla i żelaza pozostałaby państwem wielkim terytorialnie, ale niesłychanie słabym gospodarczo, nie mającym żadnych widoków na gospodarczą samodziel­ność, skazanym na wieczną zależność od Niemiec. Od­cięta zaś od Morza Czarnego i od Bałkanów, przesta­łaby wchodzić w rachubę w sprawach Turcji i państw bałkańskich. Teren ten pozostałby całkowicie domeną Niemiec i ich pomocnicy, monarchii habsburskiej.

Z punktu widzenia celów polityki niemieckiej wzglę­dem Rosji największym niewątpliwie dziełem tej polityki byłaby wielka Ukraina.

Był wszakże jeszcze ktoś, przeciw komu Niemcy uważały plan ukraiński za zbawienny.

Gdy kwestia polska w drugiej połowie XIX w. zeszła z porządku dziennego spraw międzynarodowych i zamieniła się w wewnętrzną kwestię trzech mocarstw rozbiorczych, polityka niemiecka była jedyną, która mia­ła otwarte oczy na całość tej kwestii. Nie podzielała ona optymizmu Rosji i Austrii i nie przestała się obawiać powrotu tej kwestii na grunt międzynarodowy. Nie ukrywał tego Bismarck, a i Bülow otwarcie mówił, że Niemcy walczą nie tylko ze swymi Polakami, lecz z całym narodem polskim.

Niemcy rozumieli, iż odbywający się szybko postęp ich polityki na terenie światowym prowadzi do wielkie­go konfliktu. Chwile zaś wielkich starć między mocar­stwami mają to do siebie, że wtedy tłumione w czasie pokoju kwestie wdzierają się na teren międzynarodowy. Kwestia polska nie była tak zduszona, żeby już nigdy wypłynąć nie mogła; przeciwnie pod koniec XIX stule­cia rozpoczął się w Polsce ruch odrodzenia politycznego, tworzył się we wszystkich trzech zaborach jeden wielki obóz narodowy, świadczący, że nowe pokolenia pol­skie czegoś się nauczyły, przemawiający językiem na­prawdę politycznym, którego od dawna już w Polsce nie słyszano.

Wystąpienie Polski na widownię międzynarodową, jako wielkiego narodu, byłoby dla polityki niemieckiej wielką klęską. Jeżeli nie można było tego narodu zni­szczyć, trzeba go było zrobić małym. Na to zaś naj­prostszym sposobem było stworzenie państwa ukraiń­skiego i posunięcie jego granic w głąb ziem polskich tak daleko, jak daleko sięgają dźwięki mowy ruskiej.

Plan ukraiński tedy był sposobem zadania potężne­go ciosu jednocześnie Rosji i Polsce.

Ten plan na papierze urzeczywistniono. Tym pa­pierem był traktat podpisany w r. 1918 w Brześciu Li­tewskim przez skleconą ad hoc delegację Rzeczypospo­litej Ukraińskiej z jednej strony, przez Niemcy, Austro-Węgry, Turcję i Bułgarię z drugiej. Pozostał on na pa­pierze, bo potężne do niedawna Niemcy w owej chwili zdolne były już tylko papiery podpisywać.

Pozostał on jako testament cesarskich Niemiec, w trudnej powojennej dobie czekający na wykonawców.

IV. Ukraina w polityce światowej.


Po rewolucji rosyjskiej kwestia ukraińska weszła w nową fazę. Przy ustroju federalistycznym państwa sowieckiego, ta część jego terytorium, na której większość ludności używa mowy małoruskiej została republiką ukraińską, ze spornym zakresem samodzielności i z urzę­dowym językiem ukraińskim.

Jednocześnie, po odbudowaniu Polski na skutek wojny światowej część ziem dawnej Rzeczypospolitej z ludnością mowy ruskiej, a wśród nich dawna Galicja Wschodnia, będąca ważnym ogniskiem ruchu ukraińskie­go, weszła w skład naszego państwa.

W tym stanie rzeczy kwestia ukraińska nie została uznana za rozstrzygniętą ani przez Ukraińców, ani przez te czynniki, które się ich sprawą z tych czy innych względów opiekowały. Fermentacja na jej gruncie nie ustała i nie ustały zabiegi, skierowane ku oderwaniu ziem ruskich zarówno od Rosji sowieckiej, jak od Pol­ski. Te zabiegi wywołały nawet słynną wyprawę na Ki­jów ze strony polskiej w 1920 r., której powody i cele polityczne nie zostały dotychczas należycie wyjaśnione. Nie zmieniła ona nic zasadniczo w stanie kwestii ukra­ińskiej, tylko tyle, że pokój ryski, który po niej nastą­pił, ustalił granice Ukrainy sowieckiej na zachodzie, usu­wając Polskę ze znacznej części terytorium, które przed­tem siłą faktu zajmowała.

W tych pierwszych latach po wojnie światowej i rewolucji rosyjskiej nie przewidywano jeszcze, że kwestia ukraińska w krótkim czasie nabierze znaczenia światowego.

Jak już wszyscy dziś wiedzą, wojna 1914–18 r., która we wschodniej Europie sprowadziła przede wszystkim głębokie przewroty polityczne, dla pozostałego świata, a zwłaszcza dla zachodniej Europy, stała się wielkim przewrotem ekonomicznym. Tę rolę odegrała ona nie tylko przez to, że zniszczyła znaczną część bo­gactwa narodów i zdezorganizowała istniejący przed nią układ stosunków gospodarczych, ale także, i to w więk­szej o wiele mierze, iż znakomicie przyśpieszyła postę­pujący już przed nią proces, który polega przede wszystkim na decentralizacji przemysłowej świata. Ten pro­ces niesie katastrofę państwom, w których przemysł dotychczas się centralizował.

Te skutki wojny, nie docenione z początku należy­cie – zdawało się bowiem, że niedomagania gospodar­cze są tylko czasowe – dają się czuć coraz silniej, im dalej jesteśmy od wojny. Coraz widoczniejsze jest, iż rządy państw nie są zdolne na nie zaradzić, i sfery bez­pośrednio zainteresowane, przedstawiciele wielkiego ka­pitału, wykazują coraz większą energię i coraz większą pomysłowość w szukaniu środków ratunku.

Ulubioną ideą, nad którą pracuje dziś wiele tęgich umysłów, nie tyle politycznych, ile finansowych, jest dy­strybucja, na drodze umowy pokojowej, wytwórczości pomiędzy państwami świata, prowadząca do tego, żeby jedne pozostały producentami, inne zaś zgodziły się po­zostać konsumentami tego czy innego towaru. Ten, kto by z konsumenta chciał zaawansować na producenta, byłby uznany za wroga ustalonego porządku na świecie. Chodzi o to, żeby przodujące dziś gospodarczo i poli­tycznie państwa, produkujące coraz drożej, były zabez­pieczone od współzawodnictwa innych państw, które mogąc wytwarzać taniej, zaczęły rozwijać swój przemysł w ostatnich czasach.

Urzeczywistnienie wszakże tej niepospolitej idei, pomimo istnienia Ligi Narodów i całego szeregu innych pomocy, nie jest łatwe. Za jedną z największych prze­szkód stojących mu na drodze, uważana jest sowiecka Rosja. Wyraźnie drwi sobie ona z wysiłków kapitali­stycznej Europy i Ameryki ku ratowaniu ustalonego porządku handlowego na świecie, jak o tym świadczy chociażby ostatnia mowa Stalina w Moskwie. Te drwiny mogłyby pozostać słowami bez treści, gdyby Rosja zo­stała pozbawiona węgla i żelaza, które posiada w obfi­tości właśnie na terytorium ukraińskim. Oderwanie tedy Ukrainy od Rosji byłoby wyrwaniem jej zębów, zabez­pieczeniem się od jej współzawodnictwa i skazaniem jej na rolę. wiecznego konsumenta wytworów obcego przemysłu.

W związku z tamtą pierwszorzędne miejsce na po­rządku dziennym spraw światowych zajmuje dziś druga wielka idea.

Znaczenie, jakie dziś zdobył automobil i aeroplan w pokoju i w wojnie, oraz coraz szersze zastosowanie motorów naftowych, przede wszystkim na okrętach, sprawiło, że skromna do niedawna nafta wysunęła się na czoło surowców wydobywanych z wnętrza ziemi. Jeżeli państwa, panujące dotychczas w układzie gospodar­czym świata, zdołają skupić w swych rękach wszystką, albo prawie wszystką naftę, panowanie ich mogłoby być zabez­pieczone na długo, o ile, ma się rozumieć, jaki przewrót techniczny nie odebrałby nafcie jej dzisiejszego znaczenia.

Stąd idea podzielenia świata na skombinowanych między sobą nielicznych posiadaczy nafty, tym samym uprzywilejowanych, i na upośledzoną resztę, która to cenne paliwo może otrzymywać tylko od tamtych, albo nie otrzymywać wcale, np. w razie wojny.

Nawet ta skromna ilość nafty, która znajduje się na naszym Podkarpaciu, była główną przeszkodą w za­łatwieniu sprawy wschodniej Galicji na konferencji po­kojowej.

Przeważna ilość znanej dziś nafty znajduje się w Ameryce. Stany Zjednoczone produkują przeszło 69% wszystkiej nafty na świecie. Poza tym drugie miejsce w produkcji światowej zajmuje Wenezuela, czwarte Me­ksyk, wreszcie spore ilości wytwarzają Kolumbia, Peru i Argentyna. Na tej wszystkiej nafcie spoczywa lub ma nadzieję spocząć ręka amerykańska.

W naszym starym świecie naftę posiada w mniej­szych ilościach Europa (przede wszystkim Rumunia, potem Polska) i Azja. Persja (eksploatacja głównie w angielskich rękach) zajmuje piąte miejsce w produkcji świata, Indie Holenderskie – siódme, mniejsze ilości wy­dobywane są w Indiach Brytyjskich, w Japonii i w Chi­nach. W ostatnich latach Anglicy odkryli naftę w Iraku i rozpoczęli jej eksploatację.

Najbogatsze wszakże źródła nafty w starym świecie, przedstawiające blisko połowę produkcji całej Europy i Azji, a mogące produkować znacznie więcej, znajdują się na Kaukazie (Baku). Dzięki nim Rosja zajmuje dziś trzecie miejsce w świecie w produkcji nafty.

Tym sposobem druga wielka idea dzisiejszego pro­gramu urządzenia świata rozbija się o Rosję sowiecką.

Ukraina nie posiada nafty – mogłaby jej mieć trochę, gdyby do niej zostały przyłączone ziemie polskie z Drohobyczem i Borysławiem – ale, jeżeli dość szero­ko pojąć jej obszar, sięgnąć aż do Morza Kaspijskiego, jak to się zaczyna robić, wtedy oderwanie Ukrainy od Rosji pociąga za sobą odcięcie ostatniej od Kaukazu i wyzwolenie nafty kaukaskiej spod jej panowania.

To wiąże kwestię ukraińską z najbardziej aktualną dziś kwestią światową – kwestią nafty.

V. Perspektywy państwa ukraińskiego.

Kwestii tedy ukraińskiej nie można tak traktować, jak się traktuje kwestię pierwszej lepszej narodowości, obudzonej do życia politycznego w XIX stuleciu. Zna­czeniem swoim przerasta ona wszystkie inne ze wzglę­du na liczbę ludności mówiącej po małorusku, jak na rolę obszaru przez nią zajmowanego i jego bogactw na­turalnych w zagadnieniach polityki światowej.

Już pod koniec ubiegłego stulecia zajęła ona po­czesne miejsce w planach polityki Niemiec, pod których patronatem została tak szeroko postawiona. Odbudowa­nie państwa polskiego nie zmniejszyło, ale raczej zwię­kszyło jej znaczenie w widokach polityki niemieckiej: z jej rozwiązaniem wiążą się nadzieje na zmianę granicy niemiecko-polskiej i na zredukowanie Polski do obszaru, na którym byłaby państewkiem nic nie znaczącym, od Niemiec całkowicie uzależnionym. Ekonomiczna zaś stro­na kwestii tak wielką rolę grająca w widokach mocar­stwa Hohenzollernów, dla dzisiejszych Niemiec, przy ich potężnych trudnościach gospodarczych, jest jeszcze do­nioślejsza. Niewątpliwie miał ją między innymi na myśli szef rządu niemieckiego, gdy niedawno w swej mowie wskazywał główne źródło finansowych i gospodarczych kłopotów niemieckich w układzie rzeczy politycznych na wschód od Niemiec.

W ostatnich latach, dzięki węglowi i żelazu Zagłębia Donieckiego oraz nafcie kaukaskiej, Ukraina stała się przedmiotem żywego zainteresowania przedstawicieli ka­pitału europejskiego i amerykańskiego i zajęła miejsce w ich planach gospodarczego i politycznego urządzenia świata na najbliższą przyszłość.

Do tego trzeba dodać – co nie jest wcale najmniej znaczącym – rolę, jaką Ukraina obok Polski odgrywa w zagadnieniach polityki żydowskiej.

Dzięki temu i dzięki szeregowi jeszcze innych po­mniejszych przyczyn, jak interesy dawnych wierzycieli Rosji oraz tych, których majątki przemysłowe i rolne pozostały na terytorium obecnej Ukrainy sowieckiej, wreszcie nadzieje pewnych sfer katolickich na zaprowa­dzenie unii kościelnej na Ukrainie, o kwestii ukraińskiej nie można powiedzieć, żeby cierpiała na brak sympatii w świecie.

Na pewno też, o ile by doszło do oderwania Ukra­iny od Rosji, potężne sfery użyłyby wszelkich swoich wpływów i środków na to, ażeby rzecz się nie zakończyła utworzeniem jakiegoś względnie małego państewka. Tylko wielka, możliwie największa Ukraina mogłaby prowadzić do rozwiązania tych zagadnień, które nadały kwestii ukraińskiej tak szerokie znaczenie.

Ukraina, oderwana od Rosji, zrobiłaby wielką karierę. Czy zrobiliby ją Ukraińcy?…

Młode, budzące się do roli dziejowej narodowości, skutkiem ubogiego zapasu tych tradycji, pojęć, uczuć i instynktów, które tworzą z gromady ludzkiej naród, oraz skutkiem braku doświadczenia politycznego i wy­ćwiczenia w rządzeniu własnym krajem, dochodząc do samodzielnego bytu państwowego, stają oko w oko z trudnościami, z którymi nie zawsze sobie umieją radzić. Nawet my, którzy nie przestaliśmy być wielkim narodem historycznym, na skutek względnie krótkiej przerwy w naszym bycie państwowym, po odbudowaniu państwa wykazaliśmy wielki brak doświadczenia i wielką nieudolność w uporaniu się z zadaniami, które na nas spadły. Na szczęście, zazwyczaj nieliczne i zajmujące niewielki obszar, tworzą one małe państewka, w których mają do rozwiązania zagadnienia mniejszego kalibru.

Ukraina wszakże to nie jest jakaś Litwa Kowieńska z dwoma i pół milionami mieszkańców, w której najtrud­niejsze zagadnienia tkwią w jej finansach i dają się roz­wiązywać na razie przez wyprzedawanie z góry poręb leśnych.

Ukraina stanęłaby od pierwszej chwili wobec wiel­kich zagadnień wielkiego państwa. Przede wszystkim stosunek do Rosji. Rosjanie musieliby być najniedołężniejszym w świecie narodem, żeby łatwo pogodzić się z utratą olbrzymiego obszaru, na którym znajdują się ich najurodzajniejsze ziemie, ich węgiel i żelazo, który stanowi o ich posiadaniu nafty i o ich dostępie do Mo­rza Czarnego. Następnie eksploatacja tego węgla i żela­za z wszystkimi jej konsekwencjami w ustroju i w życiu gospodarczym kraju. Wielkie zagadnienie przedstawia pobrzeże czarnomorskie, etnicznie nie będące ukraińskim, stosunek do ziem dońskich, do nieukraińskiego Krymu, a nawet do Kaukazu. Naród rosyjski, ze swymi tradycjami historycznymi, z wybitnymi instynktami państwowymi, stopniowo do uporania się z tymi zagadnie­niami dochodził i na swój sposób je rozwiązywał. Nowy naród ukraiński musiałby od razu znaleźć swoje sposoby sprostania tym wszystkim zadaniom i niezawodnie do­wiedziałby się, że jest to nad jego siły.

Co prawda, znaleźliby się tacy, którzy by się tym zajęli, ale tu właśnie występuje tragedia.

Nie ma siły ludzkiej, zdolnej przeszkodzić temu, ażeby oderwana od Rosji i przekształcona na niezawisłe państwo Ukraina stała się zbiegowiskiem aferzystów całego świata, którym dziś bardzo ciasno jest we włas­nych krajach, kapitalistów i poszukiwaczy kapitału, organizatorów przemysłu, techników i kupców, speku­lantów i intrygantów, rzezimieszków i organizatorów wszelkiego gatunku prostytucji: Niemcom, Francuzom, Belgom, Włochom, Anglikom i Amerykanom pośpieszyliby z pomocą miejscowi lub pobliscy Rosjanie, Polacy, Ormianie, Grecy, wreszcie najliczniejsi i naj­ważniejsi ze wszystkich Żydzi. Zebrałaby się tu cała swoista Liga Narodów…

Te wszystkie żywioły przy udziale sprytniejszych, bardziej biegłych w interesach Ukraińców, wytworzyłyby przewodnią warstwę, elitę kraju. Byłaby to wszakże szczególna elita, bo chyba żaden kraj nie mógłby poszczycić się tak bogatą kolekcją międzynarodowych kanalii.

Ukraina stałaby się wrzodem na ciele Europy; lu­dzie zaś marzący o wytworzeniu kulturalnego, zdrowego i silnego narodu ukraińskiego, dojrzewającego we własnym państwie, przekonaliby się, że zamiast własne­go państwa, mają międzynarodowe przedsiębiorstwo, a zamiast zdrowego rozwoju, szybki postęp rozkładu i zgnilizny.

Ten, kto przypuszcza, że przy położeniu geograficznym Ukrainy i jej obszarze, przy stanie, w jakim znajduje się żywioł ukraiński, przy jego zasobach ducho­wych i materialnych, wreszcie przy tej roli, jaką posiada kwestia ukraińska w dzisiejszym położeniu gospodarczym i politycznym świata, mogłoby być inaczej – nie ma za grosz wyobraźni.

Kwestia ukraińska ma rozmaitych orędowników, za­równo na samej Ukrainie, jak poza jej granicami. Między ostatnimi zwłaszcza jest wielu takich, którzy dobrze wiedzą, do czego idą. Są wszakże i tacy, którzy rozwią­zanie tej kwestii przez oderwanie Ukrainy od Rosji przedstawiają sobie bardzo sielankowo. Ci naiwni najlepiej by zrobili, trzymając ręce od niej z daleka.

VI. Rosja i Ukraina.

Z tego, co tu powiedziano o kwestii ukraińskiej nie wynika, ażeby lud ukraiński i wszystko, co z niego wychodzi dążyło do oderwania się od Rosji.

Co do ludu, trzeba powiedzieć, że przy poziomie kultury, na którym znajduje się ludność tej części Euro­py, jedyną prawie jej troską są jej sprawy gospodarcze, a stosunek jej do państwa zależy od sposobu traktowa­nia tych spraw przez władzę państwową. Zresztą, nawet w najbardziej cywilizowanych krajach, dążenia politycz­ne narodu są przede wszystkim dążeniami jego warstw oświeconych.

Gdy chodzi o inteligencję, wychodzącą z ludu małoruskiego na południu Rosji, to niemała jej część uważa się po prostu za Rosjan: nie tylko zaspakaja w języku rosyjskim swe potrzeby kulturalne, ale posiada rosyjską ideologię polityczną: na mowę zaś małoruską patrzy jako na narzecze rosyjskie. Inni – a tych liczba dziś szybko rośnie – uważają się za Ukraińców, dążą do rozwinięcia ukraińskiego języka literackiego i bronią jego praw urzędowych, ale w większości uważają Ukrainę za integralną część państwa rosyjskiego. Sto­sunek do obecnej Rosji zależy od tego, kto jest bolsze­wikiem, a kto nim być nie chce, lub ma do tego drogę przeciętą.

Gdy chodzi o Rosjan, to z wyjątkiem chyba samo­bójczych doktrynerów, nie ma wśród nich takich, którzy by przyznawali Ukrainie prawo do oderwania się od Rosji i utworzenia własnego, niezawisłego od niej państwa. Jedni uważają ludność małoruską za takich samych Ro­sjan jak oni; drudzy patrzą przyjaźnie na kultywowanie przez nią swego języka literackiego; trzeci wreszcie przyznają jej prawo do takiego, czy innego stopnia od­rębności politycznej, ale wszyscy uważają Ukrainę za część państwa rosyjskiego, na zawsze z nim związaną.

Nie znaczy to, żeby kwestia ukraińska, przy wszyst­kich czynnikach, które ją tworzą i popierają, nie była dla Rosji kwestią poważną i niebezpieczną.

Ukraina, jako najpoważniejsza pod względem gos­podarczym część państwa rosyjskiego, jest ziemią, od której zależy cały jego rozwój w przyszłości. Nie mniejsze znaczenie ma posiadanie jej w wojnie.

Obecna Rosja sowiecka, tak samo jak dawna Rosja carska, jest najbardziej militarnym państwem na świecie. Na jej armię często się patrzy przede wszystkim jako na Armię Czerwoną, przeznaczoną do współdziałania z rewolucją światową. Zdaje się, że sam rząd sowiecki lubi, żeby tak się na jego militaryzm zapatrywano. Tym­czasem, gdy się bliżej rzeczom przyjrzymy, musimy stwierdzić, że to jest przede wszystkim armia rosyjska, której istnienie i rozmiary wywołane są potrzebą utrzy­mania całości państwa i obrony jego granic.

W rozmaitych swych częściach Rosja jest zagrożona powstaniami. Niedawno widzieliśmy powstanie w Azer­bejdżanie, kraju z ludnością właściwie turecką. Było to powstanie nie pierwsze i nie ostatnie. Azerbejdżan to Baku, a Baku to nafta; nafta zaś dzisiaj, o ile nie znaj­duje się w rękach angielskich lub amerykańskich, nabiera własności silnego fermentu politycznego. Coraz częściej w ślad za nią ukazuje się na powierzchni ziemi inny dziwny płyn – krew.

Nawiasem mówiąc, obok Amerykanów i Anglików, są i inne narody, a przede wszystkim Niemcy, które uważają, że umiałyby sobie z naftą poradzić.

Z tymi szczególnymi właściwościami nafty spotyka­my się i my na naszym Podkarpaciu, gdzie ferment po­lityczny jest bardzo silny w stosunku do ilości nafty. Na tym terenie naftowym mamy do czynienia z zagra­nicznymi przedsiębiorcami, nie tylko przemysłowymi, ale i politycznymi: ci, tak samo jak tamci, ożywiają ruch przy pomocy obcego kapitału.

Zresztą, nie tylko naftowy Azerbejdżan gotów jest w sprzyjających okolicznościach przyprawić Rosję so­wiecką o niemałe trudności wewnętrzne.

Sprawa obrony granic przed wrogiem zewnętrznym najpoważniej się przedstawia na Dalekim Wschodzie, w dalszej zaś przyszłości zapowiada się groźnie. Nawią­zany z Chinami kontakt, bez porównania bliższy, niż to było za carskiej Rosji, nie pozwala już w sprawach chiń­skich na zastój: trzeba albo robić bolszewizm w Chinach, albo z Chinami wojować. Z chwilą, kiedy Kuomintang, czy jakikolwiek inny rząd chiński, poradzi sobie na wewnątrz ze swoimi komunistami, zacznie on niewątpliwie naciskać na Rosję, ażeby ją wyprzeć z jej stanowisk na Dalekim Wscho­dzie. Sowiety, zdaje się, dobrze to rozumieją: stąd Chiny zajmują pierwsze miejsce wśród ich zainteresowań.

Nie tu miejsce na dłuższe zatrzymywanie się nad Chinami. Wystarczy tylko wskazać przede wszystkim, że Chińczycy, mając kraj najbardziej przeludniony na świecie, należą do najenergiczniejszych kolonizatorów. Ta energia ich wzmogła się ostatnimi czasy: w ostat­nich wprost kilku latach posunęli oni kolonizację tzw. Wewnętrznej Mongolii – co dla Rosji nie jest obojętne – tak znakomicie, że zamieniła się ona w kraj chiński. Jeszcze ważniejsze dla Rosji jest, że to samo się robi w Mandżurii.

Rosja sowiecka już miała niedawno ostry konflikt z Chinami w Mandżurii i na nowy w krótkim czasie musi być przygotowana. Wojna zaś z Chinami coraz mniej zapowiada się jako zabawka, nie tylko dlatego, że przyswajają one sobie europejską sztukę wojenną i ćwi­czą się wojskowo w swych wojnach domowych, ale także, i to przede wszystkim, ze względu na ich ewolu­cję gospodarczo-techniczną ostatnich czasów.

Chiny są wielkim krajem rolniczym. Są jednak rów­nież i były zawsze wielkim krajem przemysłowym. Tyl­ko, odcięte od świata, zapatrzone w siebie, ugrzęzły w starych chińskich metodach produkcji. Obecnie prze­chodzą one z ogromną szybkością na metody europej­skie. Mając wszystkie najważniejsze surowce w wielkiej ilości, w coraz szerszym zakresie przerabiają w zbudowanych według ostatnich wymagań techniki europejskiej fabrykach ziarno na mąkę, włókno bawełniane i jedwab­ne na tkaninę, rudę na żelazo i stal, piasek na szkło itd. Ułatwia im to fakt, że są jednym z najbogatszych w węgiel krajów na świecie.

Wojna tedy z Chinami będzie coraz bardziej wojną z państwem przemysłowym, a to brzmi bardzo po­ważnie.

Gdyby Rosja została pozbawiona Ukrainy, a przez to węgla, żelaza i nafty została pozbawiona – jej widoki na przeciwstawienie się Chinom w wojnie stałyby się wkrótce znikome. Historia bliskiej przyszłości byłaby historią posuwania się państwowego i kolonizacji chińskiej ku Bajkałowi, a po­tem niezawodnie dalej. Byłaby to zguba Rosji, z punktu widzenia niejednej polityki pożądana. Przyszedłby wszakże czas, i to może dość rychło, kiedy narody europejskie spostrzegłyby i nawet odczuły, że Chiny są za blisko.

To położenie sprawia, że Rosja, jakikolwiek rząd w niej będzie rządził, musi bronić Ukrainy jako swej ziemi, do ostatniego tchu, w poczuciu, że strata jej by­łaby dla niej ciosem śmiertelnym.

VII. Widoki realizacji.

Przy całym znaczeniu Ukrainy dla Rosji i przy naj­dalej idącej gotowości Rosji do jej obrony, wreszcie przy całym militaryzmie tejże Rosji, można sobie wyo­brazić oderwanie od niej tego cennego kraju. Siła mili­tarna Rosji nie wystarczyłaby na prowadzenie pomyślnej wojny jednocześnie na dwóch frontach, i silne natarcie na nią z zachodu w razie jej wojny na Dalekim Wscho­dzie, która nawet w bliskiej przyszłości jest bardzo moż­liwa, musiałoby się dla niej skończyć fatalnie. Wtedy program ukraiński mógłby się stać rzeczywistością.

Na to wszakże, ażeby mogło nastąpić zajęcie Ukra­iny przez nieprzyjaciela, tym nieprzyjacielem musi być Polska i Rumunia. Żeby największe potęgi świata chciały oderwać Ukrainę od Rosji i gotowe były na to wiele poświęcić, ich chęci pozostaną tylko dobrymi chęciami, jeżeli głównymi wykonawcami ich woli nie będą Polacy i Rumuni, a przynajmniej sami Polacy.

Tu dopiero występuje cała trudność realizacji pro­gramu ukraińskiego.

Rumuni dobrze rozumieją, że za budowanie pań­stwa ukraińskiego zapłaciliby co najmniej Besarabią. Wie­dzą oni dobrze, iż wszelkie apetyty na Besarabię, które się ujawniają od czasu do czasu ze strony Sowietów, mają swoje źródło nie w Moskwie, ale w Charkowie i Kijowie. Gdyby nie hamulec moskiewski, sytuacja w tej sprawie byłaby o wiele ostrzejsza. Dla Rumunii bezpieczniej jest mieć za sąsiada wielkie państwo, którego polityka z musu przenosi swój środek ciężkości coraz bardziej do Azji, niż państwo mniejsze, które ześrodkuje swe interesy nad Morzem Czarnym. Stąd obudzenie w Rumunii zapału do odrywania Ukrainy od Rosji nie jest rzeczą łatwą.

Jeszcze ważniejsza w tej sprawie jest sytuacja, nie chcemy powiedzieć polityka, Polski. Jedno bowiem z naj­większych nieszczęść Polski tkwi w tym, że dziesięcio­lecie, które upłynęło od jej odbudowania, nie wystarczyło jej do wytworzenia programu wyraźnej, konsekwentnej polityki państwowej, odpowiadającego jej położeniu i jej interesom. Jej rozdwojenie polityczne, które wystąpiło tak jaskrawo podczas wojny światowej, nie skończyło się jeszcze, aczkolwiek zbliża się szybkimi krokami ku końcowi. Polityczny absurd, który polegał na związaniu się z państwami centralnymi i na nagięciu całego pro­gramu polityki polskiej do ich widoków, nie zlikwido­wał się od razu. Obóz, który ten absurd reprezentował, związał ze sobą na gruncie polityki wewnętrznej różnorodne żywioły, które mu dały poparcie w sprawach po­lityki zagranicznej, nie rozumiejąc ich lub uważając je za mniej ważne. To mu dało siły do narzucenia krajowi swej polityki zewnętrznej, w której nie wiadomo, co było świadomym programem, a co po prostu przyzwy­czajeniem z ubiegłych czasów, od którego nieruchawa myśl uwolnić się nie umiała.

Stąd w polityce państwa polskiego widzimy ciągły opór przeciw temu, co się narzucało, co wynikało z lo­giki położenia, ciągłe próby wykolejenia jej, nawrócenia jej na drogi, po których szła dawniej w związku z pań­stwami centralnymi. Odbiło się to fatalnie na pozy­cji międzynarodowej państwa polskiego i nawet wy­warło ujemny wpływ na politykę naszego sojusznika, Francji.

Na szczęście, doświadczenie dziesięciu lat i dojrze­wanie polityczne żywiołów, które do niedawna dla spraw polityki zewnętrznej nie miały komórek w mózgu, spra­wia, że myśl polska szybko się w tych sprawach ujed­nostajnia; na szczęście, powiadamy, bo żadne państwo dwóch kierunków polityki zewnętrznej długo nie znie­sie, i prędzej czy później za taki luksus drogo musi zapłacić.

I w stosunku do zagadnienia ukraińskiego opinia polska bliska jest zupełnego ujednostajnienia.

Położenie nasze w tej sprawie jest bardzo wyraźne. Choćbyśmy mieli najmętniejsze pojęcie o dążeniach ukraińskich, to przecie posiadamy pisany dokument, bę­dący oficjalnym programem państwa ukraińskiego. Jest nim traktat brzeski. Konspirujący z naszymi konspira­torami Ukraińcy mogą nawet szczerze dziś deklarować wiele rzeczy, ale zdrowo myśląca polityka nie może się przecie opierać na deklaracjach pojedynczych ludzi czy organizacji, czy nawet urzędowych przedstawicieli całego narodu. Musi ona patrzeć przede wszystkim na to, co tkwi w instynktach, w dążeniach ludów i w logice rze­czy. Jakiekolwiek byłoby państwo ukraińskie, zawsze musiałoby ono dążyć do objęcia wszystkich ziem, na których rozbrzmiewa mowa ruska. Musiałoby dążyć nie tylko dlatego, że takie są aspiracje ruchu ukraińskiego, ale także dlatego, że chcąc się ostać wobec Rosji, która by się nigdy z jego istnieniem nie pogodziła, musia­łoby być jak największym i posiadać jak najliczniejszą armię.

Polska tedy o wiele większą od Rumunii zapłaciła­by cenę za zbudowanie państwa ukraińskiego.

To wszakże jest tylko jedna strona rzeczy.

Niepodległa Ukraina byłaby państwem, w którym dominowałyby wpływy niemieckie. Tak by było nie tylko dlatego, że dzisiaj działacze ukraińscy konspirują z Niemcami i mają ich poparcie; i nie tylko dlatego, że o tym marzą Niemcy i że mają na obszarze ukraińskim Niem­ców i Żydów, którzy byliby dla nich oparciem; ale także, i to przede wszystkim, dlatego, że całkowite zrealizowanie programu ukraińskiego kosztem Rosji, Polski i Rumunii, ma naturalnego, najpewniejszego protektora w Niemczech i musi Ukraińców wiązać z nimi. Polska przy istnieniu państwa ukraińskiego, znalazłaby się mię­dzy Niemcami a sferą wpływów niemieckich, można powiedzieć, niemieckim protektoratem. Nie ma potrzeby unaoczniać, jakby wtedy wyglądała.

Wreszcie, jak to wyżej powiedzieliśmy, zbudowana dziś wielka Ukraina nie byłaby w swych kierowniczych żywiołach tak bardzo ukraińska i nie przedstawiałaby na wewnątrz stosunków zdrowych. To byłby naprawdę wrzód na ciele Europy, którego sąsiedztwo byłoby dla nas fatalne.

Dla narodu, zwłaszcza dla narodu jak nasz młode­go, który musi się jeszcze wychować do swych przezna­czeń, lepiej mieć za sąsiada państwo potężne, choćby nawet bardzo obce i bardzo wrogie, niż międzynarodowy dom publiczny.

Z tych wszystkich względów program niepodległej Ukrainy nie może liczyć na to, żeby Polska za nim sta­nęła, a tym mniej, żeby zań krew przelewała. I to pol­ska opinia publiczna już dziś bardzo dobrze rozumie.

My możemy być niezadowoleni z linii granicznej pokoju ryskiego, ale to nie odgrywa w naszej polityce wielkiej roli.

Możemy żałować i niewątpliwie serdecznie żałuje­my naszych rodaków, którzy nawet w większych skupie­niach dziś żyją w granicach Ukrainy sowieckiej, i dobra polskiego, które inni tam pozostawili, ale te uczucia nie mogą nas wykoleić z drogi, którą nam dyktuje dobro Polski jako całości, i jej przyszłości.

Możemy nawet współczuć wierzycielom francuskim Rosji, ale im powiemy, że ich rewindykacje, chociaż naj­bardziej uprawnione, nic nie mają wspólnego z wielkimi celami nie tylko Polski, ale i Francji.

Zdaje się, że na kwestię ukraińską w naszej poli­tyce zewnętrznej już niema miejsca.

Tym samym, wobec naszej pozycji jako sąsiada Rosji, a w szczególności Ukrainy sowieckiej, realizacja programu ukraińskiego przedstawia się więcej, niż wąt­pliwie.

***

Ostateczne wykreślenie kwestii ukraińskiej z pro­gramu naszej polityki zewnętrznej pociągnie za sobą dla naszego państwa jeden przede wszystkim doniosły sku­tek. Ustali się traktowanie kwestii ruskiej w państwie polskim jako jego kwestii wewnętrznej, i tylko we­wnętrznej. Zniknie pokusa do podpalania swego domu po to, żeby się od niego zajął dom sąsiada.

Koniec

Tekst pochodzi z 1930 roku.

Źródło: Archiwum MSWiA, sygn. K-458.

Udostępnił: Jan Stec

za: geopolityka.net/roman-dmowski-kwestia-ukrainska


02 Gru 2014 23:20
Profil
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2009 23:23
Posty: 4788
Post Re: Jestem Polakiem, wiec mam obowiazki polskie
Znany działacz opozycyjny w czasach PRL, współzałożyciel Wolnych Związków Zawodowych, poseł na Sejm I kadencji, Kazimierz Świtoń zmarł w czwartek w szpitalu w Katowicach – poinformował NSZZ „Solidarność”.

Świtoń urodził się w Katowicach w 1931 r. Jak sam mówił, "głęboko zakorzenioną miłość do ojczyzny i narodu polskiego" odziedziczył po ojcu, który jeszcze w okresie przedwojennym przemycał prasę antykomunistyczną do Rosji.
W działalność opozycyjną zaangażował się w 1977 roku. Był współtwórcą Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela na Śląsku. 23 lutego 1978 roku wziął udział w powołaniu pierwszego w Polsce komitetu Wolnych Związków Zawodowych.
Działające niezależnie od państwa WZZ stawały w obronie praw pracowniczych i obywatelskich, propagowały idee demokratyczne, zajmowały się m.in. samokształceniem, wydawały w drugim obiegu pisma.
- WZZ były bardzo głęboko zakorzenione w naszej rzeczywistości. Tutaj, na Śląsku, gdzie jest najwięcej robotników, były najbardziej potrzebne. Uważałem, że tylko i wyłącznie dzięki związkom zawodowym możemy osiągnąć pierwszy stopień ku wolności. Okazało się, że powstała wolność – mówił w 2009 roku Świtoń.
Kazimierz Świtoń działał w podziemnych strukturach WZZ, następnie w „Solidarności”. Był sekretarzem zarządu Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ „S” i członkiem zarządu regionu śląsko-dąbrowskiego związku.
W okresie PRL był jednym z najbardziej represjonowanych działaczy opozycji. Jak mówił, 58 razy był zatrzymywany na 48 godzin, siedział w więzieniu za rzekome pobicie milicjantów i nielegalne posiadanie broni.

W 1989 roku został przewodniczącym rady naczelnej Chrześcijańsko-Demokratycznego Stronnictwa Pracy, rok później - przewodniczącym Górnośląskiej Chrześcijańskiej Demokracji. W wyborach w 1991 roku uzyskał mandat posła na Sejm I kadencji z ramienia Ruchu Autonomii Śląska. Z trybuny sejmowej oskarżył prezydenta Lecha Wałęsę o współpracę z SB.
W wyborach samorządowych w 2010 roku ubiegał się o mandat radnego sejmiku śląskiego z listy Narodowego Odrodzenia Polski, w 2014 roku z rekomendacji KWW Oburzeni.
W wyborach parlamentarnych w 2011 roku był kandydatem do Senatu z ramienia Konfederacji Godność i Praworządność.
Akcja Świtonia
W 1999 r. zapoczątkował akcję stawiania krzyży na Żwirowisku w pobliżu byłego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau obok papieskiego krzyża - elementu ołtarza, przy którym modlił się w 1979 roku Jan Paweł II podczas pierwszej pielgrzymki do kraju. W 1988 roku, za zgodą Kościoła katolickiego, krzyż został przeniesiony w procesji na Żwirowisko, gdzie podczas wojny Niemcy rozstrzelali 152 polskich więźniów politycznych. Jego usunięcia domagały się niektóre środowiska żydowskie.
Akcja Świtonia zaowocowała ustawieniem przez radykalne środowiska katolickie ponad 200 mniejszych krzyży i międzynarodowym skandalem. Pod koniec maja 1999 roku wszystkie, z wyjątkiem papieskiego, zostały przeniesione do pobliskiego klasztoru franciszkanów w podoświęcimskich Harmężach.

_________________
adm


04 Gru 2014 23:37
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Jestem Polakiem, wiec mam obowiazki polskie
Cicha wojna o świadomość

We wcześniejszej publikacji wyjaśniłem, dlaczego definicje podstawowych pojęć takich jak państwo i nauka, podawane do publicznej wiadomości są z gruntu rzeczy fałszywe. Gwoli przypomnienia poniżej uzasadnienie faktycznej definicji „państwo”.

W chwili obecnej państwo jest to instytucja mająca w sumie do spełnienia dwa cele:

- utrzymanie w posłuchu ludności zamieszkującej dany teren,

- ściąganie podatków w takiej wysokości w jakiej to jest możliwe, bez wywoływania zamieszek. Zamieszki zawsze były kosztowną i niepotrzebną stratą finansową.

W celu spełnienia tych wytycznych, grupa ludzi przeznaczonych do „rządzenia”, czyli spełniania postulatów starszych i mądrzejszych [Stanisław Michalkiewicz], posiada aparat przymusu:

- Urząd Skarbowy – ustawy dotyczące tego urzędu są bardziej restrykcyjne aniżeli kodeksu karnego.

- Urząd Ubezpieczeń Społecznych [występujący pod różnymi nazwami]. Podatki na ubezpieczenia społeczne są tak samo restrykcyjnie egzekwowane jak każde inne. Są one przymusowe, a więc sprzeczne nawet z samą ideą demokracji i wolności. Podatki te także nie są rozliczane i tak naprawdę stanowią zysk „państwa” czyli tej grupy, która się za tym pojciem kryje.

- Aparat przymusu bezpośredniego zwany policją i „wymiarem sprawiedliwości”.

- Kontrolny aparat przymusu tj. armie. Dlatego armie przeorganizowuje się na zawodowe, tak jak w „odrodzeniu”. Wiadomo, że żołnierz zawodowy jest to najemnik służący temu, który płaci. Sprawdzono to już 500 lat temu.[1]

Fakty świadczą jednoznacznie, że państwo zwane „Polska” spełnia wszystkie wyżej wymienione warunki.

Jest to typowy produkt cywilizacji turańskiej w wydaniu pruskim. Niestety wyraźnie jest widoczne, że nawet szczerzy patrioci, którzy krew za Polskę przelewali i z niejednego pieca chleb jedli zupełnie nie rozumieją problemu [np. prof. W. K]. Nie chcą przyswoić sobie nowo mowy – czyli zmiany semantycznej pojęć, którymi się posługują.

Przykładowo ludzie z tytułami profesorskimi i to starej daty wciąż nie rozumieją takich pojęć jak komunizm, faszyzm, kapitalizm i dzielą włos na czworo. Toczą zaciekłe boje w celu zdefiniowania własnymi słowy, danych pojęć, wynajdują sztuczne różnice i dyskutują w którym miejscu należy postawić przecinek. Oczywiście cała masa dezinformatorów robi to w celu zwiększenia zamieszania w społeczeństwie. Oto wielki sukces – nauka nowomowy.

Tymczasem sprawa jest banalnie prosta. Zarówno komunizm jak i kapitalizm to jest dokładnie to samo. W celu postawienia prawidłowej diagnozy, należy sprowadzić wszystko do wspólnego mianownika. Tym mianownikiem są pieniądze. Czyli chcąc postawić jakąś diagnozę musimy najpierw sprawdzić w jakim kierunku następuje przepływ, mówiąc językiem fizyki – energii, czyli pieniądza.

ALE ZACZNIJMY OD POCZĄTKU

Komputery, wbrew opinii inżynierów nie są wykorzystywane tylko i wyłącznie do określenia wytrzymałości jakiegoś mostu, czy wieżowca, ale przede wszystkim do kontroli mas ludzkich.

Socjotechnika czyli analiza i automatyzacja społeczeństwa wymaga opracowania dużej ilości informacji gospodarczych w jednostce czasu. Pierwsze komputery z lat 1930. były zbyt wolne, ale już komputery elektroniczne z 1946 roku [Presper Eckert i John W. Mauchly] były wystarczająco szybkie. A wprowadzenie metody „simpleks” w 1947 roku przez Georga Danzina dopełniło reszty. Wynalezienie tranzystorów 1948 roku przez J. Bardeena, W.H. Brattaina i W. Schockleya pozwoliło na miniaturyzację komputerów, czyli swobodne ich używanie.[2]

Zrozumiała to od razu spółka Rothschild-Rockefeller i za ich pieniądze zaczęło się finansowanie na Harvardzie „projektu badań ekonomicznych”.

Dopiero rok później dołączyło do tych badań wojsko. Już w 1952 roku projekt został zakończony i wybrane fragmenty pokazane na konferencji naukowej. Zaczęła się Cicha wojna.

PROJEKT QUIET WAR

Niestety wiedza na ten temat jest zupełnie znikoma wśród polskich naukowców nie wspominając o politykach. W skrócie więc opiszę kilka najbardziej podstawowych pojęć.

Nauka w wydaniu popularnym służy do rozwiązywania problemów lokalnych w celu zminimalizowania strat, kosztów i w skali większej do odkrywania nowych „światów”. Zupełnie inaczej definiują naukę bankierzy. Wg nich nauka nie jest celem, a środkiem do celu. Środkiem jest wiedza, a końcem procesu kontrola pieniądza i zysku. Jedyny problem to zdefiniowanie kto będzie beneficjentem tego procesu. Kto będzie zwycięzcą?! Wiadomo, ten kto płaci. A kto płaci – bankier!

W tej definicji nie ma pojęcia prawa ani moralności. Tak jest od ponad 100 lat.

Innymi słowy celem badań zwanych naukowymi, opłacanych przez bankierów [a jakie badania po wprowadzeniu instytucji grantów nie są opłacane?] jest takie ukierunkowanie gospodarki, które jest całkowicie przewidywalne i łatwe do manipulowania.[3]

Konkretnie wg tej definicji kapitalizm i komunizm czy faszyzm to jest to samo.

MONOPOLIZACJA PRODUKCJI

Beneficjenci tego procesu są różni, ale całość polega na tym, że w komunizmie monopol ma wymieniona na początku przeze mnie grupa zwana instytucją tj. rząd, partia, służby specjalne. W kapitalizmie grupa „prywatnych” właścicieli – rząd, służby specjalne. W komunizmie nic nie jest moją własnością, ale wszystko mam, specjalne sklepy, kierowcę z samochodem lub odwrotnie, dom, daczę służbową itd. W kapitalizmie mam to samo tylko przepływ pieniądza jest troszeczkę inny. Dlatego, aby nie budzić zawiści dołów, tworzę jako kapitalista różnego rodzaju fundację czy inne instytucje, którymi kieruję za pleców.

Jako kapitalista muszę tanio produkować, dużo produkować i szukać rynków zbytu, ale przecież o wiele łatwiej załatwić konkurencję np. poprzez spalenie jego fabryki, albo wywołanie lokalnej wojny, czy wykup konkurencyjny tak jak to zrobiono po 1990 roku w Polsce. Wykupywano zakłady będąc konkurencją dla firm zagranicznych po to aby doprowadzić je do upadłości.

W komunizmie robi się to samo poprzez np. wprowadzanie nowego prawa walki z kułakami, burżujami etc. likwiduje się drobny handelek np. w szczycie wprowadzania w Polsce turańszczyzny tzw. walka o handel Hilarego Minca. Jak więc widzimy w jednym i drugim wypadku jest to to samo – zdobywamy monopol produkcji.[4]

Nawet tak doskonały przedsiębiorca jak p.Roman Kluska w swoim wywiadzie wykazał, że nie rozumie problemu. Likwidacja jego przedsiębiorstwa nie została spowodowana jakimiś tam lokalnymi rozgrywkami ale monopolem. Jak sam podał obsługiwał ok. 98% rynku komputerowego w Polsce. A kto przejął ten rynek? Amerykański Dell. A kto stoi za Microsoftem? Billy Gates. A kim jest sekretarz obrony USA Robert Gates?[5]

Oczywiście są to niczym niepoparte brednie ciemnego tłumu z małego kraju nad Wisłą. Pan Kluska cieszył się jak dziecko, że dostał propozycje od Gatesa, a to było tylko badanie rynku. Przecież nie po to przyleciał Billy Gates do Polski aby opowiadać bajki na wykładzie, tylko aby wypełnić misję. Bardzo dobrze ją wypełnił p. Kluska pasie owce.[6]

Łatwiejsze jest sterowanie w kapitalizmie, ponieważ korupcja i przekupstwo jest łatwiejsze do ukrycia. Nie trzeba się kryć z bogactwem. Zarówno w jednym jak i drugim przypadku, żeby było to możliwe, tzw. niskie klasy muszą być pod całkowitą kontrolą. W komunizmie osiąga się to przez partię, związki zawodowe i takie manipulowanie towarami, aby ich zdobycie wymagało znacznego wysiłku, a przede wszystkim czasu.

W kapitalizmie robi się to samo żonglując tylko wynagrodzeniem i związkami zawodowymi.

W jednym i drugim przypadku musimy jednocześnie się rozprawić z pojęciem rodzina. W komunizmie dobrym przykładem jest stawianie pomników takim wyrzutkom społeczeństwa jak Pawka Morozow i wychowywanie dzieci przez żłobki i przedszkola, Proszę sobie przypomnieć, że przez ok. 20 lat, po wojnie, wszyscy w Polsce: nauczyciele i „naukowcy” chwalili Pawkę i podawali go za wzór dla dzieci i młodzieży. Nikt nie protestował. Dzisiaj ci naukowcy to wielce szanowana elita „intelektualna”. Na wszelki wypadek akta IPN zostały szybko zamknięte i lustracji na uczelniach nie było.[7]

W kapitalizmie podobny skutek ma, odbieranie pod byle pretekstem dzieci rodzicom, np. bo są za grube, bo za chude, bo molestowane itd. Następnie dawanie tych odebranych dzieci rodzicom zastępczym.

Przykładowo w Polsce obecnie: zasiłek rodzinny dla naturalnych rodziców, na dziecko wynosi 50-100 zł, ale dla rodziców zastępczych już 2000 zł. Najczęściej powodem zabierania dzieci rodzicom jest obecnie zubożenie, brak pieniędzy na zaspokojenie podstawowych problemów gospodarczych, opłat za czynsz, opłat za mas media. A przecież wystarczyłoby 50% tej kwoty dać rodzicom i na pewno lepiej wychowywaliby swoje dzieci aniżeli pracownik najemny jakim jest zastępcza matka. Przykład mordu takich dzieci w Wejherowie, przez tzw. zastępcą rodzinę, najlepiej o tym świadczy. I o dziwo, matkę dzieciobójczynię skazuje się od razu. A proces zastępczej morderczyni trwa i trwa.

Innym przykładem takiej zgnilizny są działania Jugendamtu. W Niemczech co najlepiej dokumentuje ucieczka 13-letniego dziecka do Polski w celu spotkania się z prawdziwymi rodzicami. W Niemczech urzędnicy zabraniali bowiem takich kontaktów. Bardzo ciekawe są komentarze „naszych” polityków w tej sprawie: „ja tam sprawy nie znam dokładnie, ale skoro Jugendamt postanowił, to coś tam musiało być nie tak”. Czyżby już sobie robili wejścia po zmianie granic?

Obniżenie tzw. pensji, brak pracy ewidentnie celowo w Polsce wprowadzany [mamy do wybudowania kilka tysięcy dróg i nie możemy ruszyć, a Niemcy w 1933 roku właśnie budownictwem dróg wyszli z kryzysu] wyjazdy za pracą, powodują powstanie nowego zjawiska zwanego zawodowymi sierotami. Do tego tematu deportacji jeszcze powrócę.

Odpowiednie manipulowanie wymienionymi przeze mnie pojęciami pozwala łatwo rządzić społeczeństwami. Cały problem polega na tym, że dane społeczeństwo nie może zrozumieć tej broni. Nie może więc uwierzyć, że zostało zaatakowane. Jest więc zupełnie bezbronne i łatwe do spacyfikowania.

Ale jak ma zrozumieć stado owiec, kiedy „elity” tego nie rozumieją? Można to traktować jaki wynik „mordów katyńskich” lub jako zatrudnianie pożytecznych idiotów na odpowiednich stanowiskach. Przypominam w Mordach Katyńskich zlikwidowano albo strzałem w tył głowy, albo poprzez zatopienie w Morzu Białym, 75% polskich profesorów, 56% lekarzy, 28% inżynierów i nauczycieli. Potwierdza ten stan rzeczy ostatni wywiad p. prof. Grażyna Arcyparowicz w Telewizji Trwam. P. Profesor zrzuca obniżanie się poziomu edukacji na szkoły po 1990 roku, a nie widzi celowego wprowadzenia systemu, mającego sprowadzić społeczeństwo do poziomu stada owiec: jeść, pić, spać i w ostateczności pracować. W USA już ponad 60 milionów ludzi otrzymuje kartki żywnościowe Czyli ten system obniżania poziomu edukacji został wprowadzony na całym świecie. Jak widać bez sprzeciwów. Jak o tym już pisałem, w Polsce wprowadzano go systematycznie od 1974 roku przez genseka Edwarda Gierka.[8]

Jeżeli te pojęcia tj. przepływ pieniądza, usługi, populację, oświatę odpowiednio zakodujemy, to komputer obliczy nam prawdopodobieństwo wystąpienia takich, a nie innych zjawisk podczas zmiany parametrów to znaczy np. zwiększenia czy też zmniejszenie ilości pieniądza na rynku, lub co się będzie działo w przypadku wzrostu populacji przy obniżeniu ilości pieniądza na rynku.

Np. rząd poprzez drukowanie pieniędzy ponad limit wyznaczany przez wzrost produktu narodowego brutto powoduje inflację. Duża inflacja prowadzi do wojny, czyli niszczenia wierzyciela. A politycy, którzy do niej prowadzą to jedynie wynajęci aktorzy. Wyraźnie widoczne było to w każdej rewolucji. Robespierre i Dante także zginęli chociaż wydawało im się, że rządzą państwem. To samo było z agentem niemieckim Goldmanem alias Leninem.

Cały ten interes opiera się na chciwości. Ponieważ większość społeczeństw nie umie hamować tej cechy to występuje tylko jedna alternatywa:

- albo dochodzi do wojny i w ten sposób niszczy się dłużnika, wpierw uzyskując zgodę zwycięzcy na spłacenie długu przegranego.

- albo prowadzi się cichą wojnę i w ten sposób trzyma kontrolę nad światem, czyli wprowadza się niewolnictwo za pomocą np. podatków.[9]

“Przyszła wojna będzie wojną niewidzialną. Dopiero, gdy dany kraj zauważy, że jego plony uległy zniszczeniu, jego przemysł jest sparaliżowany, a jego siły zbrojne są niezdolne do działania, zrozumie nagle, że brał udział w wojnie i tę wojnę przegrywa.” (Frederic Joliot-Curie)

„Są informacje oraz podstawowa wiedza, która powinna być znana wszystkim ludziom.” (Roman Dmowski)

Kochany Wnuczku!

W związku ze zmianami jakie następują w ostatnich dekadach, a sprowadzających się do totalnego prania mózgu, karykaturalnego obniżania poziomu oświaty w Kraju Nad Wisłą, pragnę pozostawić Ci informacje, które być może pozwolą lepiej zrozumieć wydarzenia, które następują. Łatwość wprowadzanych zmian, szybkość zmiany wartości moralnych sprowadzająca się generalnie do zanikania cywilizacji łacińskiej, a wypełniających po niej pustkę, cywilizacjami azjatyckimi jest przerażająca. Wystarczyło kilkanaście roczników poddanych masowemu praniu mózgów, aby to o co walczyli dziadowie przestało istnieć. Pod koniec tego okresu mieć zastąpiło być. Prasa służyła dezinformacji. Podobnie ilość informacji w internecie służyła ogłupianiu, a nie wzrostowi poziomu edukacji. Pierwsze 20-50 rekordów w wyszukiwarkach były reklamami przemysłu lub polityki. A co dalej z tego wynikło sam wiesz lepiej.

Nawiązuję do pierwszej części „Cichej wojny o świadomość”, czyli planu okupacji. Oczywiście Drogi Wnuczku rozumiesz, że ta druga metoda [cichej wojny] jest o wiele bardziej bezpieczna w stosowaniu, co najwyżej prowadzi do lokalnych konfliktów, ewentualnie do rozpadu danego państwa, tak jak Jugosławii w latach 1990. Jugosławia nie chciała sprywatyzować kopalń ołowiu, swoich zasobów węgła, podobno aktualnie największych w Europie oraz ropy naftowej z szelfu. Zasoby ropy byłej Jugosławii są większe aniżeli Arabii Saudyjskiej, ale po co o tym głośno krzyczeć. Ta wiedza, jak to zaznaczyłem na początku, jest potrzebna bankierom. A bankierzy mają – opłacają – utrzymują – mass media.

Sterowanie ludnością jest bardzo proste. Ludnością można sterować podobnie jak taśmą produkcyjną w fabryce. Jeżeli znamy parametry takie, jak ilość pieniądza na rynku i liczebność populacji, to poprzez odpowiednie działania możemy wymusić pozytywne dla nas zachowanie tej grupy. Istnieje co najmniej 60 głównych tematów – parametrów takich jak np. standard życia dla danej klasy, analiza przyczyn śmierci – można przecież nimi dowolnie manipulować, np. poprzez szczepienia, eutanazje, zmiany definicji chorób, poprzez dodatki do żywności, braki pieniędzy na leczenie chorób itd., sztuczne kolejki i zapisy na leczenie. Wprowadzenie segregacji śmieci wcale nie miało być procesem ekologicznym, ale służyło wielkim korporacjom do oceny możliwości handlu na danym terenie. Jak udowodniły to badania – do manipulacji 200-300 osobowym tłumem na ulicy wystarczy 10 odpowiednio współpracujących i przeszkolonych agentów.

Zauważ proszę, że w stanie wojennym, tylko 20 lat temu [1981 r.], ludność stała w kolejce za przysłowiowym papierem toaletowym 2-4 godziny i się burzyła, lub była podburzana. A obecnie stoi w kolejce do okulisty 4 lata, do ortopedy 2 lata i się nie burzy. Nie wydało się to nikomu dziwne. Co jest właściwie dla człowieka ważniejsze: zdrowie czy papier toaletowy? A może tak naprawdę to nasze zdrowie obecnie stało się tyle samo warte, co wcześniej papier toaletowy?

Innym sposobem manipulacji jest zapewnienie kontaktów towarzyskich lub nie. Można np. podnieś ceny paliw i utrudnić komunikację, podnieść ceny biletów, zmniejszyć albo zwiększyć liczbę telefonów. Starsi jeszcze pamiętali: jedna budka telefoniczna na cały kwartał domów. A obecnie każdy ma po jednym albo dwa telefony komórkowe, które powodują niekiedy zadłużenie właściciela na kilkaset złotych miesięcznie. Wmówiono im bowiem, że telefon jest niezbędny do życia, można bowiem zadzwonić po policję, straż pożarna, pogotowie ratunkowe itd. Tylko nikt jeszcze nie udowodnił, że istotnie ma to jakiekolwiek znaczenie praktyczne i pożyteczne. Wręcz przeciwnie, nadmiar telefonów powoduje, że trudniej się dodzwonić. Wystarczy spróbować dodzwonić się np. do komisariatu czy jakiejkolwiek przychodni zdrowia. A niewolnik musi przecież koszty obsługi takiej stacji telefonicznej odpracować. I tak się zajmuje czas ludziom, którego zresztą ci ludzie i tak nie rozumieją.

Podobnie w latach 1970. podróż z Gdańska do Warszawy trwała krócej niż 3 godziny. Ale kontakty międzyludzkie trzeba było utrudnić. Obecnie po zakupieniu za 2,5 miliarda włoskiej atrapy, podróż wydłużyła się do ponad 5 godzin. I oczywiście wg grupy rządzącej wszystko jest w porządku, a przecież to spowolnienie podróży powstawało po rzekomych zmianach politycznych. Dopiero po 1990 roku zaczęto teoretycznie remontować torowiska i nadal do 2013 roku się je remontuje. I jak widzisz, rzekome prace remontowe trwają ponad 20 lat. A budowa od nowa linii kolejowej w latach 1970. trwała 2 lata.[1]

Oczywiście można także dowolnie manipulować cenami energii, gazu, można opodatkować wodę z dachu, śnieg przed domem i co się tylko chce, warunek jest jeden: trzeba to robić poprzez lokalnych przedstawicieli zwanych radnymi. Przecież to nie my ustawiamy poprzeczkę, to wasi „demokratycznie” wybrani reprezentanci – mówili starsi i mądrzejsi. Dlatego wprowadzono specjalne konferencje prania mózgów dla radnych, aby poprzez nich wyprowadzać z kas gminnych pieniądze, pod pretekstem zakupu szczepionek.

Aby się to wszytko trzymało razem trzeba wyłączyć umysły społeczeństwu. I to w Polsce skutecznie przeprowadzono. Od czasów genseka E. Gierka co kilka lat wprowadzano nową reformę oświaty i nauki. Oficjalnie nikt nie sprawdzał konsekwencji takich „reform”, ale będąc przez 40 lat nauczycielem akademickim wyraźnie widziałem spadek wiedzy podstawowej nowych studentów. W okresie tylko ostatnich 40 lat obniżono liczbę godzin studiów medycznych o ponad 1000. Z prawie 8-letnich studiów zrobiono 5-letnie – typu felczerskiego. Liczbę godzin, przykładowo z biofizyki, z 220 obniżono do 45, fizjologii ze 180 do 70. Anatomia prawidłowa była przez 3 godziny dziennie i 5 dni w tygodniu, a w soboty były jeszcze dodatkowo seminaria, a obecnie jest 2 razy w tygodniu po 2 godziny.
Student na czwartym roku studiów nie wie co znaczy pojęcie ph, a powinien to był wynieść ze szkoły średniej.[2]

Prowadząc zajęcia w Muzeum „Sybir pro memento” z przerażeniem stwierdzam, że polski maturzysta nie potrafi już czytać głośno. Duka sylabizując wiersze A. Mickiewicza wyświetlane na ekranie. Prowadząca zajęcia nauczycielka odwraca głowę do ściany i po zajęciach stwierdza, że tak to teraz jest. Zaznaczam – szkoła była prywatna dla „elit”.

Proces cichej wojny nie powstał wczoraj, tylko rozpoczął się na początku XX wieku poprzez tzw. emancypację. Nie chodziło o żadne poprawienie losu kobiet. Tylko typowe blondynki mogły takie głupoty twierdzić. Chodziło o zwiększeni liczby potencjalnych kupujących.

Jeżeli kobieta ma do wyboru kierowanie się zmysłami – uczuciem czy logiką, to bez dwóch zdań zawsze wybierze zmysły. W ten prosty sposób zawsze można przewidzieć co kupi. To tylko kwestia reklamy. A potem to już podobnie, jak na taśmie produkcyjnej. Reklama towaru, kolejki kobiet „na zakupach”, nawet wymyślono nową chorobę psychiczną „schoping” w MAD V.

Inny przykład: akcja aktorki Agelina Jolie z obcięciem sobie piersi. Jej wystąpienie, jak ocenili wówczas eksperci od marketingu, dało zysk, który firmy zaangażowane w ten biznes osiągnęłyby po wydaniu miliarda dolarów na reklamy. A tak, odpowiednia gaża dla jednej aktorki i jaki skutek! Aktorka ta zasiała strach w dużej grupie kobiet i przez to zwiększyła naciski na operacje piersi, sztuczne protezy, etc. Jak o tym pisałem wcześniej, strach był i jest głównym motorem działania społeczeństw.[3]

Proszę zauważ, te wszelkiej maści stowarzyszenia kobiece zupełnie nie zajmują się kobietami, a tylko np. wynagrodzeniem kobiet. Wynagrodzeniem, ponieważ wiadomo, w jaki sposób wracało ono do producentów tych reklam. Czy słyszałeś kiedykolwiek aby np. jakakolwiek organizacja kobieca walczyła z formaldehydem zawartym w kosmetykach czy szamponach? A przecież np. norma polska przewiduje, że w szamponie dla dzieci nie może być więcej formaldehydu aniżeli 50 mg/litr, a dla dorosłych 500 mg/ litr. Czy ktokolwiek widział ktokolwiek na szamponie napis „zabronione dla dzieci”?

A przecież w wieku 16-20 lat wszystkie panie miały piękne włosy. Po 20 latach stosowania takich szamponów włosy stają się łamliwe, wypadają i łysina prześwieca u żony lepiej aniżeli u męża. Żadna organizacja kobieca z nazwy nie protestuje przeciwko temu truciu kobiet, chociaż były takie celebrytki, jak prof. Środa, p. Nowicka itd.

A przecież jeszcze babcie wiedziały, jak utrzymać włosy w czystości i nie stracić ich. Celem wprowadzenia szamponów był po prostu czysty zysk przemysłu chemicznego. I w tym liderki tych organizacji były dobre. Podano nawet oficjalnie w Sejmie, że np. taka p. Nowicka „robiąca” za wicemarszałka była na liście płac przemysłu aborcyjnego. Nie komentuję tego.

Podobnie dodatek chloru w wodzie powoduje suchość skory. Lekarstwem wg reklam czasopism kobiecych jest krem. Ale dlaczego kremy nie psują się mimo, że rzekomo zawierają specjalne odżywkę i nie trzeba ich przechowywać w lodówkach? Po 20 latach stosowania takich kremów skóra twarzy przypomina cytrynę, a skóra pośladków nie smarowanych kremami nadal zachowuje jędrność. A przecież u małego dziecka skóra policzków i pośladków jest taka sama.

Inny przykład ogłupiania kobiet: podpaski jak skrzydełka. Ale wystarczy włożyć taką podpaskę do szklanki ciepłej wody, potrzymać trochę i wyjmując można zauważyć, jak woda staje się mleczna. Coś wypływa. Otóż już od dawna przemysł chcąc obniżyć koszty, zamiast bawełny używa związki chemiczne. A te kruszą się i wypadają pod wpływem wilgoci, tarcia i ciepła na zewnątrz. Dodatkowo trzeba dodać, że śnieżną biel podpaska uzyskiwano poprzez działanie chloru. Nigdy nie daje się usunąć całego chloru. Efekt? Permanentne, nawracające zapalenia dróg rodnych, częste pieczenia przy oddawaniu moczu, bóle podbrzusza, a czasami bezpłodność.

Ale nigdzie nie podawano najmniejszej nawet wzmianki, że jakakolwiek organizacja kobieca typu Liga Kobiet, partia Kobiet Wyzwolonych itd., chociażby wspomniała o tym problemie. A przecież chciały mieć 50% kobiet w Sejmie. Powstaje pytanie – w jakim celu, jeżeli nawet o siebie nie potrafią się troszczyć? Chciały wchodzić do sejmu, a nie potrafiły nawet informować swoich czytelniczek, członkiń, etc., o szkodliwości rzekomo specjalnie dla nich przygotowanych produktów?

Udowodniono także, że dodatek aluminium do dezodorantów powoduje raka piersi. I co? I nic, „nasze” posłanki o wszystkim myślały, tylko nie o własnym i koleżanek zdrowiu. Ważniejsza jest aborcja. Przecież te noworodki są potrzebne przemysłowi do produkcji szczepionek, a to jest konkretny zysk. Przecież szczepionki robione na małpach wymagały najpierw schwytania tych małp, a to kosztowało. A zysk to forsa na zakup kolejnego dezodorantu. Wprowadzono nawet specjalne pojęcie śmierci mózgowej, aby można było od żywych dawców pobierać organy do przeszczepów. Od zmarłych się nie nadawały. Ten termin prawny – śmierć mózgowa – nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Już w latach 1970. byłem świadkiem obudzenia się ludzi ze śpiączki pourazowej, chociaż wszyscy dookoła w klinice twierdzili, że nic z tego nie będzie. Ale przemysł transplantacyjny to olbrzymie zyski. Za to zupełnie nie zwraca się uwagi na przewlekle trucie ludzi np. fluorem dodawanym do past do zębów pod pretekstem walki z próchnicą.[4]

Autor: dr Jerzy Jaśkowski
Kontakt: jjaskow@02.pl

Nadesłano do „Wolnych Mediów”

Źródło:
http://www.aferyprawa.eu/Polityka/Cicha ... -Jaskowski


16 Gru 2014 20:58
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Jestem Polakiem, wiec mam obowiazki polskie

Odżydzić nasz kraj, spolszczyć nasz handel i przemysł to nasz dziś święty i wielki obowiązek narodowy.


O tem, źe żydzi są wrogami naszymi i, źe w Polsce ma­my ich więcej, niż w każdym innym kraju na cełej kuli ziem­skiej, nikt z nas prawdziwie po polsku myślący nie wątpi.
Odżydzić nasz kraj, spolszczyć nasz handel i przemysł to nasz dziś święty i wielki obowiązek narodowy.


Zarząd T-wa „Rozwój” w Lublinie, zdając sobie dobrze sprawą z tego, że dojść do tego można tylko drogą jak naj­szerszego uświadomienia wszyskich warstw społecznych, posta­nowił oprócz odczytów urządzonych w Lublinie, w dużej Ilości drukować broszury i książki żydoznawcze, przystępne dla
wszystkich.
Choć sporo już książek i broszur ukazało się w tej dziedzinie, jednak wiele jeszcze pozostało kwestji, które muszą być poruszone i omówione gruntownie w broszurach czy książkach, by całe społeczeństwo nasze dało się przeko­nać o niebezpieczeństwie, które grozi nam, i ojczyźnie naszej ze strony żydostwa.
Zażydzona jest cała Polska, zaźydzone jest też strasznie całe nasze Województwo Lubelskie, a zwła­szcza miasteczka kresów wschodnich. Pragnęlibyśmy by bro­szury i książki nasze w pierwszym rzędzie właśnie trafiły tam na kresy.
Wszystkich, którym sprawa odżydzenia Polski Polski jest nieobojątną, prosilibyśmy o pomoc w rozszerzaniu naszych broszur i książek .
Druga z kolei ukaże się książka Ks. Prof. Kruszyńskiego p.t. „Talmud, co zawiera i o czem uczy“.
Tak samo przygotowany jest już do druku „Traktat Wer­salski a Żydzi“.
Świeże wydawnictwa będą drukowane przy­najmniej co miesiąc. Kto chce być stałym odbiorcą naszych wydawnictw prosimy o nadsyłanie nam swych nazwisk pod adresem:
T-wo „Rozwój” Lublin ul. Bernardyńska 5.
Ks. Leon Łomiński
Prezes Tow. „Rozwój” w Lublinie.


POZNAJ WROGA !

Ksiadz Antoni Kotyłło
Lublin, 22 luty 1925r

Wielka, piękna i bogata Ojczyzna nasza. Sławnym od dawna narodem jesteśmy. Osaczeni jednak wokoło wrogami - hakatą i bolszewizmem - musimy się skupić, obliczać swoje siły, opracowywać metody obrony, tworzyć mocny, jednolity front.
Polska zawsze była przedmurzem chrześcijaństwa i za­chodniej kultury. I dziś tę misję nadal pełnić musi.
Nie­dawno temu obroniła swą piersią Europę przed zalewem hord bolszewickich.
Polska przez swą gościnność, łagodność i to­lerancję daje zawsze przytułek wypędkom z całego świata.... a i wewnątrz kraju mnożą się masami szkodniki polskości.... i podminowują nasz byt narodowy i deprawuja społeczeństwo...
Najgroźniejszym jednak wrogiem naszym i najbardziej zwar­tym i zorganizowanym jest żyd, żyd polski, żyd wszech­światowy !
Mrowie żydostwa na dobre rozpanoszyło się u nas, niczem pasożyty, by polską się żywić i polską żyć i, jak ten polip, tysiącem ramion obejmuje ciało polski, rozkłada je i mnóstwem ssawek wysysa najżywotniejsze soki narodu... roz­rastając się, potężniejąc coraz bardziej, coraz groźniej.
Tak !... ten wróg wżarł się, wpił się w nasz organizm społeczny i ustawicznie, planowo podgryza nasze podstawy ekonomiczne i moralne i coraz mocniej opasuje swą siecią zdradziecką na­szą Ojczyznę i coraz głębiej i zawzięciej wpija swe sępie szpony w najczulsze tętnice życia polskiego. A czyni to tak
cicho, umiejętnie, że wielu, nim się spostrzeże, staje się ofiarą i łupem wpada w zastawione sieci machiawelskie.

Kwestja żydowska w Polsce jest bodaj najważniejszem zagadnie­niem doby obecnej. Naczelnym więc obowiązkiem każdego
Polaka jest zajęcie się tą sprawą i teoretycznie, a zwłasz­cza praktycznie.
Tu wprost idzie o to: być albo nie być, albo my, albo oni, albo Polska, albo judea, albo zwycięzcy, albo zwyciężeni!
Nie łudźmy się, ale prawdzie zajrzyjmy w oczy bez uprzedzeń, krytycznie i trzeźwo.

„Bezmyślność charakteru polskiego uczyniła z Polski El­dorado dla żydów“ - tak powiedział przed 77 laty Bismark, żelazny kanclerz Niemiec.

Istotnie, dobrze im tu być. Żydzi nie chcą opuścić Pol­ski, owszem, zewsząd do niej ciągną jak ta szarańcza, jak te
kruki żarłoczne na żerowisko.
(...)

Cale przemowienie ksiadza Antoniego Kotyłło znajduje sie m.inn. na stronie:
http://wolna-polska.pl/wp-content/uploa ... -wroga.pdf

BIBLIOTEKA CYFROWA KSIAZEK
W bibliotece cyfrowej znajduja sie ksiazki m.inn. o Zydach i wrogiej robocie zydostwa w Polsce, ktore nie sa oficjalnie i ogolnie dostepne z powodu poprawnosci politycznej i celowego ukrywania tematu dotyczacego perfidnych dzialan zydostwa w Polsce i na swiecie na przestrzeni wiekow, przez media swieckie i koscielne.
Adres internetowy biblioteki cyfrowej:
http://fbc.pionier.net.pl/owoc/browse-day?d=10-3-2014

Toronto, Kanada


03 Sty 2015 23:33
Profil

Rejestracja: 28 Gru 2008 21:11
Posty: 2311
Post Re: Jestem Polakiem, wiec mam obowiazki polskie
DWORACY ŻYDÓW - PRZYPISEK DO KWESTII ŻYDOWSKIEJ

JAN JELEŃSKI

Warszawa 1878r


Jan Jelenski opisuje formy zydofilstwa i serwilizmu medialnego w Polsce pod zaborem rosyjskim.


W miarę jak Żydzi, korzystając z nieradności naszej, nabierają w kraju coraz większej przewagi finansowej, poczyna się upowszechniać opinija, którą możnaby tak np. określić:
Ktoś był bardzo zwyczajnym śmiertelnikiem na którego nikt nie zwracał uwagi. Ów ktoś jednak, doro­bił się fortuny i jest... „powszechnie szanowanym obywatelem".
Grzeszki idą w niepamięć i znajduje się nawet kółko adoratorów, którzy cnoty i zasługi „obywatela‘‘ rozsławiają.
Któż z czytelników przykładów podobnych nie widzi wkoło siebie? Kto nie zna ludzi, którzy dlatego tylko cieszą się opiniją „powszechnie szanowanych“, źe mogą zaimponować majątkiem.
Otóż i Żydzi nasi, dlatego, źe owładają coraz sil­niej ekonomicznemi interesami kraju, że oni głównie posiadają kapitały ruchome, że są panami rozmaitych
przedsiebierstw i setkom zwyczajnych pracowników mo­gą chleb rozdawać; dlatego mówię, Żydzi zyskują coraz szersze koło jednostek, które opiewając zasługi i znacze­nie w kraju ,,starozakonnych obywateli,“ kruszą kopije w ich obronie bez względu na ogół społeczeństwa.
Je­dnostki i korporacyje takie pozwoliłem sobie nazwać „Dworakami Zydów‘‘ sądząc, że i sam ten tytuł, przyczy­ni się do objaśnienia kwestyi.
A kwestyja dworowania Żydom, jakie się u nas upo­wszechnia, nie jest ani wymarzoną, ani wywołana niechę­cią względem izraelskiego plemienia, ani wreszcie tak błahą iżby można zbywać ją milczeniem.
Dworowanie Żydom wyrządza ogołowi podwójną krzywdę:
Najprzód zaciemnia tak nazwaną „kwestyją żydow­ską“ i na zupełnie fałszywym stawia ją gruncie, a po wtóre, osłabia w społeczeństwie poczucie godności własnej.
Kwestyja żydowska, jak się to starałem w innych pracach wykazać, o tyle może zostać rozwiązaną pomyśl­nie, o ile w ludności chrześcijańskiej zdoła się rozbudzić i wyrobić duch przedsiębierczości, któryby przeciw zmonopolizowaniu interesów ekonomicznych, mógł się oprzeć i masę przeciw masie do konkurencyi powołał.
Żydzi niezawodnie wyzyskiwać nas nie będą, gdy im się wyzyskiwać nie damy. Skoro zaś nie będą mieli kogo wyzyskiwać, wtedy muszą się wziąść do pracy w rozmaitych kierunkach, a przez pracę uspółecznić.
To jest punkt środkowy „kwestyi żydowskiej.
Tymczasem jeżeli ktoś, zamiast pobudzać i za­chęcać ludność chrześcijańską do handlu, głosić będzie jedynie potęgę kapitałów żydowskich; jeżeli np. lękając się niby o dobro kraju, zastanawiać się będzie, coby to za nieszczęście ów kraj spotkało, gdyby brakło tych ka­pitałów, to naturalnie musi z czasem usposobić opiniją w ten sposób, że w obawie owej potęgi finansowej izrael­skiego plemienia, nikt z niem nie odważy się stanąć do konkurencyi.
Z drugiej strony, nie ulega kwestyi, że takie schy­lanie czoła przed siłą kapitałów żydowskich, osłabia jak wspomniałem w spółeczeństwie poczucie godności własnej.
Nie należę do ideologow, którzy lekceważą środki materyjalne jakiemi jednostka może rozporządzać, choć­by dla tego, że przy większych zasobach materyjalnych silniej można rozwijać działalność na polu spraw pu­blicznych.
Ale, aby bić czołem komuś dlatego tylko, że umiał zebrać dużą fortunę i rozwinąć spekulacyją na szeroką skalę, na to potrzeba przede wszystkiem wyrzec się tego, co w duszy każdej jednostki myślącej świętością być po­winno; poczucia samodzielności, szacunku dla samego siebie.
Kto obserwuje uważnie, ten zgodzi się ze mną, że liczne koła jednostek, które lat dziesięć lub dwa­naście temu, nie miały nic dla Żydów oprócz nierozsądnej pogardy lub lekceważenia, dzisiaj płaszczą się pod różnemi formami.
Zarówno w tak zwanych sferach "wyźszych‘‘, jak i w pośród klas średnich nowy ten rodzaj serwilizmu jest aż nadto widocznym.
Jak zwykle, z jednej ostateczności wpadamy w drugą..
Nikt nie może mieć pretensyi do Żydów za to, że potrafili zgromadzić u siebie kapitały i zawładnąć najzyskowniejszemi źródłami krajowego bogactwa; ale podno­sić tę głównie stronę ich wartości jako żywiołu społecz­nego, znaczyłoby to samo, co za czasów pogańskich kłaniać się „złotemu cielcowi".
Zdrowy rozsądek nakazuje liczyć się ze środkami, jakiemi dzisiaj Żydzi rozporządzają, ale świadczyłoby to bardzo źle o moralnej wartości społeczeństwa, gdyby lękając się potęgi kapitału zdało się na łaskę i nieła­skę plemienia dotychczas nieuspołecznionego.
Więc dlatego, żeby sobie źle nie usposabiać owej "potęgi kapitału" nie wolno ma być społeczeństwu pro­testować przeciw istnieniu i rozradzaniu się w kraju ma­sy pasożytów izraelskiego pochodzenia? Więc nie wol­no ma być wyrobić się opinii, któraby ostrzegała ogół czem w następstwie masa ta grozić mu może? Więc nie wolno powstawać głośno przeciw wyzyskiwaniu i de­moralizowaniu naszego ludu przez tłumy ssących go od wieków „pijawek"?!.
A przecież ni mniej ni więcej tylko takiej abdykacyi społeczeństwa na rzecz „wybranego ludu" chcą roz­pleniający się u nas dworacy Żydów.
Sądzę zaś, że przy bliższem poznaniu nowych apo­stołów, te właśnie ich dążności jasno się przedstawią, i dla tego niechaj tych słów parę służy za usprawiedliwie­ niniejszego przypisku do „kwestyi żydowskiej".
Że dworowanie „obywatelom starozakonnym" zy­skuje coraz więcej zwolenników w życiu praktycznem, to jakkolwiek sprawia bardzo przykre wrażenie, daje się przecież wytłumaczyć logicznie.
W ostatnich czasach znalazło się bardzo dużo ludzi bez chleba, a równocześnie prawie powstała pewna licz­ba instytucyj finansowych oraz większych przedsiębierstw przemysłowych, których kierownictwo dostało się w ręce tych, co obok zmysłu przedsiębierczości posiadali naj­więcej środków materyjalnych to jest w ręce „obywa­teli izraelskiego pochodzenia.“
Ze zaś obywatele ci mają górującą nad innemi sła­bostkę: próżność podsycaną butą pieniężną, przeto mogąc wybierać w „kandydatach" poszukujących chleba, jak w ulęgałkach, wybierają i otaczają się przede wszystkiem takiemi, którzy owej słabostce chlebodawców naj­lepiej dogodzić są zdolni.
Jest to serwilizm zasługujący tak dobrze na chłostę opinii jak wszystko co godność ludzką poniża, ale jak wspomniałem, daje się on wytłumaczyć logicznie, bo jest serwilizmem... „dla chleba" i... dla... karyery.
Ale nierównie trudniejszem do wytłumaczenia, a gorszem w skutkach jest dworowanie Żydom, jakie się prze­jawia w prasie.
Kto zna bliżej tutejsze stosunki dziennikarskie i ruch na tem polu śledzi, ten piszących otwarcie lub okolicznościowo, a zawsze stronnie w sprawie Żydów, podzieliłby na trzy kategorye:
1) Broniący wprost interesów materyjalnych "starozakonnych obywateli.''
2) Broniący niby Żydów, a właściwie piszący pod wpły­wem solidarności plemiennej z myślą dopomagania swym współwyznawcom do szybszego owładnięcia moralnemi i materyjalnemi środkami społeczeństwa.
3) Schlebiający Żydom ze wzglądu na ich finansową przewagę, która tymże panom piszącym imponuje i na ich apostolstwo stanowczy wpływ wywiera.

Rzeczników pierwszej kategoryi uważać można za najmniej szkodliwych dla tej prostej przyczyny, że z ich stanowiska najtrudniej jest obałamucać opiniją. Jeżeli np. jakiś finansista albo spekulant starozakonny, zakłada lub nabywa pismo, to jest rzeczą jasną, że pismo to bronić będzie przede wszystkiem interesów swojego właściciela, a współpracownicy tylko zgodnie z intencyjami głównego kierownika organu, przemawiać będą.
W prawdzie w takich razach wszystko, co się tam pisze, ubrane jest w sukienkę ogólnego pożytku, a pismo
wypiera się najuroczyściej jakoby miało być organem pewnej tylko koteryi finansistów lub handlujących; ale ostatecznie „oliwa na wierzch wychodzi“ i publicznośc dowiaduje się z kim ma do czynienia.
Chociaż więc pismo takie usiłuje przy każdej sposo­bności podnosić zasługi dla kraju starozakonnych kapita­listów, a broni interesów swojego „pana“; chociaż usi­łuje potępić wszelki głos występujący w obronie pracy przygniatanej potęgą kapitałów; w rezultacie jednak usi­łowania te nie odnoszą skutku, bo większość ogółu my­ślącego wie, że idzie tutaj o cele, dążności i interesa pewnych tylko jednostek albo... koteryj. Stąd więc rzecznicy Żydów występujący wprost w obronie ich materyjalnych interesów, wywierają na opiniją wpływ słaby i są mniej szkodliwi.
Inaczej rzecz się ma, gdy idzie o moralną niby obro­nę Żydów, to jest o rzeczników drugiej kategoryi.
Żydzi zbyt dobrze rozumieją znaczenie prasy, iż­by się nie starali i w tym kierunku oddziaływać w duchu opanowania....
To też, jak to i w innem miejscu (i) miałem sposo­bność zaznaczyć, pewna już liczba organów prasy pol­skiej stała się własnością Żydów.
Nowi zaś ci kierowni­cy opinii, ze środków jakie mają w ręku, nieomieszkują korzystać w ten sposób, iżby wpływ w kraju swego ple­mienia utrwalać i rozszerzać.
Taktyka takich organów jest zręcznie zamaskowaną i trzeba znać bliżej te świeżo wyrabiające się stosunki dziennikarskie, aby umieć ocenić co się w nich ukrywa.
Ulubionym tematem dla organów żydofilskich jest idea zgody i tolerancyi, a temat to ulubiony dlatego, że dla istotnych celów starozakonnych wydawców i reda­ktorów, jest najwygodniejszym.
Pod jego osłoną można niby bronić Żydów, a wła­ściwie iść z niemi ręka w rękę ku jednemu celowi: ze­ pchnięcia dawnych mieszkańców jednej ziemi na plan ostatni. Nawet dla najmniej logicznego umysłu, owe obrony w organach źydofilskich, nie mogą się inaczej przedsta­wiać.
Bo czyż dzisiaj jest potrzebną faktycznie jakakol­wiek obrona Żydów?
Czy Żydzi nie zyskali już zupełnego równouprawnie­nia z innemi mieszkańcami kraju? Czy Żydów dzisiaj ktokolwiek prześladuje i czy im wreszcie źle się u nas dzieje?
Gdzież więc loiczny powód do obrony? Gdzie pod­stawa dla tych sążnistych artykułów pojawiających się w żydofilskich organach?
Podstawa jest, ale za kulisami tylko; dla szerszych kół ogółu ukryta.

Dworacy Żydów piszą i drukują swoje rozprawy, nie dlatego, żeby bronić zasady tolerancyi, bo tego niepotrzeba już dzisiaj, ale dlatego, żeby obałamucać opiniją i tamować głosy tym, którzy nie potępiając Ży­dów, pragną jednakże w społeczności chrześcijańskiej wywołać pewien opór w opanowywaniu przez jednę tylko klasę ludności, ekonomicznych interesów narodu.
W osiągnięciu tego celu panowie żydofile widzą gro­żące niebezpieczeństwo tym, których są rzecznikami i to ich do obrony zagrzewa.
Jeden artykuł zachęcający np. ludność chrześcijań­ską do zakładania sklepów po miasteczkach, bardziej mo­że oburzyć przeciw autorowi całą koteryję dworaków żydowskich, aniżeli gdyby ktoś napisał rozprawę rozbie­rającą wszystkie wady starozakonnego plemienia.
Kto chce znaleść na to dowody, niechaj śledzi bacznie tendencyje pism takich jak np. „Izraelita" „Bluszcz"
i inne, których wydawcami są starozakonni.
Gdy ktoś powie np. źe masy ludności izraelskiej są ciemne, fanatyczne i nieskore do pracy, wtedy „Izraelita" nie oburzy się, przyzna nawet racyją i ubolewać będzie.
Ale gdy ktoś wspomni o potrzebie „domów komiso­wych“, któreby ograniczały wpływ pokątnego pośredni­ctwa, wtedy tenże sam organ nie omieszka na autora projektu rzucać piorunów i na temat tolerancyi napi­sać kilka artykułów zrzędu.
„Izraelita“ wówczas (nie wspominając nic naturalnie, o wyzyskującem faktorstwie) dowodzić będzie, że niezgo­dę tylko sieją ci, co mówią o potrzebie ograniczenia pośrednictwa, że pośredników nie ma u nas za dużo, źe to nie przeszkadza im być „pożytecznemi obywatela­mi“ etc.
Ale bo też „Izraelita“ jak każdy prawie izraelita zna i czuje wybornie puls interesu.
Możecie sobie Bóg wie co wygadywać na Żydów, możecie sobie łamać głowy nad „kwestyą żydowską“ bylebyście tylko nie wtrącali się do naszego
handlu i nie odbierali nam monopolu.
Że zaś intencyj takich nie można jakoś wypowie­dzieć otwarcie, najlepiej więc osłonić je zasadami tole­rancyi, „powszechnego dobra — dzieci jednej ziemi“ etc i w te czułe struny uderzać.
Nie zdziwiłem się więc, gdy zręczna owa taktyka i przeciwko mnie została skierowaną, a o czem właśnie wypada mi tu wspomnieć.
We wszystkich swoich pismach panowie Żydzi i ich dworacy obrzucają mnie błotem, zarzucając nienawiść niby żydoźerczą, której doprawdy nigdy dla nich nie czułem.
Mogę nawet powiedzieć, źe czuję raczej sympatyję dla wielu przymiotów (przedsiębierczość, oszczędność, solidarność) izraelskiego plemienia, jakich nam niestety brakuje.
Lecz Lecz nie idzie zatem, abym kwestyi żydowskiej nie miał uważać za jeden z najważniejszych problematów ekonomicznych, do rozwiązania którego nie projekta drukowane po pismach, nie jednostki płaczące na Żydów lub też im schlebiające, ale masy jedynie mogą się przyczynić.
Tę zasadę: oddziaływania mas przeciw wyłączności handlowej i wyzyskiwaniu klas pracujących przez ludność izraelską, staram się przeprowadzać od lat kilku w mych pracach, i to jedno, nie zaś wmawiana tenden­cyjnie nienawiść, daje powód do napaści na mnie.
I tutaj panowie Żydzi zrozumieli... interes.
Przez długi czas napaści owe sypały się albo bezimiennie, albo wprost od Żydów, ale bezskutecznie.
Przy trzeciem więc wydaniu książki „Żydzi, Niemcy i My" panowie Żydzi chwycili się innego sposobu — delegując z napaściami swych „usłużnych“
nieżydów.
Widząc zaś napaść wydrukowaną, zawołali „wielkim głosem “ w Izraelicie: „to pisał chrześcijanin więc po na­szej stronie jest prawda — tam tylko nienawiść.“
Panowie Żydzi zapomnieli, że jednej prawdy nie mo­żna wziąść w arendę.
Łatwiej znaleść nie jednego, ale stu rzeczników... po­wolnych, niż zabić to, co płynie z miłości kraju, z głę­bokiego przekonania i poczucia prawdy.
(...)

Ciag dalszy jest na stronie:

http://rcin.org.pl/dlibra/doccontent?id=6268&from=PIONIER%20DLF



KONIECZNIE PRZECZYTAJ !.... a nastepnie przeanalizuj spostrzezenia autora Jana Jelenskiego sprzed 140 lat i porownaj z obecna sytuacja jaka panuje w mediach.


04 Sty 2015 08:39
Profil
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 176 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1 ... 13, 14, 15, 16, 17, 18  Następna


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.